Podchody na przecięcia

Już sądziłem, że komputery i telewizory nawet najmłodszych z nas odciągają od gier i zabaw na świeżym powietrzu. Ale tak to już jest, jak ktoś nie widzi dalej końca swego nosa, gdyż powyższą opinię formułowałem - jakże niesłusznie - tylko na podstawie tego, co obserwuję na swoim osiedlu. Okazało się jednak, że to, co widziałem, a właściwie to, czego właśnie przez czas jakiś widać nie było, to była tzw. luka pokoleniowa. Po prostu starsi już dawno z tego wyrośli, młodsi dopiero dorastają, a środka nigdy nie było.

Już sądziłem, że komputery i telewizory nawet najmłodszych z nas odciągają od gier i zabaw na świeżym powietrzu. Ale tak to już jest, jak ktoś nie widzi dalej końca swego nosa, gdyż powyższą opinię formułowałem - jakże niesłusznie - tylko na podstawie tego, co obserwuję na swoim osiedlu. Okazało się jednak, że to, co widziałem, a właściwie to, czego właśnie przez czas jakiś widać nie było, to była tzw. luka pokoleniowa. Po prostu starsi już dawno z tego wyrośli, młodsi dopiero dorastają, a środka nigdy nie było.

W każdym razie, wraz z pierwszymi cieplejszymi dniami, na osiedlowych chodnikach, ścieżkach i schodach znów pojawiły się, od dawna niewidziane, strzałki i inne tajemne znaki związane z uprawianą przez młodszą młodzież grą w podchody.

Gromady małolatów biegają i chowają się przed sobą, gdzie kto może. Jeżeli takowi przemykają skuleni, wzdłuż murów, tuż pod oknami, sykając uciszająco na co głośniejszych towarzyszy, to od razu wiadomo że są to uciekający. Za takimi, w chwilę później, nieuchronnie pomyka grupa pościgowa, zatrzymywana tylko przez jakieś czynności, zadane do wykonania znakami na drodze przez uciekających.

Ot - znana wszystkim, stara jak świat zabawa, przez którą przechodzi kolejne pokolenie.

Mam jednak nadzieję, że uczestnicy tych zabaw nie są (na razie!) czytelnikami tej rubryki i w związku z tym z góry odrzucam ewentualne pretensje rodziców o to, że naraziłem ich nie tylko na spory wydatek, ale i zmusiłem jeszcze do ganiania z małolatami po jakichś łąkach i polach. A przecież w tym względzie niewiele się nie zmieniło: kiedyś myślało się, no idźcie dzieciaki już spać, bym wreszcie mógł się w spokoju pobawić kolejką, a dziś kolejka nazywa się Pani z Internetu (przynajmniej w wyobraźni pewnego ministra) i też jest zabawa, gdy dzieci już śpią!

Rzecz jednak w tym, że nieco bardziej dorośli, a właściwie ci spośród nich, którym nie szkodzi jeszcze dokuczliwy brak klimatyzacji, wymyślili sobie swój rodzaj zabawy w podchody. Nie jest to jednak ani gra w uciekających i ścigających, ani niewygodny bieg w zadanym kierunku, poszukiwanym przy użyciu trzymanej nad głową anteny telewizyjnej, lecz znajdowanie i utrwalanie na zdjęciach miejsc szczególnych.

Szczególnych w tym sensie, że leżących na przecięciu południków i równoleżników, które to miejsce to - po polsku - zwyczajnie "przecięcie", a po angielsku degree confluence. Miejsc takich jest na ziemi prawie 65 tysięcy i można ich szukać nawet z samą mapą, ale wówczas bywają kłopoty z precyzją.

Najlepiej więc (uwaga rodzice - to jednak trochę kosztuje!) zaopatrzyć się w odbiornik i wędrować, obserwując jego wskazania. Gdy na ekranie pokazują się pełne (bez minut) stopnie długości i szerokości geograficznej - jesteśmy właśnie na przecięciu. Wówczas - na dowód - kilka zdjęć okolicy i jeszcze jedno - to najważniejsze - zdjęcie z widokiem ekranu odbiornika GPS z odpowiednimi wskazaniami.

Poszukiwacze przecięć mają - a jakże inaczej - własną stronę internetową (http://www.confluence.org ), skąd można dowiedzieć się o szczegółowych regułach zabawy i dotrzeć do tropicieli przecięć z różnych krajów, a w tym również z Polski (http://www.przeciecia.prv.pl ). Już tam można się dowiedzieć, że jest u nas takich miejsc 41 i - niestety - wszystkie już "znaleziono". Tak jednak, jak szczyty górskie zdobywa się w warunkach letnich i zimowych, tak miejsca przecięć można odwiedzać o różnych porach roku i uwieczniać to na zdjęciach.

Podobno przecięcia nie lubią wielkich miast i wypadają na ogół poza nimi, ale większość z nich i tak wybrała sobie morza i oceany. Dotrzeć tam jednak niełatwo, a utrzymać pozycję - choćby na krótko - pewnie jeszcze trudniej.


TOP 200