Pobłażliwość czy rygoryzm?

Nadzwyczaj zastanawiający jest fakt, że przez niemal pół roku nikt nie zadzwonił pod specjalny telefon Stowarzyszenia PRO, w celu zawiadomienia o przestępstwie polegającym na kradzieży praw autorskich producenta oprogramowania. W świetle ostatnich wydarzeń, w świecie wielkiej polityki. jest to zjawisko wręcz niewiarygodne.

Nadzwyczaj zastanawiający jest fakt, że przez niemal pół roku nikt nie zadzwonił pod specjalny telefon Stowarzyszenia PRO, w celu zawiadomienia o przestępstwie polegającym na kradzieży praw autorskich producenta oprogramowania. W świetle ostatnich wydarzeń, w świecie wielkiej polityki. jest to zjawisko wręcz niewiarygodne.

Czyżby środowisko użytkowników komputerów i programów tak znacznie odbiegało od standardów obowiązujących w elicie władzy, pogardzało donoszeniem, oskarżaniem, intrygowaniem oraz wygrywaniem swoich interesów tylko dzięki cudzym potknięciom, a nie własnym zaletom? Jeśli tak jest, to nie wróży to sukcesów branży komputerowej: nikt z tego grona nie zostanie prezydentem, premierem, ministrem, nie ustawi się w Sejmie, w żadnej Kancelarii, ani innych centralnych urzędach. Dobrze życzę użytkownikom komputerów toteż mam nadzieję, że nie są aż tak krystalicznie wolni od zawiści i instynktu walki o "swoje", a fakt powstrzymania się od donoszenia na kolegów, których uchybienia względem przestrzegania praw autorów oprogramowania dobrze znają, jest podyktowany innymi przyczynami niż nadzwyczaj wysokie, eliminujące ze ścieżki kariery i sukcesu, standardy moralne.

Na poważnie jednak najbardziej prozaicznym wyjaśnieniem sytuacji jest przypuszczenie, że nikt nie jest bez winy w omawianej kwestii. Donoszenie na kolegów czy byłych pracodawców - z zemsty czy wyrzutów sumienia - jest odczuwane jako podcinanie gałęzi, na której się siedzi.

Praktycznie każdy korzysta - albo niedawno korzystał - z kradzionego oprogramowania. Każdy wie, że donos może obrócić się przeciwko niemu w dwojaki sposób. Po pierwsze, sama osoba donosząca ujawnia, że miała coś wspólnego ze sprawą, o której donosi. Nawet jeśli prawo zapewni jej anonimowość, to subiektywnie czuje się też zagrożona, podejrzana, zwłaszcza że donosząc z niskich pobudek nie zachowuje się tak profesjonalnie, jak państwowe służby wywiadowcze i można się domyśleć, że to ona donosi. Po drugie, donoszący ma świadomość, że im więcej będzie faktów przyłapania firm i ludzi na kradzieży oprogramowania i ukarania ich, im skuteczniejsza obrona producentów oprogramowania, tym trudniejszy oraz kosztowniejszy będzie nielegalny dostęp do programów. Zdecydowana większość użytkowników komputerów uważa to za zagrożenie dla swojego rozwoju i zawodowego, i biznesowego.

No więc, jak to jest z nami: nie lubimy donosić czy nam się to nie opłaca?


TOP 200