Ostre hamowanie

Amerykańska FAA (Federal Aviation Administration) zapowiedziała w lutym br., że w nowych przepisach regulujących poruszanie się statków bezzałogowych po amerykańskiej przestrzeni powietrznej swoboda dronów będzie znacznie ograniczona. Drony przez cały czas będą musiały pozostawać w zasięgu wzroku osoby kierującej, a ich komercyjne zastosowanie będzie możliwe tylko w ciągu dnia, i to z dala od miejsc, w których przebywają osoby postronne.

Amerykańska administracja staje po stronie bezpieczeństwa publicznego, uziemiając dronowe pomysły na usprawnienie życia.

Ale drony to nie jedyne ofiary ostrożnego podejścia do nowych technologii. Pół roku temu FBI wydała raport, w którym analizuje możliwości użycia samokierujących się pojazdów (takich jak produkuje Google) jako narzędzi ataku. Terroryści-samobójcy, choćby najbardziej zapalczywi, muszą złamać ewolucyjne psychiczne mechanizmy obrony przed autodestrukcją. W przypadku samosterującego samochodu ten problem odpada; wypakowany niebezpiecznym materiałem pojazd może dojechać w newralgiczne miejsca i eksplodować. Wygląda na to, że ten argument trudno będzie obalić.

Zobacz również:

  • Pigeonet – radiowa sieć dostępowa bazująca na miniaturowych dronach
  • Lekarstwo na naiwność. Felieton Michała Bonarowskiego
  • Zefiryn Tora CIO Roku 2019!
  • Na liście produktów, które istnieją już dziś, ale mogą mieć problemy z powszechnym zastosowaniem, są też samochody na wodór (bo wybucha), okulary wyświetlające obraz bezpośrednio na siatkówce (bo oślepiają), elektrostymulatory układu nerwowego (bo podobno uzależniają tak jak chemia).

    Wyzwanie nie polega jednak na tym, żeby tych produktów zakazać i schować do szaf, by nie kusiły zmianą modeli biznesowych. Zamiast tego musimy odpowiedzialnie zastanowić się, jak nauczyć się z nimi żyć, by nie zaszkodziły jednostkom ani społecznościom.

    Nie łudźmy się. Cena za nasze dostosowanie będzie wysoka. Zmienią się przyzwyczajenia, kultura, upadną niektóre biznesy. Ale cena za niedostosowanie będzie wyższa, być może nawet doprowadzi nas na skraj samozagłady. Bo wynalazków brutalnie wchodzących w różne sfery życia będzie coraz więcej.

    Bawią mnie listy zawodów, które znikną wraz z upowszechnieniem się niektórych technologii. W zależności od inwencji naukowców albo dziennikarzy mogą to być: kierowcy (ze względy na automatyczne samochody), farmaceuci (bo robot popełni mniej błędów przy wydawaniu leków), a nawet rolnicy (bo wraz z automatyzacją upraw i hodowli czynnik ludzki staje się zbędny). Fantazjując, listę można wydłużać, aż na końcu zostaną bezrobotni konsumenci darmowego jedzenia i popkultury. Zostaną albo nie, bo przecież nie pracując, nie będą mieli pieniędzy, by zapłacić za swoje istnienie. Problem nie polega jednak na tym, że ta wizja może się nie spełnić, wręcz przeciwnie.

    Tylko czy starczy nam siły i odwagi, by bez strachu spojrzeć w przyszłość i zająć się adaptacją wynalazków z korzyścią dla zwykłych ludzi? Podobno w przepastnych archiwach laboratoriów medycznych leży przepis na tabletkę na raka, AIDS i otyłość. Podobno.


    TOP 200