Piksel, R.I.P.

Czytam właśnie książkę Bartłomieja Kluski "Dawno temu w grach" zawierającą zbiór esejów poświęconych historii gier komputerowych. Okładkę ilustruje potworek z legendarnej gry Space Invaders. Charakterystycznie kanciasty, jest żywym wspomnieniem epoki, w której w informatyce funkcjonowały takie terminy jak kilobajt, magnetofon, tryb tekstowy i telewizor. Jednym ze wspomnień tamtej epoki jest piksel, któremu dziś poświęcę felieton.

Piksel czasami tłumaczy się jako "punkt na ekranie". Pierwsze piksele, z którymi się zetknąłem, nie miały nic wspólnego z matematycznym punktem, czyli nieskończenie małym, jednowymiarowym obiektem. Przypominały raczej solidne kwadraciki o dobrze widocznych, nawet gołym okiem i nawet z daleka, kantach. Możliwości ZX Spectrum (rodzielczość 192x256 oraz możliwość reprezentowania jednego z 16 kolorów na kwadracie 8x8) pozwalały na dość zaawansowaną grafikę. A przynamniej tak mi się wówczas wydawało, choć dziś - z perspektywy gry w Crysis uruchamianej w rozdzielczości 1680x1050 w 32-bitowym kolorze - patrzę na to inaczej. Każdy, kto widział linię prostą narysowaną za pomocą pikseli, zanim jeszcze rozpowszechniła się technika anti-aliasingu, wie, jak pokraczny był to widok. Sądzę, że wielu z nas nie raz i nie dwa razy edytowało rysunki (ikony, schematy, czcionki, itd.) na poziomie pojedynczego piksela.

Piksel, termin swojski dla środowiska i obcy dyletantom, dawał poczucie przynależności do wybranej kasty. Wiele lat później, oglądając z dzieckiem bajkę "Budzik", w której występuje krasnoludek o tym imieniu, zorientowałem się, że piksel stał się popkulturowym słowem-wydmuszką. Poczułem się, powiem dosadnie, okradziony z fragmentu młodości. Piksel, pozbawiony pierwotnego znaczenia, sprowadzony do wpadających w ucho sylab, nie niesie z sobą całego balastu, który zwykłem mu przypisywać.

Dziś piksel umiera. Rozdzielczości współczesnych monitorów biurkowych rzadko schodzi poniżej tysiąca pikseli w pionie i prawie dwa razy więcej w poziomie. Na takim ekranie piksel to rzeczywiście prawie matematyczny punkt i nie ma szansy, by został zauważony. O żadnej "kanciastości" kształtów (znaku firmowym wczesnej grafiki komputerowej) nie ma mowy. Na dodatek, różnorodność środowisk oraz biblioteki graficzne takie jak Flash, OpenGL czy DirectX sprawiły, że już nikt pracowicie nie projektuje niczego z pikseli, tylko z krzywych, powierzchni, tekstur poddawanych rzutowaniom, cieniowaniom i przenikaniom. Toporne "rzeźbienie" po jednym pikselu zostało zastąpione zaawansowaną matematyką cyfrowego renderingu. Efekt bez porównania lepszy, ale... jednak czegoś żal. Ale postęp ma swoje prawa - niech więc piksel spoczywa w pokoju!