Pauzuj i nagrywaj

Tyle razy obiecuję sobie, że nie dam się już wciągać w analizowanie szczegółowych zawiłości technicznych jakiejkolwiek elektroniki, a jednak - jak jakiś nieuleczalny nałogowiec - po jakimś czasie, pod wpływem jakiegoś impulsu, gdy tylko przypadek wydaje się wystarczająco interesujący, poddaję się.

Tyle razy obiecuję sobie, że nie dam się już wciągać w analizowanie szczegółowych zawiłości technicznych jakiejkolwiek elektroniki, a jednak - jak jakiś nieuleczalny nałogowiec - po jakimś czasie, pod wpływem jakiegoś impulsu, gdy tylko przypadek wydaje się wystarczająco interesujący, poddaję się.

W przypadku, o którym za chwilę, usprawiedliwia mnie jednak to, że ustąpiłem pod zmasowanym i przemożnym naporem kilku aż sił naraz, a konkretnie zapisków technicznych Davida Pogue z New York Times, czeskiego serwisu internetowego auktualne.cz i polskiej strony internetowej pewnej firmy, o czym też za chwilę.

Szczęśliwie dla mnie na ciekawości się skończyło, bo gdybym dał się namówić do kupna i tak niewielki miałbym z tego czegoś pożytek.

Tym razem poszło o specyficzny odbiornik programów telewizyjnych i radiowych, a właściwie o dwa takie odbiorniki. Jeden oferowany w USA i drugi dostępny w Czechach i - jak się okazało - również w Polsce. Tym, co je łączy, jest to, że oba kształtem i wielkością do złudzenia przypominają kieszonkową pamięć zwaną potocznie "gwizdkiem" i tak jak ona są podłączane do gniazda USB komputera. Od pamięci tej różni je tylko dodatkowe gniazdo na przeciwległym końcu, do którego podłącza się antenę.

Urządzenia te są namacalnym dowodem postępów, jakich w elektronice dokonała miniaturyzacja, co trudno zauważyć w przypadku domowego telewizora, bo z powodu rozmiarów ekranu jest on ciągle duży (mimo że sama jego właściwa część odbiorcza ma, w porównaniu z całością, rozmiary mikroskopijne). Magnetowid czy nagrywarka DVD, które też mają własne odbiorniki telewizyjne, też wydają się spore, bo muszą jeszcze pomieścić stosowne mechanizmy i zasilacze.

Tu zaś jak na dłoni widać, że cały odbiornik jest mniejszy od pilota, który ma nim sterować, a który sam mniejszy już być nie może, bo trudno byłoby trafiać w klawisze.

Urządzenie oferowane w USA potrafi odbierać programy z anteny i kabla oraz wyróżnia się tym, że umożliwia przemianę komputera w telewizor wysokiej rozdzielczości obrazu (jeżeli odbiera program w ten sposób nadawany).

To, co oferuje się m.in. w Czechach i Polsce, nie daje co prawda takiej rozdzielczości, ale umożliwia za to odbiór programów nadawanych cyfrowo i analogowo. I tu zaczyna się zabawa, bo w Polsce pierwsze programy miały być nadawane cyfrowo od końca roku 2005, ale z nastaniem nowej władzy coś się zmieniło i nie tylko, że nie są jeszcze nadawane, ale w ogóle nie wiadomo, czy i kiedy będą. W kilku zaledwie miejscach prowadzi się ograniczone eksperymenty ze słabiutkimi nadajnikami, toteż ich zasięg jest znikomy.

Dalszy ciąg zabawy mamy na polskiej stronie internetowej producenta. Jej oryginalną, angielską treść przetłumaczono zapewne jakimś automatem, bo można tam np. przeczytać, że "w domu i biurze zalecane jest użycie dużego zasięgu anteny zamontowanej na dachu". Jeżeli ta jest jednak nieco już starsza, to "może wymagać renowacji".

Jeszcze dalej czytamy, że docieranie sygnału cyfrowego do "mniej zurbanizowanych części kraju może zająć trochę czasu", ale strona udostępnia link, pozwalający sprawdzić dokąd już sygnał dociera. Tyle tylko, że nie w Polsce, a w Zjednoczonym Królestwie, co daje tyle samo, co mapa samochodowa jednego kraju przy podróży po innym.

Ponieważ załączone do urządzenia oprogramowanie umożliwia również nagrywanie odbieranego programu na dysku, sloganem reklamowym na polskiej stronie internetowej producenta jest hasło "Pauzuj i nagrywaj", co w pierwszym momencie trudno zrozumieć, ale po chwili człowiek dochodzi do tego, że pierwsze słowo tego sloganu przeznaczone jest zapewne specjalnie dla rynku polskiego, a drugie w obecnych warunkach i tak jest bez znaczenia.


TOP 200