Panie, panowie...

"Elementarz komputerowy dla Pań" - tej treści ogłoszenie przeczytałem w Gazecie Wyborczej. Czyżby panie były aż tak pojętne w kontaktach z komputerem, że uczestniczący w kursie razem z nimi panowie nie są w stanie nadążyć z przyswajaniem sobie nowej wiedzy, pomyślałem.

"Elementarz komputerowy dla Pań" - tej treści ogłoszenie przeczytałem w Gazecie Wyborczej. Czyżby panie były aż tak pojętne w kontaktach z komputerem, że uczestniczący w kursie razem z nimi panowie nie są w stanie nadążyć z przyswajaniem sobie nowej wiedzy, pomyślałem.

Ale równie dobrze może być przecież odwrotnie. To panie mogą wyprowadzać z równowagi panów swą powolnością w nauce. Oznaczałoby to, że mężczyzna przed komputerem nie widzi już nic i nikogo. Bzdura. Samochód - to rozumiem - może poprzewracać facetowi w głowie, ale komputer. Że kobiety są zdolne, nie raz widziałem, ale żeby aż tak. Tego za przyczynę izolacji pań nie mogłem przyjąć. Faceci też nie są aż tak biegli, aby zażądać nauki bez pań.

Różne pomysły przychodziły mi do głowy. W sali wykładowej zainstalowano specjalne klawiatury zapobiegające łamaniu smukłych paznokci. Przedmiotem kursu jest "Kuchnia polska". Wykładowczyni/wykładowca nie znosi mężczyzn. Ondulacja komputerowa (do dziś nie wiem co to takiego). Dojrzałe panie nie są w stanie skupić się na nudnych (czemu nie) zajęciach, widząc samych przystojnych mężczyzn. Równie dobrze panie mogą rozpraszać żądnych wiedzy dojrzałych panów.

Zastanawiałem się nad właścicielem szkoły (mężczyzną). Założyłem, że jest to człowiek wykształcony i na dodatek oczytany. Wie, co napisał w "Raju utraconym" John Milton (cytuję z pamięci): "Nic piękniejszego nie znajdziesz w niewieście ponad troskę o dobro domowe i wspomaganie pracy męża". Współczesny mąż bez komputera jest jak bez... ręki - pomyślał sobie właściciel szkoły. Jak żona może wspomagać go w jego wysiłkach bez znajomości komputera. Inicjatywa "Elementarza komputerowego dla Pań" nie jest więc niczym innym, jak próbą uszczęśliwienia małżeńskiego stanu.

Ale właścicielem szkoły może być przecież także kobieta. Też wykształcona i oczytana. Na dodatek zamężna. Może nie do końca szczęśliwa. Przypomniała sobie, co powiedział Samuel Johnson (cytuję z pamięci): "Mężczyzna jest bardziej zadowolony z dobrego obiadu na swoim stole niż z tego, że jego żona mówi po grecku". Ponieważ prawdopodobna właścicielka szkoły dosyć miała gotowania obiadów i wyczekiwania na męża całymi dniami (przypuszczała też, że podobne problemy mają pozostałe kobiety), postanowiła zemścić się na rodzaju męskim, rezygnując z niemodnej greki, a korzystając z jak najbardziej modnego komputera.

Jednak żadne z tych wyjaśnień nie wydawało mi się przekonywujące. A może to zwyczajny zabieg marketingowy - pomyślałem. "...dla Pań" - przeczyta pani, zmęczona już mężczyznami i zadzwoni. "...dla Pań" - przeczyta wygłodniały pan i przyjdzie z pytaniem czy w drodze wyjątku nie mógłby zostać przyjęty na kurs, wiedząc, że gdzie jak gdzie, ale na kursie "Elementarz komputerowy dla Pań" panie spotka na pewno. Pomysł niezły, ale zaraz przyszedł mi do głowy jeszcze lepszy: "Elementarz komputerowy dla Pań i Panów"! Przecież nawet najdłuższa lekcja kończy się kiedyś dzwonkiem. Dojrzała dziatwa wypada na ulicę... Jestem przekonany, że komputer zbliża ludzi.