Po co nam tyle domen?

Przeczytałem właśnie alarmującą wiadomość, że dynamika przyrostu nowych domen w Polsce wyhamowała i w 2013 r. przybyło ich tylko 2,5%. Do historii odeszły więc lata 2005 czy 2008, kiedy przyrosty roczne sięgały ponad 60%. Obecnie mamy blisko 2,5 mln domen.

Po co nam aż tyle? Każdy serwis jest inny, ale pewnie potrzebne są dlatego, że realizują jakieś cele istotne dla właściciela. Jednak nie jest tak, że nam nie przybywa. Przybywa, i to całkiem sporo, bo w ub.r. nowych rejestracji było ponad milion. Gdzie więc reszta? Straciły ważność, nie zostały opłacone – ot, życie.

I bardzo dobrze! Żyjemy w informacyjnym śmietniku, atakującym nasze zmysły z każdej strony. Przyrosty domen pogłębiają ten stan. Do tego przedsiębiorcy nauczyli się, że nawet najbardziej chwytliwa nazwa domeny nie przyniesie żadnego efektu, jeśli nie będzie promocji, która kosztuje coraz drożej. Dlaczego drożej? Bo domen jest dużo, a wiele z nich chciałoby przebić się do naszych mózgów z rewelacyjnymi produktami i usługami, których wcale nie potrzebujemy.

Przyrost liczby domen sprawia też kiepska polityka cenowa naszego rejestratora i operatorów. Co z tego, że nowe domeny rejestruje się czasem za kilka złotych lub zupełnie za darmo, skoro odnowienie będzie kosztować nawet i 100 zł? Dlatego w Polsce odnawia się tylko ok. 60% domen.

W świecie Facebooka, Twittera, Foursquare i Instagrama nowa domena dla wielu biznesów to fanaberia. Po co mi domena, skoro z klientami i tak będę komunikować się przez serwisy społecznościowe? Po co mi własny adres bloga, skoro jest tyle darmowych platform blogowych? Po co mi w ogóle własny serwis, użeranie się z technikami-magikami, płacenie za transfery, odpieranie hakerów i inne „przyjemności”?

Kilka lat temu analizowaliśmy z kolegami zachowania użytkowników wobec zmian wyglądu serwisów internetowych. Gdy wprowadzasz zmianę, wtedy duża część klientów denerwuje się, bo burzy to przyzwyczajenia, ułatwiające i przyspieszające prace. Gdy wprowadzasz nowe serwisy, część użytkowników to zainteresuje, ale po pewnym czasie wracają do starych przyzwyczajeń. Z nowymi domenami jest podobnie. Co z tego, że ktoś uruchomił nowe usługi pod nowym adresem, skoro ja jestem przyzwyczajony do kilku, może kilkunastu serwisów, z których korzystam często? Nic.

Na usługach teleinformatycznych najwięcej zarabiają nie ich twórcy, ale pośrednicy: firmy telekomunikacyjne, graficy, deweloperzy itp. Czyżby rynek tych usług dopadła bessa? Oskarżycie mnie o spiskową wizję świata, ale ja podskórnie czuję, że wiem, skąd ten lament. Mam też rozwiązanie. Można administracyjnie nakazać, by każdy Polak i każda polska firma mieli swoją domenę, niezbędną jak rachunek bankowy. Jeśli tak się stanie, to proszę, nie wińcie mnie za pomysł.


TOP 200