Opłaty za bezpłatną edukację

Jak co roku o tej porze WPROST ogłasza ranking szkół wyższych. Towarzyszy mu, jak zwykle, kilka artykułów o kondycji szkolnictwa wyższego i jego perspektywach. W tym roku ranking zbiega się z publiczną (?) dyskusją (?) nad projektem nowej (?) ustawy o szkolnictwie wyższym.

Jak co roku o tej porze WPROST ogłasza ranking szkół wyższych. Towarzyszy mu, jak zwykle, kilka artykułów o kondycji szkolnictwa wyższego i jego perspektywach. W tym roku ranking zbiega się z publiczną (?) dyskusją (?) nad projektem nowej (?) ustawy o szkolnictwie wyższym.

Zauważył to prof. Łukasz A. Turski w prześwietnym, krytycznym i rzeczowym artykule pt. Fabryka kłonic. Można by z szeregiem jego tez dyskutować, ale ważniejsza jest teraz dyskusja nad nowym prawem o szkolnictwie wyższym. Jednak nie widać większego zainteresowania taką dyskusją wśród tzw. ludności. Nic zresztą dziwnego, skoro parlament, rząd i uczelnie zajmują się rzeczami pilnymi, ważne zapisując ad calendam graecam. Oczywiście, wszyscy dołożą starań, by w wymaganym czasie zaklepać kolejną ustawę konstytucyjną. A co się zmieni? Teraz rzeczywiście jestem pesymistą. Nic albo niewiele więcej. Jeśli to drugie, będą to nazwy.

Tych, którzy mają mi mój pesymizm za złe, zapytam tylko: Czytaliście, mili moi, projekt ustawy? Jeśli tak, to który? Co w nim jest odmienne? Co jest ważne? Czy wyraziliście swą opinię? Czy może poparliście któryś z projektów? Napisaliście do swoich posłów czy senatorów? Dziwi mnie niepomiernie, że tak mało uwagi poświęcają media jakże ważnej reformie. Sam poszukałem projektów ustaw. Są mianowicie dwa - obydwa poza Sejmem. Jeden projekt, stworzony przez uczelnie niepaństwowe, jest od pewnego czasu dostępny w Internecie (http://www.perspektywy.com.pl/projekt.htm). Drugi, autorstwa MEN, pojawił się na stronie ministerstwa (http://www.men.waw.pl/aktual/dok-ref/prawo-sw/spis.html).

Zachęcam do lektury i wyrażania własnych opinii. Ja również chcę przedstawić swoje opinie i wrażenia. Porównałem wybrane aspekty obydwu projektów. Pomijam aspekty prawne, bo nie jestem w tej dziedzinie uczony. Na początek skupię się na zawartości. Projekt ministerialny wykazuje ogromną przewagę nad społecznym. Spisano go na 68 stronach (times new roman, 10 pkt.) w sześciu działach, 24 rozdziałach, 2756 akapitach i 4049 wierszach. Projekt społeczny to zaledwie niecałe 7 stron, 187 akapitów i 420 wierszy. MEN-owski to 22 452 wyrazy i 191 864 znaki ze spacjami, zaś społeczny to zaledwie 1622 wyrazy i 14 196 znaków ze spacjami. Projekt MEN-owski możemy na podstawie przytoczonych danych uznać za circa about 10 razy lepszy od społecznego.

W obu projektach pojawiają się dziwne, obce naszym socjalistycznym tradycjom sformułowania, np. akredytacja, przy czym nie określa się, o co w tym chodzi, bo chyba nie o "zabezpieczenie" dostaw kredy. Projekt ministerialny ustawy w rozdziale 5 (dział 1) omawia wszystko, co tylko można, ale nie mówi, czym jest akredytacja. Nie mówi też, że stara socjalistyczna Centralna Komisja Kwalifikacyjna zmienia nazwę na Akademicki Komitet Akredytacyjny. W projektach podejmuje się próby ograniczania wolności akademickich poprzez np. żądanie przychodzenia do pracy czy pracowania tylko dla jednego pracodawcy, ale już nie dla konkurencji. Projekt społeczny zakłada nawet, że zasady zatrudnienia mają być takie same dla naukowców i reszty ludności, czyli takie, jak przewiduje kodeks pracy. Ludzie, którym od lat na sercu leży rozkwit nauki, twierdzą, że jej nieszczęściem jest ciągłe doskonalenie ustawy przez władze. Obecnie Ostatni Socjaliści Europy (za prof. Ł. A. Turskim) tworzą "nową" wersję starej ustawy, która ma wytłumaczyć, ile trzeba płacić za bezpłatną edukację (art. 70 konstytucji).


TOP 200