Orka na ugorze

W Polsce wciąż jeszcze pokutuje stereotyp chłopa, który ma dwie krowy i trzy hektary ziemi w 15 kawałkach. A przecież na polskiej wsi zachodzą istotne przemiany i można już spotkać gospodarstwa, w których do zarządzania oborą zaprzęgnięto komputer, pola mierzy się z pomocą GPS, a plantatorzy buraków cukrowych są rozliczani przez cukrownie za pomocą kart chipowych.

W Polsce wciąż jeszcze pokutuje stereotyp chłopa, który ma dwie krowy i trzy hektary ziemi w 15 kawałkach. A przecież na polskiej wsi zachodzą istotne przemiany i można już spotkać gospodarstwa, w których do zarządzania oborą zaprzęgnięto komputer, pola mierzy się z pomocą GPS, a plantatorzy buraków cukrowych są rozliczani przez cukrownie za pomocą kart chipowych.

Świnia z umocowanym na uchu podchodzi do bramki specjalnego kojca, w którym dostaje pokarm. W chipie zapisane są nie tylko informacje identyfikujące zwierzę, ale także jego historia, a nawet informacja o dopuszczalnej ilości paszy, którą może zjeść. Komputer tzw. stacji żywienia po zidentyfikowaniu zwierzęcia dawkuje mu odpowiednią ilość pokarmu w korycie.

"Na dniach takie urządzenie stanie w moim gospodarstwie. Docelowo obsłuży 150 macior" - opowiada Edward Przyłucki, rolnik z mazurskich Kruklanek. "Nie będzie to jedyny system komputerowy, który wykorzystuję w agrobiznesie. Hodowlę świń wspomaga przede wszystkim system obsługi stad trzody chlewnej, stworzony w krakowskiej firmie informatycznej dr. inż. Leszka Mroczko. Natomiast w programie Naw3 prowadzę ewidencję upraw na moich 650 hektarach".

Pole do (p)opisu

"W gruncie rzeczy nie ma porządnego programu do obsługi gospodarstw rolnych" - narzeka Wiesław Pszonka, zarządca w spółce Top Farms, do której należy 25 tys. ha użytków rolnych w Wielkopolsce i na Opolszczyźnie, w tym dawne dwa państwowe kombinaty, chluby peerelowskiego rolnictwa: Głubczyce i Czempin. "Na razie wykorzystujemy więc angielskie oprogramowanie Farmade" - dodaje. Pozwala ono bezpośrednio na dole zaplanować, analizować, kontrolować i archiwizować działania na polu.

Przy tak dużej skali produkcji: zboże, buraki cukrowe, 9 tys. krów mlecznych, trzeba dokładnie wiedzieć, jaki jest obszar pól i pastwisk oraz skład gleb. To ostatnie jest szczególnie ważne ze względu na koszty nawożenia nawozami sztucznymi. W ich zmniejszaniu pomaga system lokalizacji satelitarnej GPS.

Na kilkunastohektarowe pole obsiane jęczmieniem browarnym wyjeżdża mały traktor honda, wyposażony w odbiornik GPS, ustalający położenie z dokładnością do metra, oraz w urządzenie do poboru próbek gleby. Pojazd prowadzi Robert Błochowiak, prezes poznańskiej firmy Agro mapa Polska: "Piwowarzy z Okocimia zlecili nam przeprowadzenie analiz składu chemicznego gleb u swoich plantatorów w całej Polsce. Wyniki rzutujemy na mapę pola, dzięki czemu rolnik uniknie niepotrzebnego nawożenia np. fosforem tam, gdzie gleba nie potrzebuje tego składnika". Przy okazji gospodarz dowiaduje się - bodaj po raz pierwszy - ile dokładnie ma naprawdę hektarów, co jest niezwykle istotne przy składaniu wniosków o unijne dopłaty bezpośrednie, gdyż będą one wypłacane do faktycznie uprawianych działek.

Prezes Błochowiak najpierw objeżdża pole, by obliczyć wielkość jego powierzchni, następnie w komputerze pokładowym wytycza sektory po 4 ha, z których pobierze próbki gleby.

Wieczorem, gdy objedzie pola wytyczone na dany dzień (bywa że 150-200 ha), przesyła pojemniki z próbkami gleby do laboratorium - stacji chemicznej rolnictwa - pod Inowrocław, zaś wyniki pomiarów z GPS via e-mail do krakowskiej firmy GPS-PL. Tam w programie FarmWorks powstaje mapa pola. Po trzech tygodniach są znane wyniki analiz gleby. Laboratorium przygotowało tzw. zalecenia glebowe, czyli ile i jakich nawozów potrzeba w danym sektorze badanego pola. Przesłane do Krakowa są nakładane jako warstwa GIS na mapę pola. I taką otrzymają - w tym przypadku - browar oraz jego kontraktorzy.

"Wreszcie rolnik może świadomie podejmować decyzję o uprawie i nawożeniu" - zachwala tę metodę Eryk Lipiński, wiceprezes AGRO MAPA Polska, gorący zwolennik wykorzystania satelitarnej lokalizacji w rolnictwie.

A to są niebagatelne oszczędności. Wiesław Pszonka szacuje je na kilkaset tysięcy złotych. Notabene Agro mapa Polska za swoją usługę pobiera średnio 16 zł/ha. To mniej niż 1% kosztów nawożenia przy jednoczesnym 30-proc. wzroście wydajności upraw.

"Następnym krokiem byłaby instalacja GPS na maszynach polowych oraz wykonywania zaleceń glebowych dla każdego metra kwadratowego uprawy" - rozmarza się Eryk Lipiński. Wiesław Pszonka nie podziela tego entuzjazmu, twierdząc, że jego firmy (a należy ona do brytyjskiego koncernu Spearhead International, jednego z największych producentów żywności na świecie) nie stać na GPS w każdej maszynie. Na razie wystarcza, że jest w jednej.

"Może kiedyś będzie miało to sens" - zastanawia się Edward Przyłucki. Sam jest też bardzo ciekaw, jakie wyniki przyniesie analiza 100 ha, którą wkrótce sporządzi dla niego AGRO MAPA Polska.


TOP 200