Pakt na rzecz Społeczeństwa Informacyjnego

Światli ludzie proponują nam Pakt na rzecz budowy Społeczeństwa Informacyjnego, co najmniej tak ważny jak NATO. Pominę fakty dotyczące inicjatywy, a zajmę się znaczeniem Społeczeństwa Informacyjnego. Wciąż nieliczna jeszcze jest grupa ludzi, którzy zdają sobie sprawę z zakresu i konieczności przekształceń. Jeśli szybko ich nie dokonamy, dystans do świata wciąż będzie wzrastać.

Światli ludzie proponują nam Pakt na rzecz budowy Społeczeństwa Informacyjnego, co najmniej tak ważny jak NATO. Pominę fakty dotyczące inicjatywy, a zajmę się znaczeniem Społeczeństwa Informacyjnego. Wciąż nieliczna jeszcze jest grupa ludzi, którzy zdają sobie sprawę z zakresu i konieczności przekształceń. Jeśli szybko ich nie dokonamy, dystans do świata wciąż będzie wzrastać.

A może już jesteśmy Społeczeństwem Informacyjnym? Hmmm. Są u nas studenci, którzy tygodniami nie czytają nic ze swej dziedziny, a gazet w ogóle. Politycy informację traktują głównie jako broń przeciw oponentom. Szkoła premiuje bezmyślne wkuwanie, a nierzadko tępi kreatywność. Media preparują informację zgodnie z potrzebami dysponentów, a dostarczają głównie podłej jakości rozrywki. Internet wielu ludzi uważanych za światłych uznaje za zbędny luksus wykorzystywany w celach rozrywkowych. W efekcie ludność wie, że prasa kłamie, podręczniki to teoria, a wartość wypracowują tylko robotnicy utrzymujący sferę nieprodukcyjną, czyli badaczy, lekarzy, nauczycieli itd.

Nawet ludzie formalnie wykształceni swoją wiedzę o procesach gospodarczych opierają na Marksa teorii wartości opartej na pracy. Nie rozumieją, że dziś wartość wypracowuje się głównie dzięki wiedzy. W rezultacie na naukę i edukację wydajemy skandalicznie mało - poniżej połowy procenta PKB. Ważniejsze są dotacje do produkcji i związki zawodowe. Gdy brakuje środków, trzeba ustalić priorytety. Nie mylę się, przypisując największe znaczenie edukacji. Jej braków nigdy nie nadrobimy. Rezultaty badań innych będziemy zdolni wykorzystać jedynie w postaci wysokoprzetworzonych produktów masowych.

Jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o cywilizacji informacyjnej, powinniśmy przestudiować książkę J. Naisbitta "Megatrendy". Tłumaczenie ukazało się przed rokiem, czyli 15 lat po oryginale. Na podstawie analizy treści mediów na całym świecie autor formułuje i omawia 10 kierunków globalnych zmian cywilizacyjnych, których jesteśmy świadkami. Zrozumienie ich istoty i nieuniknioności jest konieczne, by już przygotowywać się do uczestnictwa.

Istotą zmian globalnych jest właśnie rola informacji. Społeczeństwo informacyjne istnieje dzięki swoim zdolnościom do tworzenia, dystrybuowania i wykorzystania informacji. Dzięki tym zdolnościom możliwe jest dostosowanie się do pozostałych trendów: rozwoju ultratechnologii i przystosowania się ludzi, działania w skali globalnej, strategicznego planowania, innowacyjności, niezależności w działaniu, demokracji uczestniczącej (zamiast reprezentacyjnej), powstawania niezależnych sieci (w miejsce hierarchii), migracji z północy na południe i wreszcie zwiększania możliwości wyboru.

Wróćmy do pytania o nasze perspektywy sprostania wymaganiom tendencji światowych. Na razie nie mamy żadnych. Po wysłuchaniu jednej debaty poselskiej zrozumiemy, jak bardzo jesteśmy niewykształceni. Nie rozumiemy znaczenia takich kluczowych pojęć, jak wiedza, nowa technologia, globalizacja, strategia, innowacyjność, wolność działania, demokracja uczestnicząca, struktury sieciowe i wolność wyboru. Liczna grupa ludzi z wyższym wykształceniem potrafi nawet zdefiniować kluczowe pojęcia. Nie jest to jednak wiedza niezbędna, by odrobić dystans cywilizacyjny.

Jak zwykle w moim tekście jest sporo sceptyzmu. Namawiam jednak wszystkich do przystąpienia (nie do deklaracji) do tego paktu. Indywidualnie przystępujmy do paktu na rzecz ucywilizowania się. Korzystajmy z informacji i dzielmy się nią. Uczmy się z wszelkich dostępnych źródeł. I nie czekajmy na dyrektywy z centrali. Pamiętajmy, że wiedza i trendy są oddolne, a bzdura i mrzonki odgórne.