Piramida hopsa, czyli sen komputera

Może to na skutek kabalistycznego numeru 444 obecnego felietonu jego temat został wymyślony w trybie emulacji. Dokładniej to miałem ponury sen.

Może to na skutek kabalistycznego numeru 444 obecnego felietonu jego temat został wymyślony w trybie emulacji. Dokładniej to miałem ponury sen. Pod emulatorem PC dla Mac OS X o nazwie VirtualPC (http://www.microsoft.com/mac/products/virtualpc/virtualpc.aspx/pid=virtualpc ) zainstalowałem intelowy emulator Macintosha jak wczorajsze menu z McDonald'sa, czyli SoftMac (http://www.emulators.com/softmac.htm ), pod nim dawno zapomniany emulator o symetrycznej ksywce SoftWindows, zaś na koniec na tak otrzymanym ''komputerze'' założyłem normalnego Linuxa w wersji RedHat (http://www.redhat.com ). Właśnie miałem dodać kolejną warstwę w postaci Windows pod VMware (http://www.vmware.com ), gdy obudziłem się. Uff... To naprawdę był ponury sen, choć pewnie posiadając odpowiednio szybkiego Macintosha, np. model z dwoma procesorami G5 taktowanymi 2,5 GHz, otrzymałbym końcowego eMulata, czyli elektroniczną hybrydę niewiele wolniejszą niż PC wielu Czytelników używane na co dzień.

Odkąd mam w pracy pod ręką komputer wintelowy (nic specjalnego, PIII 800 MHz), przestałem używać emulatorów, ale na moim starym maku G4/450 MP wirtualny PC daje w przybliżeniu PII/233. Windows 2000 działają na nim bez problemu. Nie próbowałem instalować XP, ale pewnie na 1 GHz laptopie hulałyby jak miłe. Zresztą w praktyce pod Mac OS X w tzw. trybie otoczenia Classic wszyscy mamy wirtualnego, starego Macintosha. Wielu makowców dobrze jeszcze pamięta przesiadkę z procesorów rodziny Motorola 68k na PowerPC, gdy po raz pierwszy na masową skalę zastosowano technologię udawania jednego komputera na drugim. Ostatecznie nie jest to nic nowego, bo już przy narodzinach komputerów posługiwano się teoretyczną maszyną Turinga, która w praktyce istniała jako emulator na innych komputerach, patrz np. współczesna realizacja napisana przez mego kolegę Dave'a Woodruffa (http://www2.lns.mit.edu/~dsw/turing/turing.html ), bardzo wygodna do uczenia studentów pierwszych kroków programowania.

Nie wiem, czy zwrócili Państwo uwagę, kto stoi za pierwszym z wymienionych emulatorów. Tak, to Microsoft sprzedaje Windows posiadaczom makówek! Nie powinno to nikogo specjalnie dziwić, bo totalitarne zapędy monopolisty z Redmond są dobrze znane. Skoro nie da się kogoś przekonać do zakupu żelaza, a raczej krzemu, to niech przynajmniej kupi kod Windows. Ale jak się dobrze zastanowić, to strategia Microsoftu jest oczywista. Przecież dobry emulator Windows pracujący pod Windows to wymarzone otoczenie pracy każdego programisty, szczególnie testera oprogramowania. Znacznie łatwiej skopiować jeden plik obrazu standardowego dysku systemowego niż przeinstalowywać powieszony komputer. A testerom takie sytuacje zdarzają się notorycznie.

Zupełnie inne potrzeby emocjonalne zaspokaja udawanie Macintosha pod egzotycznymi systemami operacyjnymi. Dla fanatyków jabłuszek to często jedyna okazja prawdziwego kontaktu z wymarzonym systemem operacyjnym (http://www.jagshouse.com/mac_emulators.html ). Niestety, nie zawsze legalna, bo kopiowanie zawartości ROM-ów nie jest dozwolone, a jak się ma fizyczne kości Apple, to na ogół nie ma potrzeby emulacji. Przyszłość należy jednak do emulatorów, szczególnie każdego procesora na każdym procesorze, co już jest możliwe (http://www.transitive.com ). Na szczęście śnić każdy może co mu się podoba. Jakie sny mają komputery? Na pewno kolorowe, w 24 bitach RGB.


TOP 200