Ostatniego nie będzie

Nie każdy chce, czy musi wyjechać za granicę do pracy.

Nie każdy chce, czy musi wyjechać za granicę do pracy.

Statystyki mówią, że już 2 mln Polaków rozpierzchło się po Europie w celu poprawienia swojego bytu. Zagraniczni pracodawcy są na ogół zadowoleni z jakości pracy świadczonej przez naszych rodaków. Miejscowa ludność natomiast zaczyna w niektórych przypadkach odczuwać pewną konkurencję ze strony przyjezdnych.

Obywatele bardziej rozwiniętych ekonomicznie krajów są przyzwyczajeni do otrzymywania godziwej zapłaty za pracę w spokojnym trybie. Natomiast nasi emigranci zarobkowi mają tendencję do narzucania podwyższonego tempa, co nie wszystkim się podoba z wiadomych względów. Większa wydajność pracy Polaków wynika zazwyczaj z podłoża psychologicznego. Boją się utracenia źródła przyzwoitego zarobkowania. Moja znajoma studentka znalazła pracę przy pakowaniu jakichś kartonów i tak się spięła w sobie, że wyrabiała dużo większą normę niż miejscowi pracownicy. A wszystko to dlatego, że myślała, iż tak właśnie należy. Na szczęście tubylcy nie mieli jej tego za złe, gdyż region, w którym się to działo, jeszcze nie obawia się polskiej inwazji. Mam tu na myśli Szkocję, gdzie jest znacznie mniej przyjezdnych aniżeli w Anglii czy Irlandii. Ale też jest to obszar o mniejszym stopniu uprzemysłowienia, stąd i o pracę dla przyjezdnych trudniej. Z relacji bywalców wynika, że ludzie w Szkocji są na ogół uczynni, otwarci i pozytywnie nastawieni do świata. Bezsporny to dowód na to, że jeszcze zbyt mało wmieszało się tam napływowych ponuraków i kombinatorów. I niech tak raczej pozostanie. Są oczywiście i mankamenty związane z pobytem w tym regionie, bo przecież nic na świecie nie jest doskonałe. Należą do nich: niezbyt łaskawa pogoda (statystycznie 200 dni deszczowych w roku) oraz fatalne jedzenie (bułka przełożona chipsami to coś, o czym wręcz marzy każdy Polak).

Nasza atrakcyjność w niektórych regionach jest ciągle jeszcze dosyć spora. Gdy w Szkocji opowiedzieć, jak się u nas żyje i co można za miesięczną pensję, jeżeli się w ogóle taką ma, to dziwują się niezmiernie. I czytając w gazetach, jak to polski rząd namawia i agituje rodaków do powrotu, nie rozumieją dlaczego. Nie dziwię się ludziom emigrującym zarobkowo. Jeśli za dwa miesiące pracy nie wymagającej kwalifikacji można się utrzymać wynajmując mieszkanie, nie szczędząc środków na drobne zakupy i zwiedzanie kraju i jeszcze przywieźć ponad 1000 funtów oszczędności, to do czego tu porównywać. Używane samochody w dobrym stanie są tak tanie, że można je kupić za tygodniową pensję. A czy którykolwiek z naszych pracodawców dałby pracownikom sezonowym płatny urlop należny po przepracowanych kilku tygodniach?

Gdybym był młodszy, na pewno nie wahałbym się przed zmianą klimatu. Zdawać sobie trzeba sprawę z tego, że nie wszyscy nasi rodacy opuszczą kraj. Na szczęście dla zagranicy, bo wtedy tam zrobiłoby się to, z czym mamy do czynienia na co dzień tutaj. Na pewno w obcych stronach nie mają czego szukać ludzie bez konkretnego fachu, a więc wszyscy ci, którzy karierę u nas zawdzięczają czczej gadaninie. Gorzej natomiast będzie, gdy tylko tacy zostaną po naszej stronie.


TOP 200