Pieniądze turysty

Będąc w Kathmandu prędzej czy później trafia się do Thamelu, dzielnicy turystów. Kawa kosztuje tu ok. 25 rupii, co mniej więcej wynosi 35 centów. Wystarczy odejść trochę w bok i zajrzeć do którejś z czysto nepalskich dzielnic i już mamy kawę w cenie 5 rupii. Jednak mało który turysta odważy się na taki krok. Obawa przed zatruciem skutecznie trzyma większość z nich w ich międzynarodowym, turystycznym rewirze. Agencje turystyczne, sklepiki z pamiątkami, bary i restauracje oraz kioski internetowe tworzą wizerunek tej dzielnicy.

Będąc w Kathmandu prędzej czy później trafia się do Thamelu, dzielnicy turystów. Kawa kosztuje tu ok. 25 rupii, co mniej więcej wynosi 35 centów. Wystarczy odejść trochę w bok i zajrzeć do którejś z czysto nepalskich dzielnic i już mamy kawę w cenie 5 rupii. Jednak mało który turysta odważy się na taki krok. Obawa przed zatruciem skutecznie trzyma większość z nich w ich międzynarodowym, turystycznym rewirze. Agencje turystyczne, sklepiki z pamiątkami, bary i restauracje oraz kioski internetowe tworzą wizerunek tej dzielnicy.

Tych ostatnich nawet nie ma co liczyć. Są dosłownie wszędzie. W każdym z nich zawsze jest ktoś w środku. Nie można też liczyć na specjalne wygody. Często są to pomieszczenia o wymiarach 3 x 4 metry z cias- no ustawionymi trzema, czterema stanowiskami. Wszędzie połączenia modemowe i jednakowe ceny za dostęp do Internetu. Za jedną minutę jedna rupia, a za całą godzinę - 50 rupii. Wieczorem wszędzie robi się tłoczno.

Na ulicach Kathmandu w przedziwny sposób można zetknąć się ze zjawiskami makroekonomii. Bogata Północ pędząca ku Nowej Gospodarce i biedne, zacofane Południe. Między nimi pogłębiająca się przepaść. Podążając z Thamelu przez Ashok w kierunku Durbar Square'u wyraźnie widać, gdzie kończy się dzielnica turystów. Znikają bary i kioski internetowe. W lilipucich komórkach gnieżdżą się sprzedawcy wszelakiego dobra: ziaren, nasion, pudełek, puszek, worków, drobiu, owoców i wszystkiego, co może nam się kojarzyć z pchlim targiem. Tutaj biały człowiek nie jest już klientem. Tutaj za jedną rupię dzieciaki przybiegają kupić woreczek czegoś do jedzenia. Nawet kiedy potem trafiasz na nowoczesną - jak na tutejsze warunki - dwupasmową New Road, nie możesz się pozbyć wrażenia, że i ta ulica żyje innym życiem niż turystyczny Thamel.

Zwiedzając zabytki Doliny Kathmandu, trafiam do Swayambunath. Wielka stupa buddyjska posadowiona na niewielkim wzgórzu parę kilometrów na zachód od Kathmandu. Miejsce uznane przez UNESCO za światowe dziedzictwo kultury. Wchodząc na jej teren, zauważam tablice z wypisanymi 23 działaniami, jakie ostatnio podjęto dla ochrony i odnowy obiektu. Widać, że tekst pisany był odręcznie, bez używania szablonów liter. Wyraźnie źle rozplanowany. Niektóre zdania ściśnięte, aby tylko się zmieściły na tablicy, inne pisane z rozmachem. Pewnie bym tej tablicy w ogóle nie zauważył, gdyby nie grupa Nepalczyków stojących przed nią. Jeden z nich pod dyktando pozostałych poprawia koślawe litery i w miarę możliwości usuwa ewidentne błędy w angielskiej pisowni. Za kilka godzin ma przyjechać tutaj delegacja UNESCO.

Czytam więc z uwagą listę dokonań. Doprowadzono wodę do obiektu. Doprowadzono elektryczność i zainstalowano oświetlenie, z wyraźnym dopiskiem "tam gdzie potrzeba". Naprawiono schody prowadzące na wzgórze. Czytam i myślę sobie, jakie to dalekie od aranżacji tego typu miejsc w Europie czy Ameryce. Nie ma monitorów z elektronicznym, wielojęzycznym przewodnikiem. Nie ma do wypożyczenia przenośnych magnetofonów. Nie ma filmów wideo. Tu cywilizacja dopiero zakrada się z wodociągami i przewodami elektrycznymi. I być może będą to ostatnie zdobycza techniki, jakie tu zagoszczą.

Bo oto może się okazać, że zamiast wydawać miliony dolarów na zagospodarowanie terenu, łatwiej i taniej będzie wykonać stronę WWW, oferującą wirtualny spacer po obiekcie. Serwery i routery łatwej postawić niż parkingi, toalety, kasy biletowe i im podobne budynki. I może to jest właśnie sposób na ochronę światowych dziedzictw kultury i utrzymanie ich w stanie, w jakim trwały przez wieki? Może i tak, tylko co wtedy stanie się z turystami i z ich pieniędzmi?

Nepal, Kathmandu, 4 października 2000 r.


TOP 200