Po pierwsze: PO CO?

Ucząc systemów informacyjnych, zawsze z uporem maniaka zaczynam od początku. Oznacza to nie mniej, nie więcej, że od wszystkich (od siebie przede wszystkim) wymagam udzielenia odpowiedzi na pytanie: 'Po co?'. Potem przychodzi czas, by kolejno odpowiadać na pytania: 'Co? Jak? i Czym?'.

Ucząc systemów informacyjnych, zawsze z uporem maniaka zaczynam od początku. Oznacza to nie mniej, nie więcej, że od wszystkich (od siebie przede wszystkim) wymagam udzielenia odpowiedzi na pytanie: 'Po co?'. Potem przychodzi czas, by kolejno odpowiadać na pytania: 'Co? Jak? i Czym?'.

Studenci, nie skażeni jeszcze przez tzw. praktykę, przystają na taki naturalny sposób postępowania. Nie ułatwia to życia, jednak na efekty nie trzeba długo czekać. Wszystko zaczyna się - można rzec - od ustalenia, czym jest organizacja, czyli środowisko, w którym istnieją problemy i trzeba je rozwiązać, posługując się wszelkimi dostępnymi środkami nie wyłączając techniki informacyjnej. Stara definicja mówi, że organizacja to „system zachowujących się rozmyślnie, zawierający co najmniej dwa rozmyślnie zachowujące się składniki...”. Nie będę w całości przytaczał definicji, ale zwrócę uwagę na słowo kluczowe: rozmyślnie, czyli celowo. Organizacja zatem jest systemem ustalającym cele i świadomie dążącym do nich.

Czy nasze socjalistyczne instytucje są organizacjami? Mam wątpliwości. Jeśli za przykład weźmiemy administrację, jestem pewny, że nie. To samo dotyczy uczelni, wielu przedsiębiorstw oraz innych instytucji zatrudniających ludzi i płacących im. Za co? Właśnie. Za to, że pracują w zakładzie pracy. Co to znaczy? Jeśli instytucja nie określiła swoich celów, jednostki organizacyjne i pracownicy nie mogą ich osiągać. Nie powinno się im zatem płacić. Jeśli jednak nie znają oni swoich i firmy celów, to jakim cudem mogą je osiągać? A gdy organizacja swych celów nie określa i nie dąży do nich, to jakim cudem jeszcze istnieje w gospodarce rynkowej? Chyba że to nie jest gospodarka rynkowa.

Nie umiemy formułować celów. Ostatnio na pewnym serwerze przeczytałem, że „celem kształcenia jest nauczanie słuchaczy...” W niejednej dokumentacji projektu czytałem i pieniłem się nad sformułowaniami w rodzaju: „celem komputeryzacji (ostatnio: informatyzacji) jest komputeryzacja gospodarki finansowo-księgowej, gospodarki kadrowo płacowej i...” A co Państwo powiedzą na taki cel komputeryzacji: „... NNN dostarczy xx komputerów klasy yy i ułoży sieć strukturalną zzz w budynkach...?” To nie są cele klienta, dla którego wykonuje się pracę za jego pieniądze - to są cele niekompetentnego/nieuczciwego sprzedawcy, który chce wyrwać kasę i nie zamierza się przejmować, co stanie się z klientem. Cel musi wiązać się z wartością, a dla klienta żadnej wartości nie ma „nauczanie, komputeryzacja czy dostarczenie komputerów i położenie sieci strukturalnej”. Są to wartości sprzedawcy, którego wyobraźnia sięga tylko do kasy. Wartości klienta to: mieć potrzebną informację i wiedzieć, jak ją wykorzystać do skutecznego działania (tworzenia wartości dla jego klienta).

Cel musi być ambitny, realny, a przede wszystkim mierzalny. Powinno się go komunikatywnie przekazać wykonawcom, żeby wiedzieli, po co mają wykonywać nieraz głupie polecenia no i żeby zechcieli ten cel uznać za swój. Jeśli któreś z powyższych nie będzie spełnione, instytucji nie można określić mianem organizacji, gdyż cele wszystkich zainteresowanych będą rozbieżne. Niby wszystko jasne, wręcz trywialne i w ogóle nie ma o czym pisać. Tak? To proszę zapytać pracownika administracji, przedsiębiorstwa, szkoły czy dowolnej innej instytucji, jakie są jego/jej cele, jako osoby wypełniającej pewną rolę organizacyjną. Za odpowiedź musi wystarczyć uśmieszek. Przecież zawsze ktoś, gdzieś, kiedyś myśli i odpowiada za to, żeby jakoś było. Tymczasem brak celu, jego lekceważenie i pomijanie w tzw. bieżących działaniach jest zaczątkiem klęski. Jeśli firma nie ustala celów, nie komunikuje ich pracownikom i nie tworzy strategii, to nie jest to firma, a dyletanci lub hochsztaplerzy.


TOP 200