Ostatni taki komputer

Pewnie większość z Państwa ma domowe komputery. Czy zrobili im Państwo zdjęcie? Chodzi o zwykłe zdjęcie, takie na pamiątkę. Nie szkodzi, jeśli obudowa AT czy ATX nie jest zbyt urodziwa, należy pstryknąć komputerowi fotkę.

Pewnie większość z Państwa ma domowe komputery. Czy zrobili im Państwo zdjęcie? Chodzi o zwykłe zdjęcie, takie na pamiątkę. Nie szkodzi, jeśli obudowa AT czy ATX nie jest zbyt urodziwa, należy pstryknąć komputerowi fotkę.

Warto się pospieszyć, bo to może być ostatni kupiony przez Państwa komputer. Proszę popatrzeć, co w ciągu kilku zaledwie lat stało się z telefonem komórkowym. Kiedyś urządzenie to kosztowało kilkadziesiąt milionów starych złotych. Dziś, pomimo że technologia jest droższa, a koszty produkcji nie spadły tak bardzo, telefon komórkowy można dostać praktycznie za darmo. Warunek: trzeba przez dłuższy okres korzystać z usług danego operatora.

Thomas J. Watson, legendarny prezes IBM, zapewne przewraca się w grobie. Wiele lat temu firma ta sprzedawała komputery za ciężkie pieniądze, oprogramowanie dołączając gratis. Ściągnęło to na firmę oskarżenia o wykorzystywanie swojej pozycji na zmonopolizowanym rynku, ale myślę, że prawdziwe przyczyny były inne. W najlepsze trwała epoka industrialna i klientom IBM nie mieściło się w głowie, że mieliby płacić za coś nie mającego materialnej postaci i nie dającego się dotknąć. Komputer - a szczególnie komputer z lat 60. i 70., ważący kilka ton i pobierający kilkadziesiąt kilowatów prądu - to co innego. Składa się z dużych skrzyń, które świecą, buczą i pstrykają. "Jakże to, mamy płacić pieniądze za taśmy magnetyczne? Co? Nawet nie za taśmy, tylko za to, co na nich jest zapisane?" - pytali zapewne, z niedowierzaniem kręcąc głowami. - "To dziękujemy, zabierzcie je sobie, nam wystarczą same komputery". A IBM sprzedawał komputery, oprogramowanie dołączając gratis.

Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do równowagi między "hard" a "soft". Zapewne wielu z nas uważa stan aktualny - gdy komputer kosztuje dziesięć razy tyle, co domowy system operacyjny i mniej więcej tyle samo, co profesjonalny pakiet biurowy - za naturalny. Dlaczego jednak te proporcje miałyby być właśnie takie? Dlaczego w ogóle urządzenie nie podłączone do czegokolwiek i nie potrafiące nic miałoby kosztować cokolwiek? Już sobie wyobrażam klienta przyszłości myślącego dokładnie tymi samymi torami, co klienci IBM sprzed lat kilkudziesięciu, tylko na odwrót: "Zwariowaliście? Mamy płacić pięć tysięcy za złom, który nic nie potrafi, a żeby coś zrobił, trzeba do niego dokupić oprogramowanie za drugie tyle?".

Mogę podać przynajmniej jeden fenomen, który woła o pomstę do nieba. Otóż, nienormalny jest fakt, że "śmietankę" z rozwoju Internetu spijają firmy telekomunikacyjne dostarczające infrastruktury. Zaś twórcy serwisów online (których wysiłek de facto skłania ludzi do surfowania) dostają figę z makiem albo jakieś grosze. To tak, jakby sto procent ceny biletu kinowego brał producent foteli, a twórcy filmowi musieliby się zadowolić satysfakcją i zyskiem z reklam.

U progu XXI wieku zacznijmy się przyzwyczajać, że "starsze dziecko informatyki" - sprzęt komputerowy - być może nie będzie już towarem. Stanie się po prostu niezbędnym wyposażeniem, pozwalającym dostarczać klientom usługi online, które dopiero będą stanowić dla nich wartość. I tak jak dziś telefon komórkowy, komputer będzie dostarczany za darmo w zamian za abonament na niego. I nie będzie to fanaberia monopolistów, jak sugerują niektórzy, lecz znak nowych czasów. Znak tak oczekiwanej przez nas ery informacji.

Na pewno nie będą to takie usługi jak dziś. I proszę mnie nie pytać jakie, bo nie mam pojęcia. Wiem tylko, że dobrze zawczasu pstryknąć pamiątkową fotkę ostatniemu komputerowi, który kupiliśmy sami.