Piąty, a może i szósty upgrade

Prasa codzienna i tygodniki pełne są aktualnie spekulacji, czy tzw. III Rzeczpospolita już się zużyła i należy ją rozmontować i powołać w to miejsce coś całkiem innego, podobno lepszego. Swoje zdanie wypowiadają wszyscy - politycy, politolodzy, dziennikarze i Bóg jeden wie, kto jeszcze.

Prasa codzienna i tygodniki pełne są aktualnie spekulacji, czy tzw. III Rzeczpospolita już się zużyła i należy ją rozmontować i powołać w to miejsce coś całkiem innego, podobno lepszego. Swoje zdanie wypowiadają wszyscy - politycy, politolodzy, dziennikarze i Bóg jeden wie, kto jeszcze.

Nie odnosząc się do tych spekulacji czy opinii - wszak Computerworld jest magazynem menedżerów i informatyków, nie zaś miejscem do politykowania - pozwolę sobie zauważyć, że nie ma to większego znaczenia. To, co przesądza o powodzeniu kraju w dzisiejszym świecie, to rozumienie procesów, które się w nim dzieją, i odpowiednie manewrowanie, aby te procesy niosły nas w górę, nie zaś miotały bez ładu i składu. Tak się składa, że przynajmniej kilka z nich dotyczy informacji i zarządzania nią.

Pierwszym takim procesem jest globalizacja. Tej żadnemu informatykowi przedstawiać nie trzeba, bo sam pracuje w doskonale zglobalizowanym otoczeniu. Korzysta z komputera wymyślonego w amerykańskich laboratoriach, zaprojektowanego na Tajwanie i wyprodukowanego w Chinach (złośliwi dodają także: ukradzionego przez Wietnamczyków i w tureckim sklepie w Niemczech sprzedanego polskim przemytnikom). Niemal każdy z nas może w dowolnej chwili zapakować walizki i wyjechać w dowolne miejsce w świecie i z dużym prawdopodobieństwem znaleźć tam dobrą pracę w swoim zawodzie, nawet bez znajomości tamtejszej kultury i języka. Jednocześnie każdy z nas może sprzedawać i kupować towary lub usługi na światowych rynkach, wystawiając się na konkurencję innych, ale i korzystając z globalnych okazji.

Drugi trend to dematerializacja wartości, które służą do powiększania bogactwa. Jeżeli najbogatsze przedsiębiorstwa na świecie to nie te, które mają kopalnie złota, a te, które mają najwięcej patentów, wprowadzają najwięcej innowacji, sprzedają najwięcej praw autorskich i licencji, a także najsprawniej lokują kapitał w udanych przedsięwzięciach - to można się na to obrażać, ale należy jednocześnie myśleć, jak na tym wygrać.

Trzeci globalny trend to coraz większa przewaga tych, którzy sprawnie gromadzą i przetwarzają informacje nad tymi, którzy informacją nie potrafią zarządzać. Dlatego wygrywają ci, którzy wykształcą u siebie odpowiednią liczbę dobrze przygotowanych knowledge workers, którzy będą spełniać funkcje, nazwijmy to, operacyjne, a także wąską, ale wpływową grupę wybitnych specjalistów, którzy będą potrafili budować odpowiednie systemy zarządzania taką informacją. Informatykom nie trzeba tłumaczyć znaczenia takich systemów w przedsiębiorstwie - ale w skali państwa są one tak samo ważne, jeśli nie ważniejsze.

Kiedy więc ktoś proponuje Państwu jakiś upgrade Rzeczpospolitej, proszę go nie pytać, jaką kolejną komisję ma zamiar powołać, a jak ma zamiar usytuować ten kraj względem tych globalnych trendów. Proszę go też zapytać, jak ma zamiar to zrobić, skąd wie, że to się uda i gdzie ma ludzi, którzy to złożone i arcytrudne zadanie przeprowadzą. I czy ci ludzie w swoich biblioteczkach mają parę ważnych książek takich autorów, jak McLuhan, Fukuyama, Tofflerowie czy Naomi Klein.

Oczywiście ironizuję. Odpowiedzi na te pytania nie ma, ale co więcej mało kto widzi potrzebę ich stawiania. Dlatego zupełnie bez echa przeszło w Polsce fiasko Strategii Lizbońskiej, będącej zupełnie niezłym pomysłem na wykorzystanie wspomnianych trendów, aby niosły Europę w górę, a nie w dół. Prawdopodobnie więc będę musiał poczekać na piątą, a może i szóstą edycję naszego państwa. Byle tylko upgrade'y były w miarę szybkie, bo klienci mogą stracić cierpliwość.


TOP 200