Podobne problemy

O mało go nie przejechałem, kiedy podczas zadymki śnieżnej wyskoczył na środek drogi. Odruchowo nacisnąłem hamulec i tylko sprawne ABS-y ocaliły mnie od zderzenia. Zakląłem siarczyście, a on zbliżył się do drzwi od pasażera. Był wysoki, lekko otyły i bardzo, bardzo stary. Na głowie nosił niemodną czapkę, spod której widać było błyszczące oczy i posklejaną od wilgoci brodę. Uchyliłem szybę, robiąc szczelinę w sam raz, żeby go dobrze słyszeć, ale by nie mógł włożyć ręki i otworzyć drzwi od środka.

O mało go nie przejechałem, kiedy podczas zadymki śnieżnej wyskoczył na środek drogi. Odruchowo nacisnąłem hamulec i tylko sprawne ABS-y ocaliły mnie od zderzenia. Zakląłem siarczyście, a on zbliżył się do drzwi od pasażera. Był wysoki, lekko otyły i bardzo, bardzo stary. Na głowie nosił niemodną czapkę, spod której widać było błyszczące oczy i posklejaną od wilgoci brodę. Uchyliłem szybę, robiąc szczelinę w sam raz, żeby go dobrze słyszeć, ale by nie mógł włożyć ręki i otworzyć drzwi od środka.

"Fatalna pogoda!" - powiedział sapiąc ciężko. Trudno było się nie zgodzić, więc skinąłem głową. "Podwiezie mnie pan do najbliższego miasteczka? Strasznie się spieszę, a pojazd mi się zepsuł..." - dodał i popatrzył na mnie wyczekująco. Ostatnia rzecz, na jaką miałem ochotę, to oblepiony śniegiem dziwak w samochodzie, ale jak tu z drugiej strony zostawić kogoś samego, w środku lasu w takiej śnieżycy. Bez entuzjazmu uchyliłem drzwi; nie za wiele, żeby nie naleciało do środka, ale on zwinnym - jak na swój wiek - ruchem wskoczył na przednie siedzenie, a do tyłu wrzucił wielki, połatany worek.

"Pogodę jeszcze bym przeżył" - kontynuował, kiedy znowu ruszyliśmy - "Ale to... to... ci partacze, niech ich piekło pochłonie!" - sapał z wyraźną ekscytacją. "Jacy partacze?" - zapytałem uprzejmie, żeby zagaić rozmowę i pomyślałem, że skądś znam tego gościa. Chwilę później nie miałem już wątpliwości, kto to taki. "Aaaa, panie..." - machnął ręką z dezaprobatą - "Partacze, czyli gnomy! Najpierw powiedziały, że wymienią płozy na lepsze, bo technologia idzie naprzód i kto to widział, żebym w moim biznesie i na moim stanowisku nadal posługiwał się takim starociem. Miało być lepiej, ale nad Arktyką przywiało i nowiutkie płozy popękały. Wróciłem do nich, powiedzieli, że do nowych płóz trzeba nową ramę, a jak zamówiłem, to jeszcze gratis dorzucili lejce. Pomyślałem - dobra firma te gnomy! I pojechałem w świat. Myśli pan, że daleko ujechałem?"

"A nie?" - zdziwiłem się z grzeczności, bo skądś znałem takie historie.

"A nie!" - zasapał triumfalnie - "Kawałek za Grenlandią lejce sparciały. Miałem nowy sprzęt, ale nie miałem jak nim kierować. Wróciłem do warsztatu, nie bez trudności, gnomy lejce wymieniły na te stare i zaczęły mnie czarować, że to już się nie zdarzy, a gdyby się zdarzyło, to przyjadą do mnie nawet na koniec świata. Tylko muszę wykupić złoty pakiet serwisowy. Kosztował majątek; musiałem oszczędzać na prezentach. Coś tam jeszcze wymienili i poleciałem. Uleciałem całe tysiąc mil i wtedy trzasnęła uprząż. Renifery się poprzewracały i cud boski, że nic im się nie stało. Miałem posłać po gnomy, ale wtedy..."

" ...okazało się - wszedłem mu w słowo - że problem trzeba zgłosić na specjalnym formularzu, koniecznie faksem".

"Tak, skąd pan wie? - zdziwił się całkiem szczerze - pracował pan kiedyś z gnomami?"

"Nie raz - odparłem ze zrozumieniem - I co, przyjechały wreszcie?"

"Przyjechały, a jakże - po dwóch dniach. Ale nie z nową uprzężą, tylko z nową umową, bo przejął ich jakiś większy warsztat i teraz mają a... ał... ałtsorcing czy jakoś tak. No to poszedłem na piechotę. O, ale już dojeżdżamy!"

Rzeczywiście, wśród wirujących płatków śniegu ukazały się zabudowania. Zatrzymałem się przy pierwszym domu, gdzie przez okno widać było przystrojoną choinkę. Wziął worek, otworzył drzwi, uśmiechnął się jeszcze raz i pomachał mi wesoło.

I zniknął w śnieżycy. Mam nadzieję, że zdążył wszędzie i dotarł do Państwa z prezentami w te Święta!


TOP 200