Pies, dziad obraz i (na deser) gęś

W marnym, bo marnym, ale jedynym w pobliżu mojej wrocławskiej kwatery sklepie spożywczym stał sobie przez dłuższy czas stojak ze słodyczami. Nie był to jednak taki zwykły stojak, ale stojak mówiący. Od czasu do czasu, mianowicie, z jego wnętrza dobywał się głos zachęcający do kupna tego, co wystawione na zewnątrz.

W marnym, bo marnym, ale jedynym w pobliżu mojej wrocławskiej kwatery sklepie spożywczym stał sobie przez dłuższy czas stojak ze słodyczami. Nie był to jednak taki zwykły stojak, ale stojak mówiący. Od czasu do czasu, mianowicie, z jego wnętrza dobywał się głos zachęcający do kupna tego, co wystawione na zewnątrz.

Początkowo wydawało się, że Głos reaguje na obecność znajdującej się odpowiednio blisko osoby, potem okazało się jednak, że często gada on w próżnię, czyli włącza się w jakichś odstępach czasowych. Stał w takim miejscu, że czyniąc codzienne zakupy, nie sposób było nie przejść w pobliżu. Po kilku dniach zauważyłem, że przechodząc koło tego stojaka, przemykam jakby szybciej, byle uniknąć konieczności wysłuchania cwaniacko-przymilnego głosu, o stylu wypowiedzi przypominającym nachalnego ulicznego sprzedawcę.

Stojak ten stał się chyba zaprzeczeniem celu, dla którego go postanowiono, bo podobną do mojej reakcję zauważyłem u wielu klientów tego sklepu: lekkie wciśnięcie głowy między ramiona i mocniejsze popchnięcie sklepowego wózka. Byle przemknąć i możliwie nie słyszeć...

Wszyscy zapewne znamy historię o monologu dziada z obrazem. Okazuje się, że wkrótce będzie ona już nieprawdziwa. Przemawiać mają zacząć wielkie uliczne obrazy reklamowe. Ale nie ma to być gadanie po próżnicy, jak to często bywało w przypadku Stojaka, lecz tylko wtedy gdy w pobliżu znajdzie się potencjalny słuchacz. Co więcej - oprócz gadania mają być także inne efekty dźwiękowe w rodzaju np. odgłosu nalewania soku do widocznej na reklamie szklanki.

Co interesujące - dźwięk ma mieć najwyższą jakość i to bez głośnika, którego rolę ma pełnić cała powierzchnia obrazu, co oznacza, że obraz z dziadem zastąpią się rolami.

Przemawiać do swych psów - i to na odległość będą także myśliwi z Finlandii. Jak na kraj największego producenta telefonów komórkowych przystało, środkiem porozumiewania się - i to w obu kierunkach! - mają być właśnie te telefony, noszone przez psy w przytroczonym do grzbietu specjalnym plecaczku. Do psa tą drogą mają trafiać polecenia pana, który jednocześnie będzie słyszał szczekanie, które podobno jest inne, gdy pies tropi niedźwiedzia, i inne, gdy celem pościgu jest kaczka.

Dodatkowo telefon ma mieć urządzenie systemu wyznaczania pozycji (GPS), co pozwoli z dużą dokładnością śledzić drogę, po jakiej pies się porusza, i znaleźć miejsce, gdzie akurat się znajduje, szczekaniem dając znać, jaki rodzaj zwierza jest w jego pobliżu. A potem taki myśliwy wsiądzie do terenowego samochodu, włączy ogrzewanie i i podjedzie tak blisko, by nie musiał wysiadać i nie chybił...

Warte ponad trzy tysiące funtów za sztukę urządzenia GPS niewiele pomogły jednej z sześciu gęsi irlandzkich, których coroczną migrację z Irlandii Północnej przez Islandię do kanadyjskiej Arktyki miały śledzić. Gdy gęś miała za sobą niemal całą już drogę (prawie 7500 kilometrów), jej nadajnik zaczął wskazywać ciągle to samo miejsce - wyspę przy zachodnim brzegu Grenlandii. Nadajnik znaleziono, ciągle jeszcze na plecach ptaka, który... leżał nieżywy w lodówce pewnego Eskimosa, który gęś po prostu upolował i - przynajmniej początkowo - bojąc się utracić zdobycz, odmawiał współpracy z uczonymi, których ciekawość zawodowa zaprowadziła aż na Grenlandię.

Pies z komórką - nigdy nie zrozumiem myśliwych dla przyjemności. Gadające obrazy - a niech tam, można przejść na drugą stronę ulicy (a tam będzie czekać inny, też gadający, obraz). Zaś o niektórych, natrętnych sprzedawcach mawia się, że sprzedadzą lodówkę nawet na Grenlandii. Widać już i tam dotarli.