Podejrzane zabawy

Na pozór nic bardziej niewinnego, niż odwiedzanie internetowych kafejek, których liczba mnoży się z każdym rokiem, także w Polsce. Przy kawie i kanapkach czatowanie, mailowanie i surfowanie, jak to brzmi w anglopolskiej nowomowie. Ale nie tylko. Internet jest bowiem skarbnicą i dobrego, i złego.

Na pozór nic bardziej niewinnego, niż odwiedzanie internetowych kafejek, których liczba mnoży się z każdym rokiem, także w Polsce. Przy kawie i kanapkach czatowanie, mailowanie i surfowanie, jak to brzmi w anglopolskiej nowomowie. Ale nie tylko. Internet jest bowiem skarbnicą i dobrego, i złego.

Młodych i najmłodszych internautów przyciąga do tego sezamu najczęściej nie tyle dostęp do informacji o aktualnych wydarzeniach na świecie czy chęć pogłębienia wiedzy, co bogaty repertuar gier komputerowych i - nie na ostatku - łatwość dotarcia do zakazanego owocu: stron z obrazami seksu i przemocy. W wielu krajach zwracają na to uwagę i podnoszą alarm nie tylko rodzice, wychowawcy czy psychologowie, ale także władze porządkowe.

Miastem, w którym dosłownie roi się od Internet-Cafes, jest Berlin. Oficjalne statystyki podają liczbę 165 zarejestrowanych kafejek, ale publiczną tajemnicę stanowią lokale nielegalne, na zapleczu restauracji czy mieszkań. Zarzuty wobec tak legalnych, jak nielegalnych są podobne: nagminnie zdarzają się tam kradzieże, pranie brudnych pieniędzy, handel narkotykami. Doniesienia rodziców i sąsiadów doprowadziły do poważnego, niekiedy wręcz spektakularnego zajęcia się przez policję ciemną stroną funkcjonowania tych lokali. W ostatnim czasie przeprowadzono tam wiele kontroli, żywo przypominających sceny z filmów gangsterskich. Do kafejki wkraczają policjanci, pada natychmiast polecenie: zdjąć ręce z klawiatury, pozostać na miejscu, nie wolno opuścić lokalu... A zresztą u drzwi już stoją strażnicy prawa.

Te "naloty" przeprowadzają funkcjonariusze policji kryminalnej, ale są nimi zainteresowane także inne służby publiczne, przede wszystkim urzędy do spraw młodzieży, nadzoru zawodowego i urzędy skarbowe. Rezultaty potwierdzają podejrzenie, że wprawdzie nie zawsze, ale jednak w zbyt wielu przypadkach są to po prostu salony gier komputerowych. Niewątpliwe walory edukacyjne Internetu są zepchnięte na daleki plan, jeśli w ogóle można się ich doszukać w grach mających największe wzięcie (w których brutalne akty przemocy, napady, bójki, zabójstwa mają przyciągać jak najliczniejszą klientelę). A klientela ta jest bardzo podatna na pokusę zła czy dokładniej mówiąc - osłabianie wrażliwości na zło. I zarazem, co jest pewną cechą wspólną obrazów w telewizji i Internecie, na zacieranie granicy między rzeczywistością realną i wirtualną. Przy czym rzecz dotyczy nie tylko młodocianych, dwudziesto- czy kilkunastolatków, ale wręcz dzieci. Niekontrolowane przez właścicieli internetowych kafejek, bez trudu wchodzą też na strony z pornografią i pedofilią.

Jak się okazuje, naruszanie prawa dotyczy jeszcze paru innych dziedzin, zwłaszcza przepisów podatkowych. Lokal zarejestrowany jako Internet-Cafe podlega znacznie korzystniejszemu opodatkowaniu niż przybytki prowadzące działalność rozrywkową. I kiedy kontrolerzy przekonają się, że komputery służą nie do korzystania z Internetu jako źródła informacji i komunikowania się w celach indywidualnie i społecznie pożytecznych, lecz wyłącznie do prowadzenia gier, mają podstawy do przekwalifikowania go na lokal rozrywkowy. A niejednokrotnie okazywało się, że komputery w internetowej kafejce... nie są podłączone do Internetu, lecz jedynie wyposażone w programy gier.

I tu już nie ma żartów. Komputery zostają uznane za sprzęt rozrywkowy, za każdy trzeba płacić podatek w wysokości 600 euro miesięcznie, i to za wiele miesięcy wstecz. Jak podał niedawno tygodnik "Der Spiegel", właścicielowi jednej z berlińskich kafejek internetowych przedstawiono nakaz zapłacenia 85 tys. euro, co grozi mu finansową ruiną, skoro za godzinę korzystania z komputera płaci się na ogół nie więcej niż 1-3 euro.

Kontrole są liczne, skrupulatne i bezwzględne. Kontrolerzy sprawdzają zawartość pamięci, notują nazwiska internautów, żądają przedstawienia dokumentów określających charakter zezwolenia na prowadzenie lokalu. Niemal z reguły wykrywają rozbieżność między formalną licencją a stanem faktycznym. I wtedy sypią się kary za wprowadzanie w błąd władz skarbowych - bodaj nie było przypadku niedopatrzenia się jakichś wykroczeń. Autor wspomnianego artykuł cytuje informację berlińskiego przedstawiciela policji kryminalnej, że w wyniku około 100 kontroli podjęto 20 postępowań wyjaśniających i wykryto blisko 200 różnego rodzaju naruszeń obowiązujących przepisów prawa.

Cudowny wynalazek ostatnich lat ubiegłego stulecia, jakim jest Internet, przypomina mityczną puszkę Pandory. Gdy wbrew ostrzeżeniom uniesiono jej wieko, na świat wyszło ukryte w niej dobro, ale również zło. Na dnie pozostała jedynie nadzieja. Gdyby trzymać się tej analogii, można nie tracić nadziei, że przeważą dobre strony Internetu i uda się co najmniej zminimalizować złe. Internet-Cafes, oczywiście nie tylko berlińskie, to przecież wielka szansa dla tych, których nie stać na własny domowy pecet. Ale, jak mówi niemieckie przysłowie, porządek być musi.


TOP 200