Panowie na zagrodzie

Komplikowanie stosunków między klientami a urzędnikami wkomponowało się już na stałe w krajobraz naszego życia codziennego. Gdyby przybysz z innej planety chciał zrozumieć i przeprowadzić zwięzłą syntezę tego zjawiska, prawdopodobnie zakończyłby konkluzją ''mieszkańcy kraju położonego między morzem a górami dzielą się wyraźnie na dwie przeciwne grupy: jedna z nich wymyśla jak skomplikować życie, a druga z kolei nie pozostaje dłużna, kombinując jak mimo wszystko postawić na swoim''.

Komplikowanie stosunków między klientami a urzędnikami wkomponowało się już na stałe w krajobraz naszego życia codziennego. Gdyby przybysz z innej planety chciał zrozumieć i przeprowadzić zwięzłą syntezę tego zjawiska, prawdopodobnie zakończyłby konkluzją ''mieszkańcy kraju położonego między morzem a górami dzielą się wyraźnie na dwie przeciwne grupy: jedna z nich wymyśla jak skomplikować życie, a druga z kolei nie pozostaje dłużna, kombinując jak mimo wszystko postawić na swoim''.

Śmiech, śmiechem, ale problem staje się denerwujący, gdy dotyczy kogokolwiek z nas. Tym razem sprawa toczy się wokół rocznych zeznań podatkowych, albowiem kwiecień sprzyja nie tylko budzeniu się do życia przyrody, ale także wszelkich "kwiatków" sfery podatkowej. Niedawno dowiedziałem się z telewizji, że jest problem. I to problem nie byle jaki, a dotyczący istoty komputerowego wydruku PIT-ów. Otóż, okazuje się, że niektóre urzędy skarbowe takie zeznania akceptują, inne zaś zdecydowanie nie. Jakby na uspokojenie, wypowiedziało się Ministerstwo Finansów ustami pani Kozłowskiej, oświadczającej wielomilionowej rzeszy telewidzów, że nie widzi ona (jak i ono również, to znaczy ministerstwo) jakiegokolwiek problemu, albowiem można składać formularze wydrukowane na komputerze. Niestety, nie chcą wierzyć w te słowa urzędy skarbowe. Nie wiedziałem, że instytucje te wywalczyły samodzielność decyzyjną. Podatnicy tymczasem dostają schizofrenii, bo tak naprawdę nie wiadomo, kto tu ważniejszy.

Bałagan jest i to niemały. Po raz kolejny czas antenowy, opłacany z naszych przymusowych abonamentów, wypełnia się pokazując indolencję urzędników opłacanych z naszych przymusowych podatków.

Nie jest to zresztą jedynym problemem formularzy podatkowych. Od wielu bowiem lat obserwuję ciągłą ich zmienność, co o tyle mi doskwiera, że stosuję szablon komputerowy. Formularze wypełniam ręcznie, ale wszelkie przeliczenia i układ pól mam w arkuszu kalkulacyjnym. Co roku klnę w żywy kamień, bo chociaż stale wypełniam ten sam rodzaj zeznania, to zawsze jest w nim coś pozmieniane. Tak więc muszę najpierw dopasować arkusz, co trwa na tyle długo, że prędzej uporałbym się używając kalkulatora. Trwam jednak w nadziei, że przyjdzie kiedyś moment przynoszący stabilizację przepisów i będę mógł swoje oprogramowanie wykorzystać właściwie, to znaczy tylko wstawić aktualne dane.

W kontekście tego całego bałaganu wydaje się zupełnie wytłumaczalne podejście do problemu, jakie zaprezentowali z początkiem kwietnia panowie Skiba i Korwin-Mikke. Otóż radio RMF przeprowadziło transmisję z konsumpcji (w dosłownym znaczeniu tego słowa) formularzy podatkowych, dokonanej publicznie przez wyżej wymienionych. Panowie, tylko co papier winien? Trzeba raczej zabrać się za pomysłodawców nadruków na nim. Smacznego!


TOP 200