Pierwsza (po)czytanka, czyli memłon

To śmieszne jak w jednym tygodniu zbiegają się wydarzenia całkowicie przeciwstawne. Tym dobitniej, gdy jedno dzieje się na Starym Kontynencie, drugie zaś za Wielką Wodą. A smaku dodaje jeszcze fakt, że po jednej stronie stoją tzw. intelektualiści, po drugiej zaś - popularny twórca. Myślę o francuskim projekcie dodatkowego opodatkowania książek kupowanych do bibliotek w kontekście darmowego rozprowadzania ostatniej książki Stephena Kinga w postaci elektronicznej.

To śmieszne jak w jednym tygodniu zbiegają się wydarzenia całkowicie przeciwstawne. Tym dobitniej, gdy jedno dzieje się na Starym Kontynencie, drugie zaś za Wielką Wodą. A smaku dodaje jeszcze fakt, że po jednej stronie stoją tzw. intelektualiści, po drugiej zaś - popularny twórca. Myślę o francuskim projekcie dodatkowego opodatkowania książek kupowanych do bibliotek w kontekście darmowego rozprowadzania ostatniej książki Stephena Kinga w postaci elektronicznej.

Zacznijmy od Francuzów. Jakby mało im było, że ich język rodzimy de facto przestał być językiem międzynarodowym, teraz postanowili sami sobie wbić nóż w plecy. Jakże bowiem inaczej nazwać można apel dwu noblistów oraz stu kilkudziesięciu pisarzy, autorów oraz ogólnie ludzi pióra, sugerujący dodatkowe opodatkowanie książek, które wypożyczane są w bibliotekach publicznych. Nic to, że biblioteki te już są finansowane z pieniędzy obywateli i dołożenie kolejnego podatku spowoduje tylko, że część społeczeństwa będzie subwencjonowała inną. Taka janosikowa polityka jest typowa dla socjalizujących społeczeństw i na ogół przynosi dobre skutki, tzn. pieniądze są zabierane, a potem nie wiadomo co się z nimi dzieje. Prawdopodobnie to samo wydarzy się i w tym przypadku, trudno bowiem wyobrazić sobie uczciwe dzielenie kasy.

Można oczywiście powołać kolejną instytucję, piętnaście komitetów oraz społeczną radę nadzorczą, ale efekt końcowy będzie taki sam. Ekonomia rynku spowoduje, że książki nie obciążone dodatkowymi tantiemami, tj. autorstwa dawno zmarłych pisarzy, pozostaną w bibliotekach, zaś nowsze pozycje znikną z nich, bo będą droższe. Przy okazji spora grupa działaczy załapie się na lukratywne stanowiska w owych komitetach oraz instytucjach nadzoru publicznego. W sumie efekt łatwy do przewidzenia i wielokrotnie już przećwiczony, jak choćby w przypadku muzyki, gdzie wymuszanie dodatkowych tantiem za publiczne odtwarzanie skończyło się repertuarem dobrze znanym z knajp, zaś MP3 zawładnęło żywym rynkiem.

W przypadku książek do niedawna nie było alternatywy - książka musiała być wydrukowana na papierze. Ale technologia goni jak szalona i wreszcie znalazł się jeden odważny, który postanowił pójść na całość. Być może było mu łatwo, bo zarobił już tyle, że nie musi martwić się o emeryturę. Od kilku ładnych lat King jest corocznie na liście najlepiej zarabiających pisarzy w USA, a pewnie i na świecie. Zamiast pisać apele i zbierać podpisy, w trzy tygodnie napisał książeczkę i znalazł wydawcę. W miesiąc potem Riding the bullet była dostępna za 2,50 USD do bezpośredniego załadowania. Przez pierwsze dziesięć dni skopiowało ją ponad pół miliona ludzi. Prawdopodobnie dlatego że Amazon.com zdecydował się, że cena wyniesie 0,00 USD - skoro na innych książkach amazonowa obniżka ceny może być większa niż dwa i pół dolara, no to taka decyzja miała sens.

Teraz intelektualiści mają problem, co zrobić z autorem, którego dzieła wprawdzie nie są najwyższego lotu, ale czytają się znacznie lepiej niż powieści wielu noblistów. Dać Nobla, jak kiedyś Sienkiewiczowi za Quo Vadis (świetne czytadło), czy też obrazić się, ignorując parweniusza dosadnym milczeniem? Jak wiadomo, intelektualista to jest takie egzotyczne zwierzę, które znajduje się w tej samej kategorii co "łono", nie ma bowiem precyzyjnej definicji. Może jesteśmy świadkami początku jego zaniku? Tanie książki elektroniczne na pewno pozostaną z nami!


TOP 200