Ordnung muß sein, czyli masa krytyczna

Tytułowe, niemieckie powiedzenie jest zapewne mantrą wszystkich ludzi porządnych. Porządnych w sensie dosłownym, tj. lubiących porządek. Byłoby ciekawe wiedzieć, jaki procent obywateli w każdym kraju jest porządny.

Tytułowe, niemieckie powiedzenie jest zapewne mantrą wszystkich ludzi porządnych. Porządnych w sensie dosłownym, tj. lubiących porządek. Byłoby ciekawe wiedzieć, jaki procent obywateli w każdym kraju jest porządny.

Wg moich obserwacji, prosta porządność przekłada się bowiem na jakość życia społeczeństwa. Jeśli masa krytyczna, jakieś 3/4 ludzi w każdej grupie, zostaje osiągnięta, to wtedy wszyscy pozostali chcąc, czy nie chcąc, też będą musieli dostosować się. Odwrotnie: jeśli punkt krytyczny, czyli procent bałaganiarzy, zostaje przekroczony - wg moich obserwacji jest nim 1/4 grupy - to zaczyna panować wszechogarniający bałagan. Nikt nie chce być frajerem, który ma sprzątać po innych.

Wymyśliłem bardzo prosty test sprawdzania porządności ludzi. Wystarczy badanego zapytać o jakiś drobiazg z komputera. Ludzie porządni, nawet w ciemno, bez zaglądania w katalogi, potrafią powiedzieć, że np. poszukiwany plik z załącznikiem do listu znajduje się w katalogu Dokumenty, w teczce (nie wiadomo dlaczego w Windows zwanej "folderem", co jest b. brzydką kalką językową) Listy - Załączniki, w podkatalogu Józio. Z kolei bałaganiarz będzie tłumaczył, że plik był na biurku lub pulpicie (termin zależny od stosowanego systemu operacyjnego), ale został gdzieś przesunięty. Rzut oka na biurko takiego delikwenta, zarówno komputerowe, jak i rzeczywiste, od razu ujawnia obecność na nim dużej liczby stosików papierów/plików. Stąd zresztą bierze się idea nowej metafory organizacji dokumentów komputerowych - stos jako analogia (bałaganiarskiej) rzeczywistości.

Można powiedzieć "Wolnoć Tomku w swoim domku", a raczej na swoim dysku. Jeśli ktoś lubi chaos w życiu, to jego sprawa. Sytuacja zmienia się, gdy zaczyna dotyczyć organizacji dokumentów na komputerze roboczym w pracy, albo, co jeszcze gorzej, organizacji plików na serwerze firmowym. Bałaganiarz, któremu uda dostać się odpowiednie przywileje dostępu, może tak namieszać w układzie katalogów i dokumentów, że nawet indeksowanie całego dysku oraz jego przeszukiwanie nie pozwoli odnaleźć właściwych plików. Szczególnie, gdy w firmie nie ma sztywnych zasad nazywania dokumentów. Z moich doświadczeń wynika, że każda reguła, nawet najbardziej absurdalna, jest lepsza niż jej brak. Musi być ona jednak dobrze określona jeszcze przed rozpoczęciem każdego projektu, opisana w dokumencie, który otrzymają wszyscy zainteresowani i stosowana z żelazną konsekwencją. Najlepiej, jeśli ktoś regularnie sprawdza i czyści nazwy plików i katalogów. Przy okazji usuwając śmieci, duplikaty oraz wszystko, co do projektu nie należy.

Zapewne domyślają się Państwo, że temat dzisiejszego felietonu, tak jak wszystkich innych, podyktowało mi samo życie. Rzeczywiście, przedwczoraj spędziłem prawie cały dzień porządkując z pewnym delikwentem jeden tylko katalog plików, w którym powinno ich być nieco ponad trzysta, a było dobrze ponad dwa tysiące. Osobnik, bałaganiarz najwyższej klasy, zapewnił mnie, że w niecałe 15 minut wszystko uporządkujemy. Choć podobno miał on zasadę nazywania oraz katalogowania plików, to w każdej z sześciu teczek pliki były inaczej uporządkowane. To znaczy nie było żadnej reguły, tylko chwilowe widzimisię.

Jeśli oderwą się Państwo od komputera i wyjrzą przez okno, to bez wątpienia ujrzą tam bałagan podobny do opisanego powyżej - na ulicy, parkingu lub placyku przed swoim domem i biurem. Cóż, jesteśmy narodem bałaganiarzy. Ale czy tak dalej być musi? Może warto byłoby zacząć zimowe porządki od swojego biurka? Przekroczmy masę krytyczną!