Państwo prawa

Nie wiem, czy zastanawiali się Państwo kiedykolwiek, dlaczego celem każdego tworu społecznego, czy to republiki czy monarchii, jest dążenie do państwa prawa?

Nie wiem, czy zastanawiali się Państwo kiedykolwiek, dlaczego celem każdego tworu społecznego, czy to republiki czy monarchii, jest dążenie do państwa prawa?

Wiele stuleci temu królowie nadawali prawa nie tylko miastom i wsiom, lecz także swoim państwom. Niejaki Napoleon Bonaparte, parweniusz mieniący się cesarzem, ułożył nawet nowy kodeks, który w naszym kraju w częściach obowiązuje jeszcze do dziś. Teraz przepisy prawa kupuje się na płytkach CD-ROM, mamy nawet konkurencję, gdyż na rynku pojawiły się dwa podobne produkty. Mają one oczywiście różną cenę, co jest świętym prawem każdego sprzedawcy.

Na problem ceny także można spojrzeć z punktu widzenia prawa. Głównie prawa finansowego, lecz także autorskiego, handlowego, a może i cywilnego oraz karnego. Wtedy okaże się, że różni ludzie widzą różne rzeczy.

Jeśli patrzący jest krajowym producentem-autorem, to z pewnością w oprogramowaniu widzi przede wszystkim utwór, za który należy zapłacić godziwe tantiemy. Najlepiej, gdy autor sprzedał swoje prawa autorskie wydawcy za duży procent od ceny detalicznej. Wtedy wydawca ma duże koszty, zaś autor - jako twórca - może traktować połowę dochodu z tantiem, jako koszty uzyskania dochodu. W sumie państwo zabiera mniej, gdyż nie ma czego opodatkowywać.

Trudniejsza sytuacja pojawia się w przypadku produktów importowanych. Nie wiadomo dlaczego w taryfie celnej ciągle jeszcze nie ma pozycji "oprogramowanie", oczywiście z bardzo niskim cłem lub w ogóle bez cła, bo właściwie dlaczego państwo miałoby pobierać haracz od produktu tak niezbędnego a w kraju nie tworzonego. Tymczasem sprowadzane pakiety programów, ofakturowane jednolitą ceną, są zaliczane przez celników do kategorii nośników. Wszyscy wiedzą, że jest to absurd, bo przecież cło powinno być naliczane od niewielkiej wartości rzeczywistego nośnika. Dlatego importerzy nauczyli się już żądać od kontrahentów zagranicznych specjalnych faktur, na których dyskietki lub płytki CD-ROM wyszczególniono osobno, oczywiście z właściwą dla nich ceną, zaś reszta oprogramowania przyjeżdża do kraju jako licencja.

Fiskus nie spoczął jednak na laurach i zobaczywszy dziurę w budżecie nałożył podatek na transferowane za granicę pieniądze z opłat za licencje! Taka już jest natura fiskusa, że musi, po prostu musi, wszystko opodatkować. A prawo w tej akurat dziedzinie tworzy się ciągle w naszym kraju na ksero w pewnym gmachu przy ul. Świętokrzyskiej. Na szczęście umowy zagraniczne obowiązują, więc rade nierade państwo nasze zgodziło się pobierać na granicy tylko 10% od wartości myśli technicznej przelanej za granicę i wystawia odpowiednie kwity, umożliwające odliczenie tej kwoty od podatków szczęśliwemu kontrahentowi zagranicznemu. O ile oczywiście jego kraj podpisał z Polską umowę o uniknięciu podwójnego opodatkowania.

Teraz pora na myślących rodaków. Jeśli prawa licencyjne i inne usługi intelektualne przywożone z zagranicy są opodatkowane tylko 10% stawki, to należy, jak najszybciej przysyłać wszystkie towary komputerowe za ułamek ceny, resztę zaś należności regulować jako transfer technologii i know-how!

Genialność tego sposobu myślenia widać dopiero wtedy, gdy przychodzi do ustalania ceny końcowej produktu na naszym rynku. Niech się Państwo nie zdziwią, że takie same wyroby branży komputerowej mogą mieć zupełnie inne ceny - wszystko przecież zależy od inwencji importera i sprzedawcy. Bowiem w państwie prawa, jakim jest nasz kochany kraj, prawa używa się - tak jak chusteczek do nosa lub papieru toaletowego - w potrzebie. A Polak potrafi, nie tylko w kancelarii prezydenckiej, lecz także we własnym biznesie, myśleć i interpretować fakty prawne. Oczywiście na swoją korzyść. Może więc to i dobrze, że żyjemy w państwie prawa?!


TOP 200