Pewna prognoza na rok 2005

Czyżbym coś przeoczył? Może niezbyt intensywnie rozglądam się po światku informatyki, zajęty swoimi powinnościami zawodowymi, ale nie zauważyłem w mijającym roku żadnych istotniejszych zmian, nowości‚ czy w ogóle czegokolwiek, co czyniłoby go odmiennym od roku wcześniejszego. No może nie jestem tu zbyt dokładny, bo rok ten był przestępny. Ale niczyja to zasługa. Był także nieco przestępczy z tytułu sporej liczby afer, komisji i śledztw.

Czyżbym coś przeoczył? Może niezbyt intensywnie rozglądam się po światku informatyki, zajęty swoimi powinnościami zawodowymi, ale nie zauważyłem w mijającym roku żadnych istotniejszych zmian, nowości‚ czy w ogóle czegokolwiek, co czyniłoby go odmiennym od roku wcześniejszego. No może nie jestem tu zbyt dokładny, bo rok ten był przestępny. Ale niczyja to zasługa. Był także nieco przestępczy z tytułu sporej liczby afer, komisji i śledztw.

Łatwiej podsumowywać, jeśli ma się co, niż przewidywać. Otwieranie noworocznego rozdziału niejako mentalnie sprzyja prognozowaniu, niemniej zaczynam wątpić, czy ma to jakikolwiek sens. Jak już wielokrotnie udowodniono, wszelkie próby dopasowania aktualnego stanu rzeczy do przyszłego wymiaru rzeczywistości zazwyczaj spalają na panewce, nierzadko ośmieszając wręcz prognostę. Niełatwo w związku z tym przyznawać się do własnych błędów. Wygodniej występować z pozycji zweryfikowanego wizjonera prawdy, w zamyśle mniemając, że napomykanie o swoich antycypowanych racjach nawróci tych, którzy proroctwa owe zlekceważyli.

Przeszukawszy wyrywkowo moje wcześniejsze felietony doszedłem do wniosku, że myliłem się wiele razy. W 1996 r. kpiłem wręcz z rodzimych biznesmenów, którzy nijak nie mogli przemóc się do używania Internetu. Wątpiłem szczerze, czy stan ten w ogóle ma szanse ulec poprawie. Lepiej nie mówić, jak ma się to do dnia dzisiejszego. Niejeden z nas, informatyków, jest obecnie zatrudniony jako administrator sieci u takiego biznesmena. Z początkiem 2001 r. użalałem się publicznie, że zdumiała mnie mnogość afer, kompromitacji i nieporozumień w naszym kraju. Widocznie nie byłem wówczas świadom, co nas czeka w przyszłości. W tymże samym felietonie stwierdzałem: "Poza tym nie odnotowałem zdarzeń wartych uwagi. Co mnie wprawi w zdumienie w najbliższym roku? Nie mam pojęcia. Na pewno osłupiałbym z wrażenia, gdybym zobaczył moją małżonkę używającą komputera". Palnąłem niefrasobliwie i obrzydliwie, bo wcale nie osłupiałem, a żona, w tym minionym 2004 r., zaczęła używać komputera. Pisałem również, przytaczając bezkrytycznie jakieś przewidywania, że po wstąpieniu do Unii Europejskiej paczka papierosów będzie u nas kosztować według ówczesnych prognoz ze trzy razy drożej. Jak pokazuje rzeczywistość, okazało się to wierutną bzdurą.

Zauważyłem jednak, że z czasem moje werdykty stawały się już nieco bardziej asekuracyjne. Zastanawiając się z początkiem 2004 r. nad zalewem elektronicznego spamu, nie wypowiedziałem się jednoznacznie, twierdząc politycznie, że może stopniowo zjawisko będzie wygasać. Poniekąd tak się stało. Przestała mnie zupełnie zalewać powódź niechcianych polskojęzycznych wiadomości (ustawa jednak działa i to mi się bardzo podoba w naszym kraju!), za to Ameryka daje popalić, że aż miło.

W życiu trzeba być politykiem, a poglądy, i to raczej nie radykalne, ferować w sposób wyważony.

Najlepiej tak, aby zawsze wyszło, że było się przy racji. W związku z tym moja prognoza na rok następny jest następująca: coraz więcej ludzi będzie korzystać z komputerów. Jest to prognoza bezpieczna, która - mam nadzieję - wreszcie mi się sprawdzi.