Płatne w naturze

Jednym z najciekawszych zjawisk naszych czasów jest dostępność znakomitych produtków software'owych bez opłat. Czy to jako darmowe oprogramowanie do ściągnięcia z Internetu, czy to jako darmowe serwisy online - na świecie dostępne są tysiące, jeśli nie miliony aplikacji, z których możemy korzystać.

Jednym z najciekawszych zjawisk naszych czasów jest dostępność znakomitych produtków software'owych bez opłat. Czy to jako darmowe oprogramowanie do ściągnięcia z Internetu, czy to jako darmowe serwisy online - na świecie dostępne są tysiące, jeśli nie miliony aplikacji, z których możemy korzystać.

Rozróżnijmy jednak wyraźnie: "bez opłat" nie oznacza "za darmo". Waluta, w której dokonujemy "płatności" nie jest może dolarem amerykańskim ani złotym polskim, niemniej nieomal zawsze jakaś forma płatności jest.

Najuczciwiej sprawę stawia licencja freeware: możesz korzystać bez opłat i bez żadnych gwarancji. Open source jest nieco bardziej restrykcyjne: udostępniamy ci źródła, ale jeśli coś napiszesz na ich podstawie, musi to być także dostępne na podobnych zasadach. Cała masa producentów oprogramowania "darmowego" w ten czy inny sposób każe jednak płacić użytkownikowi.

Duża część serwisów online umieszcza reklamy i z tego żyje. W najlepszym przypadku reklamy te dobierane są stosownie do zawartości wyświetlanej strony. W gorszym - stosownie do profilu użytkownika, który jest zawarty w jego plikach cookie. Tak więc konsumując darmową zawartość, jednocześnie dzielimy się informacją o sobie - i jest to "waluta", którą płacimy dostawcy.

Jeszcze inaczej jest w przypadku serwisów Web 2.0. Od momentu, gdy spostrzeżono, że użytkownicy Internetu chętnie tworzą zawartość, która jest atrakcyjna dla innych użytkowników, producenci "darmowych" programów i serwisów traktują tego rodzaju twórczość jako znakomite uzupełnienie zawartości oferowanej w płatnych serwisach. Kiedy wczytać się w warunki Foto Forum portalu Gazeta.pl można zauważyć zdanie: zamieszczenie jakichkolwiek materiałów, w tym zdjęć na stronie Serwisu FotoForum jest równoznaczne z ich publicznym udostępnieniem. Czyli, proszę się nie dziwić jak znajdą je Państwo w "Gazecie Wyborczej". Jeszcze dalej idzie serwis Web Albums: Użytkownik udziela Google niewyłącznej, wolnej od opłat licencyjnych i obowiązującej na całym świecie licencji na kopiowanie, przystosowywanie, rozpowszechnianie i publikowanie Treści. Podobne sformułowania można znaleźć m.in. w YouTube.

Jak wiadomo, nie ma darmowego obiadu. Trudno oczekiwać, że firmy będą udostępniać swoje serwery, łącza i technologie, nie oczekując niczego w zamian. Ale marzy mi się, że ktoś zacznie przeliczać koncesje, których udzielamy producentowi oprogramowania, na jakieś "dolary przeliczeniowe". Wtedy będziemy mogli jednoznacznie porównać co się bardziej opłaca: oprogramowanie komercyjne czy darmowe.


TOP 200