Podwójna szybka

Niedawno minęło pięć lat, odkąd mieszkam w Bostonie. Myśląc o upływie czasu, który jest nieubłagany, zastanawiałem się głośno w gronie przyjaciół, co mi najbardziej przeszkadza w tutejszym stylu życia. Nie wyliczyłem telewizji oraz szybkiego jedzenia, bo tych "przyjemności" można uniknąć.

Niedawno minęło pięć lat, odkąd mieszkam w Bostonie. Myśląc o upływie czasu, który jest nieubłagany, zastanawiałem się głośno w gronie przyjaciół, co mi najbardziej przeszkadza w tutejszym stylu życia. Nie wyliczyłem telewizji oraz szybkiego jedzenia, bo tych "przyjemności" można uniknąć.

Nikt bowiem nie zmusza nikogo do leżenia przed migającymi obrazkami ani tym bardziej do obżerania się tłustymi kotletami mielonymi. Są jednak pewne zachowania społeczne, których w żaden sposób nie można nie zauważyć.

W moim przypadku taką pierwszą refleksją było stwierdzenie dziwnej miękkości amerykańskiego papieru toaletowego. Wszędzie.

Rozpaczliwe próby zakupienia normalnego towaru, znanego od dzieciństwa, a charakteryzującego się szorstkością tylko o jeden stopień niższą niż papier ścierny numer 1000, zakończyły się całkowitą porażką. Owszem, że tak powiem własnoręcznie testowałem fabrycznie mokry papier, sprzedawany w specjalnych pojemnikach, ale okazał się on jeszcze gorszy. Podobno duża część tutejszej populacji stosuje moczenie papieru toaletowego przed użyciem, co wydaje mi się kompletną aberacją. Do dziś problemu papieru nie rozwiązałem, a odwiedzający znajomi wiedzą, że w moim domu najbardziej cenionym prezentem z kraju nie jest pół litra, tylko rolka albo dwie. Szarego.

Druga przeszkoda do pełni szczęścia też jest związana z papierem, choć tylko pośrednio. Otóż, z jakichś bliżej nie znanych powodów prawie wszyscy Amerykanie w tekstach pisanych wstawiają podwójną spację między zdaniami. Wspominałem już kiedyś w felietonie Pismo (k)lin(i)owe, jak ewoluowały sposoby rozdzielania słów i zdań na przestrzeni wieków. Jednakże powtarzanie przerwy między zdaniami jest czymś tak monstrualnie absurdalnym, że aż śmiesznym. Proszę zresztą popatrzeć na ten cały akapit, w którym specjalnie zostawiłem podwójne spacje między zdaniami (korektę oraz skład proszę o sprawdzenie, iżby rzeczywiście te ekscesywne spacje znalazły się w druku).

Nie mam wątpliwości, że zgodzą się Państwo ze mną - podwójna spacja między zdaniami wygląda obrzydliwie! Można oczywiście dociekać, że jest to pomysł adwokatów, aby zapewnić niemożność usunięcia kropki w tekstach umów, w których koniec zdania jest częstokroć kluczowy dla całego sensu. Przepytywani na okoliczność przestępstwa wszyscy znajomi jak jeden mąż z żoną odpowiadali, że podwójnego wstawiania spacji nauczyli się na lekcjach pisania na maszynie, które tu są na ogół obowiązkowe w szkołach średnich. Nic to, że znani typografowie, jak Robin Williams w książeczkach Mac/PC is not a typwriter, podkreślają wadliwość takiego podejścia. Wszyscy wokoło, niczym adepci polskiej szkoły siatkówki trenera Wagnera, stosują podwójną szybką spację. Odruchowo.

Zwolennicy europejskiego stylu pisania mają pewne szanse, bo typowy program do pisania zawiera polecenie "znajdź-usuń". Za jego pomocą stosunkowo łatwo można pozbyć się nadmiaru spacji, ale jest to praca syzyfowa. Kiedy w pewnym dokumencie otrzymanym od szefa usunąłem nadmiarowe przerwy, to po wydrukowaniu okazało się, że czegoś memu przełożonemu brakowało. Zażądał więc wersji elektronicznej, no i oczywiście znalazł brakujące spacje. Dałem więc sobie spokój, ale muszę wyznać, że cierpię. Tym bardziej że amerykański styl życia jest na ogół pragmatyczny oraz nastawiony na przyspieszanie raczej niż przedłużanie. Ileż to milionów dodatkowych spacji codziennie jest wklepywanych na tysiącach komputerów, marnując cenne sekundy?! Nikt tego nie policzy...


TOP 200