Pod twoim przewodem

Początek nowego stulecia nie obrodził w przywódców.

Początek nowego stulecia nie obrodził w przywódców.

W naszym kraju w branży nowoczesnych technologii łatwiej można zostać zauważonym za jeżdżenie Corvettąhttp://bywalec.computerworld.pl/news/98278.html niż za wizję przyszłości firmy. Zresztą czemu się tu dziwić.

Poprzednia szefowa (światowego) HP Carly Fiorina swoje przemówienie do absolwentów MIT w roku 2000http://web.mit.edu/newsoffice/2000/fiorinaspeech.html oparła na pomyśle uprzedniego zapytania, co chcieliby usłyszeć. Znamy to dobrze z występów polityków. To się nazywa populizm.

A przecież można inaczej. Mistrz prezentacji, czyli Steve Jobs, rok temu na Stanfordziehttp://www.youtube.com/watch?v=D1R-jKKp3NA po prostu opowiedział absolwentom o trzech faktach ze swego życia. Radzę posłuchać tych niecałych 15 minut przemówienia. Ilu z Państwa, kierujących wielkimi firmami, potrafiłoby mówić publicznie o swoim nieślubnym pochodzeniu, chorobie, wzlotach i upadkach?! Tu nie pomoże PowerPoint ani PR. Trzeba być kimś. Nie oznacza to, że trzeba być łatwym i przyjemnym. Jobs jest perfekcjonistą, który wyciska z ludzi więcej niż myślą, że mogą zrobićhttp://technology.guardian.co.uk/weekly/story/0,16376,1677772,00.html . Potem często ich odtrąca, kiedy już nie są mu potrzebni do realizacji wizji. A jednak byli pracownicy na ogół wspominają pracę z nim jako najwyższy punkt swojej kariery.

Zupełnie w innym stylu, Bill Gates przez ostatnie 10 lat nie wygłosił żadnego przemówieniahttp://www.microsoft.com/billgates/speeches.asp na koniec roku akademickiego. Może nikt go nie zaprosił? Nie, nie sądzę, aby nie dostał takich propozycji. Podobno ma kompleks faceta bez studiów. Tak jakby Jobs też nie był w takiej samej sytuacji. A może to raczej brak wizji? To, co Gates widział 10 lat temuhttp://www.microsoft.com/billgates/speeches/iw.asp jako siłę Internetu, jest po prostu żałosne. Może to i lepiej, że najbogatszy facet na świecie zajął się dobroczynnością. Przynajmniej w tym jest bardzo dobry, skoro nawet przekonał swego kumpla Buffetta do ofiarowania kolejnych miliardów na fundację. Ostatecznie nie każdy musi być mistrzem słowa publicznego.

Beniaminkowie z Google zaczęli z bardzo wysokiego poziomu. Hasło "Don't be evil"http://investor.google.com/conduct.html nie tylko jest nośne (mogłoby z powodzeniem zastąpić kilka przykazań), ale też świetnie ujęło istotę konfliktu z firmą Microsoft. Niestety, kiedy panowie Page i Brin zrobili miliardy na akcjachhttp://news.com.com/Google+co-founders+cash+in/2100-1030_3-6030223.html , to im odbiło. Czymże bowiem jest upubliczniona kłótnia o rodzaj (wielkość) łóżka w służbowym Boeingu 767http://www.theregister.co.uk/2006/07/07/google_bed_plane/? Podobnie tzw. Segway polo, w które grywa Steve Wozniak, dawny wspólnik Jobsa z Applehttp://news.com.com/1606-2-6066511.html , jest dowodem, że nie każdy może unieść ciężar pieniędzy. Podobno nie dają one szczęścia?

Przekonał się o tym dobitnie Roman Kluska, zwany "polskim Billem Gatesem"http://pl.wikiquote.org/wiki/Roman_Kluska . Dziś mówi: "W biznesie tak się człowiek zatraca, że gubi czas na życie, na rodzinę... a to przecież jest szczęście!". Rzeczywiście, wydawanie religijnych książek i rozdawanie ich po kosztachhttp://www.prodoks.pl/index.php?opc=raport&co=tree&id=3 oraz hodowanie owiec, co ma pomóc w walce z rakiem, jakoś nie bardzo pasuje do wizji jedynego sprawiedliwego, który do końca walczy z pazernym państwemhttp://www.wiadomosci24.pl/artykul/ roman_kluska_bill_gates_z_nowego_sacza_515.html. Ale przynajmniej Kluska ma się do kogo zwrócić: "W tej celi cały czas powtarzałem sobie: «Jezu, ufam Tobie»".

Może rację miał mistrz Kosiński, gdy twierdził, że po prostu "Wystarczy być"http://film.onet.pl/9097,,Wystarczy_by%E6,film.html , aby zostać przywódcą?!