Ostatnie wyspy wolności

Gdy niedawno czytałem na tychże łamach artykuł poświęcony identyfikacji radiowej (RFID - Radio Frequency Identification), który dostępny jest także online pod adresem http://www.computerworld.pl/artykuly/38665.html , zainteresowałem się bardzo stroną techniczną rozwiązania i paletą możliwych zastosowań. Niestety, jak to u mnie bywa w okolicznościach pojawiania się zaawansowanych technologii, do głowy przyszły mi także czarne myśli związane z potencjalnymi możliwościach zrobienia niewłaściwego użytku z tego wynalazku.

Gdy niedawno czytałem na tychże łamach artykuł poświęcony identyfikacji radiowej (RFID - Radio Frequency Identification), który dostępny jest także online pod adresemhttp://www.computerworld.pl/artykuly/38665.html , zainteresowałem się bardzo stroną techniczną rozwiązania i paletą możliwych zastosowań. Niestety, jak to u mnie bywa w okolicznościach pojawiania się zaawansowanych technologii, do głowy przyszły mi także czarne myśli związane z potencjalnymi możliwościach zrobienia niewłaściwego użytku z tego wynalazku.

Jeśli w przypadku RFID można identyfikować na odległość jakiekolwiek przedmioty materialne, to co wobec tego stoi na przeszkodzie, aby rozszerzyć zastosowanie i pokusić się o prowadzenie podobnego procederu wobec ludzi? Oczywiście, na przeszkodzie stoją etyka i resztkami sił, coraz bardziej dewaluowany humanitaryzm. Jak na razie również niemożliwe jest techniczne poradzenie sobie z tym problemem, ale tylko na razie. Wyobrazić sobie nietrudno, że niebawem każdego człowieka będzie można oznaczyć w unikalny sposób, a informację o nim wprowadzić do globalnego systemu. Dalszy ciąg jest już tylko kwestią pieniędzy i wyboru zastosowań. Ludzi można identyfikować inwazyjnie lub bezinwazyjnie. Pierwsza z metod to wszczepianie różnego rodzaju implantów generujących sygnał rozpoznawalny dla specjalnych detektorów. Wachlarz potencjalnych możliwości kształtuje się tu dosyć okazale i wcale nie trzeba wszczepiać czegokolwiek do głowy, a wystarczy pod skórę lub w uzębienie. Metodyka identyfikatorów zewnętrznych czy identyfikacja cech biologicznych to już rzeczywiście dziecinada i coraz powszechniejsza praktyka.

Na razie realnie rozmyśla się nad znakowaniem za pomocą RFID zwierząt hodowlanych lub domowych. Być może przyjdzie czas i na ludzi. Odpowiedź na pytanie o cel takiego działania jest dosyć prosta. Po pierwsze, obywatel jest jednoznacznie rozpoznawalny w systemie komputerowym, więc ubywa konieczność istnienia jakiejkolwiek dodatkowej dokumentacji w rodzaju dowodów osobistych, paszportów, praw jazdy. Po drugie, przy odpowiednio szeroko zakrojonym procesie oczujnikowania można mieć kontrolę nad logistyką osobnika, czego istniejące metody biometryczne nie zapewniają w tak szerokim i ciągłym obszarze. Te oraz wszelkie inne metody inwigilacji z pewnością są dyskusyjne i przekraczają tak bardzo przez ludzi bronioną barierę wolności osobistej. Oczywiście, są tego pewne plusy, jak na przykład prewencja wobec czynów o charakterze przestępczym, które wobec tej techniki mają utrudnione pole do działania.

Na razie nie musimy się obawiać, gdyż na poniesienie kosztów tak dużego przedsięwzięcia nikogo w tej chwili nie stać. Tą konkluzją uspokoiłem przynajmniej sam siebie. I dobrze, bo czarnowidztwo nie jest najlepszą receptą na udane życie. Być może w dalekiej przyszłości pojawi się jakiś impuls, raczej ekonomicznej natury, który zadecyduje o znakowaniu identyfikacyjnym ludzi. Jednak trudno wyobrazić sobie, aby ten proces dotyczył całej populacji ludzkiej, a zwłaszcza tej jej części zamieszkałej w strefach biedy. W związku z tym zawsze będzie możliwość ucieczki właśnie tam - z bogactwa do biedy, ale za to z wolnością, na czole, a nie z implantem.