Outsourcing prezydenta

W Polsce Internet działa, gdy nie pracuje przodująca klasa robotnicza. W dniu, w którym ukazał się felieton o mojej Drugiej Stronie, koparka przecięła kable łączące firmę SAD ze światem i z serwerem, na którym są te strony (http://www.apple.com.pl/kuba). Widać, mam jakieś parszywe szczęście - Czytelnicy, być może, przypominają sobie, że konkurs KAWKA zakończył się, gdyż... przyjechała koparka i przecięła kable. Było to w innej dzielnicy Warszawy. Gdybym wierzył w spiskową teorię dziejów, to wyciągnąłbym z tych dwu przypadków daleko idące wnioski.

W Polsce Internet działa, gdy nie pracuje przodująca klasa robotnicza. W dniu, w którym ukazał się felieton o mojej Drugiej Stronie, koparka przecięła kable łączące firmę SAD ze światem i z serwerem, na którym są te strony (http://www.apple.com.pl/kuba). Widać, mam jakieś parszywe szczęście - Czytelnicy, być może, przypominają sobie, że konkurs KAWKA zakończył się, gdyż... przyjechała koparka i przecięła kable. Było to w innej dzielnicy Warszawy. Gdybym wierzył w spiskową teorię dziejów, to wyciągnąłbym z tych dwu przypadków daleko idące wnioski.

Tymczasem, nie mogąc podłączyć się do własnych stron, postanowiłem odwiedzić prezydenckie. Kiedyś napisałem, że stron nie ma i potem się pojawiły. Postanowiłem więc im przyjrzeć się. Minęły już ponad trzy miesiące (felieton ten piszę pod koniec kwietnia) odkąd działa serwer prezydencki. "Działa" to zbyt dużo powiedziane. Nie ma bowiem ani wersji tekstowej, ani tym bardziej wersji po angielsku. Choć prezydent mówi tym językiem - widać nie zagląda na własne strony...

Są to jednak drobiazgi, podobnie jak i flaga falująca w kierunku masztu

(dziękuję p. Jackowi za zwrócenie mi uwagi na ten ciekawy fenomen

przyrodniczy). Dużo poważniejszy jest problem umieszczenia copyrightów oraz odnośników na, było nie było, stronie pierwszego obywatela RP. Dla porównania proszę zajrzeć na strony Białego Domu (przypominam: http://www.whitehouse.gov). Ani śladu projektantów. Myślę, że pp. Donajscy nie mają się czego wstydzić, ale i nie ma czym się chwalić.

Osobiście radziłbym poczytać o różnicy między paletami Mac OS a

Windows i obejrzeć strony zaprojektowane w różnych głębokościach

koloru (np. 4-bitowy kolor pod Windows, który pokazuje czerwoną flagę nad Pałacem Namiestnikowskim).

To jednak w dalszym ciągu pryszcz w porównaniu z reklamą firmy Inter-Net (dobra nazwa, radzę zastrzec) na stronie prezydenckiej

(http://www.inter.net.pl). Ktoś, kto umieścił parę plików na serwerze

naprawdę nie zasługuje na odnośnik na jednym z (potencjalnie)

najbardziej uczęszczanych serwerów polskich. Mało tego: wspomniana firma wygląda na tzw. garage company. Na jej stronie można bowiem poczytać sobie dowcipy o tym, co to jest outsourcing, oraz zobaczyć, że jedynym klientem poza prezydentem jest... (prawdopodobnie) syn właściciela!

Tomek pisze: "Sklejam też modele sprzętu wojskowego z II wojny światowej (tylko Niemcy mieli ekstrasprzęcior) w skali 1:35. Mam w pokoju makietę obozu niemieckiego" (pisownia oryginalna). No, no! Ale odwaga i brak zahamowań. Taką mamy teraz młodzież, która wcale nie wybiera przyszłości, panie prezydencie! Woli sprzęcior niemiecki - pewnie niedługo doczeka się dostaw z magazynów NATO.

Uważam, że to co przydarzyło się stronom prezydenckim, zasługuje na

szersze zainteresowanie opinii publicznej, a komputerowej w

szczególności. Od czasu afery Heaven's Gate Internet jest postrzegany

jako miejsce, gdzie maniacy deprawują obywateli. A teraz prezydent RP może być uważany za agenta reklamowego firemki, która dziwnym trafem wygrała przetarg (o ile taki był) na "outsourcing" obsługi sieciowej jego kancelarii. Współczuję - coś nasza władza nie ma szczęścia do komputeryzacji. Pawlak zaliczył InterAms, teraz prezydent ma przyjemność z Inter-Netem. Kto będzie następny?!


TOP 200