Po co są instrukcje i regulaminy?

Truchleję, kiedy przychodzi mi skorzystać w kraju z usług banku, kolei czy poczty. Przy wypełnianiu zeznania podatkowego przestaję wierzyć, że mam jeszcze jakieś szare komórki. Jednoznaczne zrozumienie instrukcji czy regulaminu jest dla mnie wyzwaniem na miarę egzaminu państwowego. Ciekawe, że dotyczy to głównie instrukcji w języku polskim, którego słownictwo powinienem był opanować do perfekcji jako osoba z cenzusem akademickim. Wcale nie jest to takie ewidentne. Takie np. koleje państwowe grożą, że za przewóz bez ważnego biletu grozi kara... Dlaczego zatem przedstawiciel tychże kolei każe mi płacić, skoro to oni mnie przewozili bez ważnego biletu?

Truchleję, kiedy przychodzi mi skorzystać w kraju z usług banku, kolei czy poczty. Przy wypełnianiu zeznania podatkowego przestaję wierzyć, że mam jeszcze jakieś szare komórki. Jednoznaczne zrozumienie instrukcji czy regulaminu jest dla mnie wyzwaniem na miarę egzaminu państwowego. Ciekawe, że dotyczy to głównie instrukcji w języku polskim, którego słownictwo powinienem był opanować do perfekcji jako osoba z cenzusem akademickim. Wcale nie jest to takie ewidentne. Takie np. koleje państwowe grożą, że za przewóz bez ważnego biletu grozi kara... Dlaczego zatem przedstawiciel tychże kolei każe mi płacić, skoro to oni mnie przewozili bez ważnego biletu?

Ostatnio dostałem przesyłkę poleconą zawierającą dwa listy: od pana prezesa PKO BP i od pani zastępcy dyrektora Oddziału oraz „Regulamin. Konto osobiste.” List od pana prezesa jest napisany ładną polszczyzną i przekonywująco zachęca do dalszego korzystania z usprawnionych i wzbogaconych usług banku. Z mniejszą przyjemnością przeczytałem (urzędniczą polszczyzną spisany) list pani zastępcy dyrektora Oddziału, aż przyszedł czas na regulamin. Tu zaczęła się męka. Jako nauczyciel akademicki jestem czepliwy i wszystko chcę zrozumieć. Zaraz na początku doczepiłem się: w §4 do „posiadacza rachunku”, którego później, w §10.1. definiuje się jako osobę. Nie podoba mi się „posiadacz”. Nie dlatego, że posiadacze są w ogóle be, ale że to jest bez sensu. Posiada się coś materialnego - cennego i wielkiego, np. pałac. Konto się ma, albo inaczej, jest się jego właścicielem.

Potem natrafiłem na §10, gdzie sformułowano „zasadę właściwości miejscowej”. Czy nie jest to feudalna zasada ad glaebam adscriptum po przetłumaczeniu na urzędniczyznę? Trzeba było umieścić to w projekcie konstytucji. §5 ma postać jak z projektu konstytucji: PKO „gwarantuje bezpieczeństwo wkładów do granic określonych w ustawach”. Jakich ustawach? Przecież regulamin jest elementem umowy.

Jest tego za wiele, więc przejdę do dwóch kwiatków. W §36 czytamy: „w przypadku awarii sprzętu komputerowego ... PKO może ... nie ponosząc odpowiedzialności” ... A ja tu bezczelnie i bezpodstawnie suponowałem, że z błędów nie wyciągamy wniosków. Jak to nie? Na przyszłość, jeśli informatycy coś sknocą, PKO nie ponosi odpowiedzialności. A co będzie, jeśli elektrownie wyłączą prąd, gdy zaleje bank, gdy ktoś zgubi klucz do banku? Wyraźnie brakuje kilku paragrafów.

Bulwersuje treść §13 pkt. 4: „Oddział PKO może odmówić otwarcia konta osobistego bez podania przyczyny”. Bank Państwowy może odmówić usługi, bo jego pracownikowi nie spodobała się łysina pętaka, któremu zachciało się konta albo staruszce, która zawraca nam głowę emeryturą 345 zł, a na dodatek śmierdzi naftaliną. Sądzę, że regulaminem powinien zainteresować się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Panie prezesie: po co płaci pan pieniądze ludziom, którzy tworzą zły obraz banku z takimi tradycjami. Pozwolę sobie przedstawić propozycję. Pracownicy odpowiedzialni za opracowanie Regulaminu powinni odbyć szkolenie na temat: jak traktować klienta oraz jak pisać instrukcje i regulaminy. Egzamin weryfikujący umiejętności pracowników będzie polegał na opracowaniu nowego regulaminu, na podstawie którego stu klientów bez wykształcenia założy sobie nowe rachunki i poprawnie wykona wszystkie czynności. Pomysł zapożyczyłem od St. Jobsa, który zatwierdzał interface'y użytkownika dopiero po tym, jak jego babcia uznała je za zrozumiałe.


TOP 200