Pamiętajmy o zobowiązaniach

Istnieje w świecie biznesu pojęcie gentleman's agreement. Spełnia ono swoją rolę pod warunkiem, że występuje obustronny agreement i obie strony mają w sobie coś z gentlemana. Gdy zaczynałem pracę zawodową, a więc już dosyć dawno, próbowano mnie nakłonić do wykonania pewnego zadania na zasadzie umowy dżentelmeńskiej.

Istnieje w świecie biznesu pojęcie gentleman's agreement. Spełnia ono swoją rolę pod warunkiem, że występuje obustronny agreement i obie strony mają w sobie coś z gentlemana. Gdy zaczynałem pracę zawodową, a więc już dosyć dawno, próbowano mnie nakłonić do wykonania pewnego zadania na zasadzie umowy dżentelmeńskiej.

Nieufny z natury do świata i ludzi odmówiłem, bo jakoś nie wydawało mi się możliwe, aby w czasach realnego socjalizmu zasady te mogły funkcjonować w nie wypaczonym kształcie, nie mówiąc już o tym, że dżentelmen kojarzył mi się wówczas wyłącznie z melonikiem i fajką.

Nabierając życiowego obycia, wydaje się nam, iż zostajemy wygami, których niełatwo zapędzić w kozi róg. Zdawać by się mogło, że wraz ze zmianą warunków, zmienia się także mentalność ludzi i obecne znaczenie umowy dżentelmeńskiej ma silniejsze umocowanie, aniżeli dawniej. Wiele działań podejmowanych bywa właśnie na podstawie słownej umowy między stronami, zwłaszcza jeżeli nie wchodzą w grę zbyt wielkie kwoty. Strona zamawiająca usługę oczekuje jej wykonania, a wykonawca zaś uhonorowania swoich starań po zakończeniu zadania. Zazwyczaj te niezbyt formalne działania kończą się obustronną satysfakcją, chociaż ciągle zdarzają się przypadki, w których wykonawca spełni swoją rolę, po czym styka się z ignorującą postawą odbiorcy.

Przykładów niewywiązywania się strony zamawiającej mógłbym podać wiele w różnych branżach, skoncentruję się jednak na okolicach informatycznych. Otóż pewien znany informatyk opowiedział mi, że poważny producent gumy do żucia zamówił usługę, a po jej wykonaniu rozmyślił się co do poniesienia kosztów. Wszystko odbywało się na przysłowiową "gębę", chociaż pewne ślady w postaci korespondencji pocztą elektroniczną pozostały.

Niemniej brak jednoznacznej pisemnej umowy skutecznie blokuje chęć poszkodowanego do przedłożenia sprawy organom sądowym. Wiadomo bowiem, jak procedura taka się odbywa oraz ile zachodu kosztuje. Czasami łatwiej machnąć po prostu ręką i przejść do porządku dziennego nad stratą finansową i moralną. Ganiąc kolegę po fachu za zbyt lekkomyślne przystąpienie do realizacji zadania, przypomniałem sobie, że i ja całkiem niedawno padłem ofiarą podobnego zajścia, choć w mniejszym wymiarze. A więc przyganiał kocioł garnkowi.

Być może niektórzy z nas sądzą, że jeżeli sami są w porządku, to partnerzy także wykażą podobną postawę. Jak wspomniałem na wstępie, warunkiem koniecznym jest, aby obie strony prezentowały w takich przypadkach równorzędne pojęcie odpowiedzialności za słowa, z koniunkcji dżentelmena i niedżentelmena bowiem wynika fałsz, a ustna umowa nie może być interpretowana alternatywnie. Sytuacja nie powinna przypominać anegdoty o źle wytresowanym psie. Gdy woła się do niego: "Chodź tu albo nie", to przychodzi on, jeśli chce.