Panika

Coraz częściej zdarza się, że jesteśmy obsługiwani w sklepach specjalistycznych przez personel nie mający zbyt dużej wiedzy na temat bogatej nieraz oferty handlowej. Dlatego w przypadku klienta o bardziej wyrazistym guście i nietuzinkowych wymaganiach, sprzedawcy popadają w panikę, bo zwyczajnie są zaskakiwani. Na szczęście z opresji może wyratować komputer z bazą danych o wszystkich towarach i ich dostępności.

Lokalny Informatyk odwiedził niedawno placówkę znanej firmy zajmującej się sprzedażą prasy, książek i multimediów. Jak to w sieciowych (i nie tylko) organizacjach bywa, do pracy zatrudniani są ludzie młodzi, mało doświadczeni i nisko opłacani. Nie dziwi więc nikogo, że nie interesują się na ogół swoją pracą, nie mają wiedzy na temat oferowanego towaru, a przynajmniej tej jego części, która odległa jest nieco od panującej aktualnie popkultury. Jak zauważył Lokalny Informatyk (z racji swego zawodowego zboczenia), firma jest skomputeryzowana, a więc nie odbiega od współczesnej normy. Każdą pozycję towarową znajdującą się na stanie można wyszukać w bazie danych, a jeżeli nie ma jej na półkach, sprowadzić na życzenie. Z wiadomych przyczyn (towar mniej chodliwy) wielu pozycji na półkach nie znajdziemy, ale to nie problem w dobrze zarządzanej firmie o rozproszonej strukturze. Ot, taka dzisiaj nowoczesność.

Lokalny Informatyk stwierdził, że pytanie o towar nietypowy wyzwala pewnego rodzaju przerażenie wśród personelu. Zapytany sprzedawca natychmiast zaczyna szukać wsparcia u kolegów, jeśli nie ma pojęcia o co klientowi może chodzić. Potem wspólnie udają się do stanowiska komputerowego, gdzie usiłują namierzyć dany towar. Może by się nawet udało, gdyby nie problemy z pisownią nazwiska autora dzieła. W ten sposób Lokalnemu nie udało się kupić płyt z muzyką amerykańskiego trębacza jazzowego, znanego i reklamowanego w związku z promocją. Cóż, jazz to nie hip-hop czy inne disco i młodzież sprzedająca nie kuma, o co tak w zasadzie chodzi kupującemu i jak pisze się pokręcone nazwisko tego muzyka i dlaczego nie nazywa się on jakoś tak zwyczajnie, np. DjBobo. Lokalny miał wrażenie, że jest jakąś zadrą na życiu zawodowym tego sprzedawcy i że inni klienci kupują łatwiejsze rzeczy. Postanowił więc poluzować i kilka dni potem udał się do innej placówki tej samej sieci, tym razem w poszukiwaniu pakietu filmów z Bogartem w roli głównej. Okazało się, że Bogart miał nieszczęście żyć zanim urodził się ten młody sprzedawca, w związku z czym nie był mu znany, nawet z nazwiska, co utrudniało namierzenie filmoteki przez system komputerowy. Nie poszło też łatwiej przez wytypowanie reprezentatywnego tytułu, bo "kasa blanca" kojarzy się młodzieży raczej z brakiem kasy.

Kliencie! Nie idź zatem tropem Lokalnego Informatyka i kupujże samodzielnie przez Internet. Nie stresuj młodych i beztroskich sprzedawców, bo im przecież płacą za noszenie służbowego stroju i robienie wrażenia, że ktoś tego interesu jednak pilnuje.


TOP 200