Patrząc z boku

Kiedy przyglądam się danym dotyczącym zagranicznych inwestycji w Polsce w ubiegłym roku oraz kilku lat wcześniej, zauważam dosyć pozytywną tendencję.

Kiedy przyglądam się danym dotyczącym zagranicznych inwestycji w Polsce w ubiegłym roku oraz kilku lat wcześniej, zauważam dosyć pozytywną tendencję.

Co prawda ciągle żywność jest branżą wzbudzającą największe zainteresowanie obcego kapitału, ale już trzecią pozycję - drugie są usługi finansowe i bankowość - zajmuje inżynieria i elektronika. Czwarte są środki transportu, piąta - chemia, a szósta - telekomunikacja. W porównaniu z 1992 rokiem rośnie zaangażowanie inwestorów z zagranicy w branżę inżynierską i elektroniczną oraz telekomunikacyjną, choć jeszcze szybcij w żywnościową. Niemniej sama tendencja lokowania napływającego kapitału w poszczególnych branżach jest korzystna. Ale innych powodów do radości mamy już niewiele.

Po pierwsze, inwestycje zagraniczne - ze względu na małą skalę i wybór branż - nie mają prawie żadnego znaczenia dla polskiej struktury przemysłowej. Po drugie, obce zaangażowanie jest nader niskie w branżach, które powinny być nasycone najnowszymi technologiami, branżach przyszłościowych. Obcy kapitał w ogóle nie przyczyni się do podniesienia innowacyjności naszej gospodarki. Oczywiście, mamy z niego wymierne korzyści w postaci napływu pieniędzy, wzrostu dochodu narodowego czy utworzenia nowych miejsc pracy. Ale konkurencyjność gospodarki, czyli to, co zadecyduje o jej sukcesie lub wegetacji, nie wzrasta nawet o jotę. Tą drogą nie wzbogaca się ona ani o technologiczne know-how, ani o umiejętności marketingowe i menedżerskie.

W porównaniu z rozwiniętymi krajami Polska ma całkowicie odwróconą strukturę zagranicznych inwestycji. W państwach Wspólnoty Europejskiej dwie trzecie napływającego kapitału trafia do usług (głównie finanse i bankowość, następnie w nieruchomości, energetykę oraz w handel, gastronomię i hotele), pozostała część do przemysłu. Wraz z Polską od tego wzrostu odbiegają i inne kraje naszego regionu, np. Węgry. Jednak rola inwestorów zagranicznych w Polsce i na Węgrzech różni się dosyć znacznie. Na Węgrzech inwestorzy przyczyniają się w dużej mierze do zwiększenia eksportu tego kraju i ich znaczenie na tym polu rośnie z roku na rok. Tymczasem w Polsce obcy inwestorzy są zorientowani przede wszystkim na zaspokajanie potrzeb naszego lokalnego rynku. Prawie w ogóle nie eksportują. Nie jest to optymistyczna perspektywa. Czy inwestorzy są złośliwi i obojętni na polski interes gospodarczy, czy to nasze prawo zniechęca do długofalowych interesów? Politycy i publicyści zarobili już sporo pieniędzy na dyskusjach na ten temat (to jest istotna niedoceniana zaleta kapitału zagranicznego). Wyrażam podziw dla przedsiębiorców z branży komputerowej, którzy na ogół potrafią znaleźć zagranicznego partnera.

Charyzmatyczna osobowość polskich biznesmenów bywa bardzo często argumentem ogrywającym niedostatki naszego prawa i ułomności charakteru obcych inwestorów. Byle nie stało się to normą.


TOP 200