Outsourcing brudnych rąk

Po publikacji felietonu "Sok bez soku" (CW nr 15/2006) zarówno w komentarzach dostępnych w serwisie Computerworld online, jak i w listach oraz uwagach znajomych usłyszałem zarzut, że jestem przeciwnikiem outsourcingu. Chcę zdementować te plotki. Nie jestem wrogiem przekazywania działalności na zewnątrz. Jestem entuzjastą outsourcingu, ale z pewnym zastrzeżeniem: chcę outsourcować wyłącznie brudne ręce.

Po publikacji felietonu "Sok bez soku" (CW nr 15/2006) zarówno w komentarzach dostępnych w serwisie Computerworld online, jak i w listach oraz uwagach znajomych usłyszałem zarzut, że jestem przeciwnikiem outsourcingu. Chcę zdementować te plotki. Nie jestem wrogiem przekazywania działalności na zewnątrz. Jestem entuzjastą outsourcingu, ale z pewnym zastrzeżeniem: chcę outsourcować wyłącznie brudne ręce.

Kiedyś grzebanie w systemie operacyjnym mojego komputera sprawiało mi przyjemność - uważałem, że umiejętność zrobienia pewnych "niskopoziomowych" zadań dowartościowuje mnie jako informatyka. Skądinąd wiem, że wielu entuzjastów Linuxa podaje możliwość zmiany wszystkiego jako jedną z zalet tej platformy. Parę lat temu zrozumiałem, że dobrym informatykiem jest ten, kto wie dokładnie, do którego logu trafia która informacja i zna wszystkie parametry komendy ls na pamięć. Prawdziwym fachowcem jest ten, kto poświęca swój czas i energię na naprawdę istotne zadania - takie, które "popychają" coś naprzód i jednocześnie stanowią dla niego wyzwanie intelektualne.

Takich ludzi chciałbym zatrzymać w organizacji. Mój Boże, chciałbym zatrzymać ich wszystkich jak najdłużej (choć nie dłużej niż będę im w stanie płacić). Nawet, jeśli w danej chwili nie wykorzystują wszystkich swoich umiejętności i całego potencjału, to samą swoją obecnością - słowem, czynem, myślą - dodają wartości firmie. Inspirują innych, trzymają poziom i przesądzają o czymś, co z francuska zwie się milieu, atmosferą, i dzięki tej właśnie atmosferze chce się przychodzić do pracy nawet w poniedziałek rano. Jednak żadna czynność w informatyce, żaden proces nie składa się z samych "czystych" czynności. Wiele spośród zadań to czynności "brudne" - i ich właśnie ci wartościowi ludzie nie powinni robić.

Pokażmy to na przykładzie. W każdej firmie istnieje taka usługa działu informatyki jak przygotowanie komputerowego stanowiska pracy dla nowego pracownika. Otóż można ją rozbić na kilka zadań cząstkowych. Najpierw trzeba określić zakres zadań dla tego stanowiska, potem przypisać mu odpowiedni zestaw aplikacji, usług i uprawnień, potem zamówić odpowiednią maszynę z magazynu, podłączyć ją do sieci, zainstalować wszystkie aplikacje, skonfigurować, a na końcu zanieść i podłączyć w miejscu, gdzie dana osoba będzie pracować.

Tylko niewielka część tego procesu to czynności "czyste" (przyporządkowanie właściwych aplikacji i uprawnień dla danego stanowiska pracy, ewentualnie konfiguracja aplikacji). Reszta (obsługa fizycznych "skrzynek" i pracochłonna instalacja software'u z płytek lub z sieci) to czynności "brudne" - czyli powtarzalne i niewymagające wielkich kwalifikacji, za to zajmujące wiele czasu i dające sposobność popełnienia błędu. I to je właśnie najchętniej zleciłbym za pieniądze komuś innemu. Albo jeszcze lepiej - poświęciłbym energię mojego pracownika na zbudowanie odpowiednich profili aplikacyjnych, które byłyby częścią SLA z dostawcą (oczywiście oprócz poziomu serwisów oraz zależnego od nich wynagrodzenia). Następnie poprosiłbym tego samego pracownika o napisanie krótkiego skryptu weryfikującego, który sprawdzi, czy instalację wykonano we właściwy sposób i czy maszyna jest widoczna w sieci. Wiem, konsultanci powiedzą Państwu, że należy outsourcować wszystko, a Chabik po prostu się nie zna.

Teraz niech Państwo rozejrzą się wokół siebie. Czy Państwa organizacja outsourcowała czynności "czyste" czy "brudne"?


TOP 200