"Pesel - czyli polskie liczydła"

(Pesel 521004xxxxx)

(Pesel 521004xxxxx)

Starsi Czytelnicy przypominają sobie zapewne obrzydliwy antypolski dowcip z serii Polish Jokes o polskim kalkulatorze - dla młodszych wystarczy informacja, że palec z zawiązaną kokardką opisany był na rysunku jako "Pamięć". No cóż, tak naszych rodaków w USA postrzega przeciętny Amerykanin.

Gorzej gdy my sami sobie wbijamy gole do własnej bramki. Wszystkie cywilizowane kraje mają systemy ewidencji ludności i nawet taki anarchista jak ja nie może negować potrzeby posiadania kartoteki osób, które być może zostaną anarchistami... W takiej Szwecji dyskusja o zakresie zbieranych danych, ich dostępności i innych aspektach kontroli państwa nad obywatelem toczyła się parę lat. Kraj to demokratyczny i wtedy jeszcze był bardzo opiekuńczy dla swych obywateli. W końcu jednak ustalono, przegłosowano, uchwalono i system wszedł w życie. W Niemczech w latach 80. taka sztuczka już się nie bardzo udała: obywatele głośno protestowali, pojawił się ruch przeciwników numerowania. Wprawdzie nie powoływał się na stare wzorce obozowe, lecz gdzieś w tle pamięć tatuaży pozostała. W sumie jednak społeczeństwo karne i wyćwiczone w posłuszeństwie wobec władzy zaakceptowało numerowanie.

A u nas? No cóż, władzy ludowej głupio było numerować robotników więc ktoś wpadł na genialny pomysł systemu z datą. W ten sposób podstawowa informacja, która dla wielu kobiet jest bardzo intymna, już na pierwszy rzut oka jest dostępna dla każdego (tak, tak proszę Państwa, Wasz felietonista ma już prawie 43 lata i jak na branżę komputerową jest bardzo stary...). Prawdopodobnie ktoś nie rozumiał, że bazy danych o czterdziestu milionach ludzi (a w przyszłości większe, bo obywatele rodzą się i umierają) i tak muszą być przetwarzane na komputerze, bo system kartotekowy nie będzie tu działał. A skoro przechowywanie to i dostęp via komputer. A wtedy nie ma znaczenia czy liczba którą mnie opisano jest zrozumiała dla człowieka, czy też nie. Nawet lepiej gdy będzie niezrozumiała, bo żadne informacje z niej nie wyciekną.

Po co więc wstawiać całą datę urodzenia kiedy można np. ponumerować wszystkie dni i już. System ten stosują od dawna astronomowie do podawania daty, można go przyjąć i w naszym społeczeństwie. Przyjmując, że liczba dziewięćdziesięciolatków wynosi parę osób na sto tysięcy mieszkańców (nie znam aktualnych danych dla Polski) otrzymujemy, że właściwie wszyscy obywatele, których trzeba zacząć numerować urodzili się już w tym wieku. Cóż prostszego niż przyjąć za dzień zerowy 1 stycznia 1900 roku. W pięciu cyfrach zmieścimy się wtedy do roku 2170 (100 tys. / 365 = 273) co w zupełności wystarczy. Tysiącletnia Rzesza trwała lat dwanaście a wieczne idee Lenina osiemdziesiąt...

Oszczędziliśmy jedną cyfrę z obecnego numeru Pesel, bo przecież w jednym dniu rodzi się w Polsce ca about 1000 dzieci - no powiedzmy, że kolejne pięć cyfr załatwi liczbę dzieci i sumę kontrolną, tak jak się to dzieje obecnie. Niby niewielka oszczędność - jedna cyfra - proszę jednak pamiętać, że mówimy o bazie danych z kilkudziesięcioma milionami rekordów. W wersjach komercyjnych, które powinny być sprzedawane wszystkim (jak listy adresowe, dane statystyczne itp. itd.), taka różnica kodowania jest już znacząca. Niestety, z niewiadomych dla mnie przyczyn przyjęto system ujawniający datę urodzenia a jednocześnie i tak niezbyt przejrzysty i łatwy do zapamiętania. Komu to było potrzebne?!

Chyba nie Amerykanom, żeby mieli pożywkę dla kolejnych Polish Jokes, tym razem z dwiema kokardkami.


TOP 200