Ostrożnie z wizjami

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że wynalazki wywodzą się tylko z rozwoju techniki, a innowatorem może być tylko inżynier (lub samorodny talent inżynierski), natomiast futurystyczne wizje zapełniać mogą skomplikowane maszyny o coraz to nowszych, nieoczekiwanych, zadziwiających możliwościach.

Przyzwyczailiśmy się myśleć, że wynalazki wywodzą się tylko z rozwoju techniki, a innowatorem może być tylko inżynier (lub samorodny talent inżynierski), natomiast futurystyczne wizje zapełniać mogą skomplikowane maszyny o coraz to nowszych, nieoczekiwanych, zadziwiających możliwościach.

Przywykliśmy myśleć o tych innowatorach, wizjach i maszynach cokolwiek z dystansem, czasem podejrzewając, że ludzie techniki dowartościowują się, przypisując technice wiodącą rolę w zmienianiu świata i oszałamiając nas szczegółami nie do wyobrażenia dla przeciętnego zjadacza chleba. Myśleliśmy zgryźliwie - inżynierowie biorą odwet na filozofach i artystach, przeciwstawiają ich nieziemskim, kapryśnym, egoistycznym wizjom - swoje materialne, pożyteczne, wykonalne.

Kiedy przeczytałem teksty do działu Zarządzanie, prezentowane w tym numerze, stwierdziłem, że filozofom, artystom i inżynierom przybył poważny konkurent w dziedzinie zawracania ludziom głowy tym, jak może wyglądać ich świat za kilkanaście lat. Przewidywania specjalistów od zarządzania i organizacji, co do przyszłego kształtu przedsiębiorstwa - obowiązującego w XXI w. - mogą oszołomić nawet najbardziej trzeźwego biznesmena, który - dzięki telefonowi komórkowemu - zawsze jest na bieżąco ze sprawami swojego biznesu. Okazuje się, że w tym zrewolucjonizowanym przedsiębiorstwie nie będzie nic stałego: ani miejsca działalności, ani składu komórek organizacyjnych, ani stanowiska danego pracownika, ani czasu pracy. Postuluje się zniesienie obowiązku przychodzenia do pracy oraz zalegalizowanie, sformalizowanie i upowszechnianie plotek o stanie przedsiębiorstwa. Można by spodziewać się, że do tych futurystycznych wizji przedsiębiorcy odniosą się z równą rezerwą, jak do nowinek technicznych. Dadzą im wydorośleć, dojrzeć, sprawdzić się.

Obawiam się jednak, że będzie inaczej. Polscy biznesmeni będą prekursorami we wdrażaniu modelu przedsiębiorstwa wirtualnego i organizacji gronowej. Z jednego powodu. W naszych przedsiębiorstwach już dzisiaj często nikt nie panuje nad strukturą organizacyjną, rzadko który pracownik ma sprecyzowany zakres obowiązków i odpowiedzialności, zebrania pracownicze zwołuje się, gdy dyrekcja nie ma pomysłu, a układy i powiązania nieformalne przesądzają o zawarciu poważnych nawet kontraktów. Wedle tradycyjnego kapitalizmu nazywa się to zacofaniem, niedorozwojem, hochsztaplerstwem. Ale teraz będzie można interpretować to jako wstępną fazę budowania firmy wirtualnej.


TOP 200