PAW prezesa, czyli rządy żądzy

Po ostatnich kilku felietonach odezwało się całkiem niespodziewanie wielu Czytelników, także z list dyskusyjnych. Autora zawsze cieszy każdy odzew, szczególnie jeśli opinie są mocno rozstrzelone. To znaczy, że temat jest po pierwsze ważny, po drugie zaś niejednoznaczny w wymowie. Nic tak nie zabija publicystyki, jak powtarzanie prawd dawno uznanych za prawdziwe, tylko nieprzyswojonych przez większość.

Po ostatnich kilku felietonach odezwało się całkiem niespodziewanie wielu Czytelników, także z list dyskusyjnych. Autora zawsze cieszy każdy odzew, szczególnie jeśli opinie są mocno rozstrzelone. To znaczy, że temat jest po pierwsze ważny, po drugie zaś niejednoznaczny w wymowie. Nic tak nie zabija publicystyki, jak powtarzanie prawd dawno uznanych za prawdziwe, tylko nieprzyswojonych przez większość.

Odpowiadając na jeden z listów (pozdrowienia panie Januszu!), pozwoliłem sobie podać teorię PAWia. Myślę, że wielu Czytelników nie zgodzi się z nią z powodów pryncypialnych, bo wierzy w dobry świat i ludzi, ale ja widzę świat inaczej.

Zapewne większość z Państwa w ostatnich latach przechodziła przez zmianę pracy albo kogoś zatrudniała. Otóż, typowe pytanie w trakcie każdej rozmowy kwalifikacyjnej dotyczy kwestii, dlaczego kandydat chce pracować na danym stanowisku i w tej właśnie firmie. Liczba możliwych wariantów odpowiedzi jest ogromna, być może nawet nieskończona. Tak się jednak jakoś składa, że nigdy nie słyszałem, aby ktoś kiedyś odpowiedział, że pracuje dla pensji i głównie dla niej.

Jest to odpowiedź wysoce nieparlamentarna i w praktyce skreślająca kandydata z dalszej części procesu selekcyjnego. A jednak dla zdecydowanej większości z nas jest to odpowiedź głęboko prawdziwa: pracujemy, bo musimy co miesiąc płacić rachunki za mieszkanie, prąd, TV oraz kupować jedzenie i ubrania, o wakacjach nie zapominając. Dziwna dwulicowość, prawda?!

Mam wrażenie, że podobnie dzieje się w życiu. Większość moich znajomych zapytana, dlaczego robi różne rzeczy, odpowiadała ogólnikami albo wzniosłymi banałami, jakby wstydziła się prawdy. A przecież gdy dobrze się zastanowić, to motywacje ludzkie są proste. Są trzy żądze, które według mnie rządzą ludźmi. Niestety, nie są one ortogonalne, a w każdym razie nie dla nas wszystkich, zapewne też nie wyczerpują wszystkich możliwości. Nie mam jednak wątpliwości, że są dobrymi kryteriami oceny większości zjadaczy chleba. Sądzę, że są trzy główne motywacje aktywności ludzkiej: pieniądze, ambicje oraz władza. Od pierwszych liter tych słów ukułem nazwę PAW. Dla wyjaśnienia metodyki tego sposobu oceny podam kilka przykładów.

Przez kilka lat należeliśmy z żoną do klubu zbieraczy grzybów, a właściwie do najstarszego w Ameryce (ponad sto lat) społecznego stowarzyszenia mykologów. Można zapytać, po co? Oczywiście nie dla pieniędzy, bo za przynależność płaciliśmy, pewnie też nie dla władzy, choć tej klub nieco posiadał, załatwiając dla swych członków pozwolenia na zbieranie okazów w parkach narodowych i rezerwatach. Na pewno dla ambicji: nigdy tak się nie ucieszyłem na grzybobraniu, jak na wyprawie klubowej, gdy znalazłem dorodnego muchomora, za którego zostałem pochwalony w trakcie przeglądu zebranych trofeów. A więc indeks PAW dla mej przynależności do BMC (http://www.bostonmy-cologicalclub.org ) wynosił 010. Kiedyś (http://www.apple.com.pl/kuba/archiwum/250.html ) przyznałem, że moje pisanie dla CW ma PAWia 110. Obserwacja polskich polityków, szczególnie tych, którzy są aktualnie u władzy, pozwala domniemywać, że ich PAW jest 101, a może nawet 100.

Felieton ten napisałem nie dlatego, bym chciał się mądrzyć lub tworzyć kolejną, nikomu niepotrzebną klasyfikację. Myślę, że nim zaczniemy komukolwiek wymyślać za cokolwiek, dobrze jest się zastanowić, dlaczego sami coś robimy. Na przykład, dlaczego jesteśmy członkami PTI (osobiście kilka lat temu przestałem, mój PAW członkowski był 000) albo dlaczego koniecznie chcemy zasiadać w jakichś władzach społecznych. Tak naprawdę nasz indeks PAW nikogo nie interesuje. Sądzę jednak, że proces oceny samych siebie może być pouczający. O ile oczywiście będzie uczciwy: przynajmniej na użytek wewnętrzny warto być szczerym.


TOP 200