Paląca potrzeba norm

Okazja przyszła pocztą elektroniczną rano: "200 hoteli w Polsce, Czechach i Słowacji powiedziało: (...) Każdemu internaucie, który przekaże swoim 7 znajomym wieść o naszych ośrodkach, przyznamy 14 bezpłatnych noclegów dla niego i dla osoby towarzyszącej. Wyślij tę wiadomość do 7 swoich znajomych, a kopie prześlij na zgłoszenia@pewien.adres, a już za kilka sekund przekonasz się, że to nie żart".

Okazja przyszła pocztą elektroniczną rano: "200 hoteli w Polsce, Czechach i Słowacji powiedziało: (...) Każdemu internaucie, który przekaże swoim 7 znajomym wieść o naszych ośrodkach, przyznamy 14 bezpłatnych noclegów dla niego i dla osoby towarzyszącej. Wyślij tę wiadomość do 7 swoich znajomych, a kopie prześlij na zgłoszenia@pewien.adres, a już za kilka sekund przekonasz się, że to nie żart".

Nie miałem zamiaru się przekonywać i głośno wyraziłem swoje désintéressement, ale mój kolega miał. Niedługo potem dostał pocztą elektroniczną informację, że został szczęśliwym posiadaczem czeku na 14 noclegów w dowolnie wybranym hotelu, a szczegóły opisane są na stronie www.pewien.adres.

Kolega się rozentuzjazmował, ale wścibska natura pismaka dała znać o sobie, zajrzałem więc na www.pewien.adres. Znają Państwo kawał o radiu Erewań? Tak właśnie jest z hotelami. Po pierwsze, czek nie jest za darmo, tylko trzeba go wykupić za niemałą sumę. Po drugie, szczęściarze uprawnieni do darmowego, dwutygodniowego pobytu muszą wykupić obowiązkowo pełną stawkę żywieniową w hotelu, w którym się zatrzymują. Rzuciłem okiem na ofertę niektórych miejsc w Czechach i tam kwota ta jest wyższa niż cena pobytu w ładnym pensjonacie z pełnym wyżywieniem. Po trzecie, hotele mają ograniczoną pulę miejsc i mogą odmówić rezerwacji na wybrany okres. Ostatni punkt regulaminu informuje, że - uwaga! - "Firma (...) nie ponosi odpowiedzialności za formę i jakość usług, warunki sanitarne oraz za zgodność publikowanego opisu Hotelu ze stanem faktycznym. W założeniach umowy (...) występują jedynie dobrowolne deklaracje Hotelu".

Ciąg dalszy znamy z wielu podobnych historii: na koniec okazuje się, że szczęściarz, który wylosował czek, może spędzić urocze, dwutygodniowe wczasy w Jastarni w połowie listopada. Wykupując wyżywienie za jedyne 100 zł za dobę, będzie mógł wraz z osobą towarzyszącą słuchać odgłosów morza przeplatanych dźwiękiem wiertarek i pokrzykiwań brygad remontowych, przygotowujących hotel do najbliższego sezonu. Ale za to gratis!

Popatrzmy, co ma z tego firma organizująca promocję. Ma dane osobowe kilkudziesięciu tysięcy osób, a także adresy pocztowe następnych kilkuset tysięcy (każdy uczestnik wysłał siedem e-maili, ale adresy mogą się powtarzać). Wie, że są to adresy "żyjące", a więc takie, gdzie użytkownicy czytają pocztę. Taka baza warta jest na rynku majątek - jeśli nie liczyć zarobku z samych czeków. Złoty strzał, można by powiedzieć.

Gdyby taka "akcja promocyjna" została ogłoszona w mediach tradycyjnych, nabrałaby się na nią zapewne garstka naiwnych. A firma organizująca "promocję" miałaby na karku kontrolerów skarbowych i być może także prokuraturę, która zbadałaby legalność przedsięwzięcia. Pamiętajmy, że dziś na rynku nie ma już tylu firm wysyłkowych oferujących kluczyki do nie istniejącego samochodu albo imienną "gwarancję szansy pierwszej wygranej" (cytat autentyczny). W Internecie tymczasem można bez kłopotu pozyskać setki tysięcy adresów, nie obiecując ludziom praktycznie nic. I niech mi ktoś powie, że sieć nie jest Nowym Klondike.

Sądzę, że Internet nie potrzebuje już wielkich inwestycji, biznesplanów ani dopływu dobrze wykształconych kadr. Dziś tego wszystkiego jest pod dostatkiem. Palącą potrzebą staje się natomiast obecność jakichś regulacji prawnych, a przynajmniej norm etycznych. Norm, których wszyscy będą przestrzegać. A ci, którzy je zlekceważą, zostaną z sieci w ten czy inny sposób wykluczeni albo przynajmniej zepchnięci do podziemia, do podobnych sobie..


TOP 200