Oprócz wieńca

Pojawiając się na tym świecie nie przynosimy ze sobą niczego. Odchodząc stąd też niczego nie zabieramy. I to jest cała kwintesencja i sens walki o dobra doczesne.

Pojawiając się na tym świecie nie przynosimy ze sobą niczego. Odchodząc stąd też niczego nie zabieramy. I to jest cała kwintesencja i sens walki o dobra doczesne.

Uderzyłem w te struny bynajmniej nie z powodu jesiennego przygnębienia, ale dlatego, że od czasu do czasu zaglądam na strony Wydawnictwa IDG, które zwykło umieszczać tam różnego rodzaju sondy tematyczne. Ta, która wywołała u mnie taki filozoficzny nastrój, jako temat przewodni wybrała zagadnienie: "Co ma się stać z twoim kontem pocztowym, kiedy umrzesz". Dosyć makabryczne, prawda? Komentarze wielu czytelników, ale na szczęście nie wszystkich, były jednoznaczne w swoich opiniach, nie pozostawiając suchej nitki na autorach tego pomysłu.

Zastanawiając się głębiej nad sprawą, można na kanwie tej tematyki indukować pewne uogólnione spostrzeżenia. Otóż konto pocztowe (a szerzej - kontakt elektroniczny) jest samo w sobie wartością niematerialną, miejscem przekazywania określonej informacji. Udając się w zaświaty, gdzie panuje pełnia informacyjna lub kompletny jej brak (w zależności od wyznawanego systemu filozoficzno-religijnego) mamy niewielki wybór, a kontakt elektroniczny w żadnej mierze nie jest tam potrzebny, bo albo nie wie się nic, albo wie się wszystko. Na pewno więc w zaświatach skrzynka pocztowa nowej jakości nie wniesie, może z wyjątkiem dużej ilości spamu, który zresztą i docześnie niczego oprócz niepokoju nie generuje. Stąd jedna z możliwych odpowiedzi ankietowych: "nie obchodzi mnie to", wiodła prym wśród pozostałych. W moim rozumieniu autorom sondy nie chodziło wcale o "robienie jaj z pogrzebu", ale kierował nimi zupełnie inny zamysł, co wg mnie zostało zbyt płytko potraktowane przez pochopnie komentujących ankietę respondentów. Zresztą większość tekstów w różnych serwisach jest kwitowana przypadkowo i często bez ładu i składu. Ot, taki bełkot pospiesznych reakcji po przeczytaniu kilku zdań wyrwanych z kontekstu.

Problem pozostałości zasobów informacyjnych nie jest wcale zagadnieniem błahym i zasługującym na lekceważenie. Wyobraźmy sobie, że elektronicznie korespondujemy z osobami, z którymi od lat mamy dobry kontakt, ale jest to jedyny rodzaj naszej komunikacji. W pewnym momencie jedna ze stron przestaje się odzywać. Co wówczas? Kogo mamy zapytać o przyczynę, jeżeli nie dysponujemy żadnym innym namiarem, ani też nie znamy bliskich tamtej osoby? Jest to bardzo przykry stan, stan niepewności i za-wieszenia. Wielu z nas zapewne doświadczyło już przedsmaku zjawiska tego rodzaju, podczas gdy w efekcie sprawa okazała się dużo bardziej prozaiczna, aniżeli początkowo na to wyglądało.

Pozostawianie zaleceń testamentowych nie jest sprawą drugorzędną. Ktoś powinien mieć możliwość poinformowania w naszym imieniu o zaistniałym fakcie. O tych sprawach trzeba myśleć za życia, a naigrywanie się z tego typu sondy może świadczyć o pewnej niedojrzałości emocjonalnej. Jeśli ktoś twierdzi, że nie obchodzi go, co się dzieje po jego śmierci z jego kontaktem elektronicznym, powinien jednak pomyśleć o bliskich, których tu pozostawia. Bo wiecie Państwo, nie ma chyba bardziej przykrej rzeczy aniżeli to, że na adres zmarłego - czy to elektroniczny, czy stacjonarny - ciągle nadchodzi korespondencja, życzenia, pozdrowienia, a rodzina często nie może nawet poinformować, że adresat znajduje się już w zupełnie innej sferze informacyjnej.


TOP 200