Odpoczynek w nadgodzinach

My, ludzie pracy, znamy swój trud. Potrafimy docenić każdą godzinę spędzoną nad wytwarzaniem lub dodawaniem wartości. Są jednak tacy, którzy zupełnie tego nie cenią, bo twierdzą, że osiem godzin intensywnej pracy to za mało, a dwa razy więcej to w sam raz. Ja z kolei uważam, że ustawowa dniówka rzetelnego wysiłku związanego z wykonywanym zawodem jest jak najbardziej na miejscu i wystarczająca. Osoba, która musi poświęcić więcej czasu na pracę, jest albo źle zorganizowana, albo ma złą wydajność, albo jest po prostu w bezczelny sposób wykorzystywana, by nie powiedzieć niewolniczo traktowana przez pracodawcę.

My, ludzie pracy, znamy swój trud. Potrafimy docenić każdą godzinę spędzoną nad wytwarzaniem lub dodawaniem wartości. Są jednak tacy, którzy zupełnie tego nie cenią, bo twierdzą, że osiem godzin intensywnej pracy to za mało, a dwa razy więcej to w sam raz. Ja z kolei uważam, że ustawowa dniówka rzetelnego wysiłku związanego z wykonywanym zawodem jest jak najbardziej na miejscu i wystarczająca. Osoba, która musi poświęcić więcej czasu na pracę, jest albo źle zorganizowana, albo ma złą wydajność, albo jest po prostu w bezczelny sposób wykorzystywana, by nie powiedzieć niewolniczo traktowana przez pracodawcę.

Nie twierdzę, że zawsze pracowałem przykładnie tylko osiem godzin dziennie. Człowiek był młody i głupi, zdawało mu się, że kilkunastogodzinne maratony przed komputerem uratują świat lub przynajmniej powalą kogoś na kolana - najczęściej powalają jednak tych przepracowanych. Okazuje się, że praca do godziny trzeciej nad ranem przynosi efekty niewspółmiernie gorsze od założonych, nie mówiąc już o komplikacjach innej natury. W nadgodzinach zaczyna się popełniać szewskie błędy kosztujące zbyt wiele. Tok myślenia zostaje zaburzony przez zwyczajne zmęczenie, a problemy koncepcyjne, które w normalnych warunkach przy świeżym umyśle rozwiązalibyśmy podczas zmywania naczyń, zaczynają urastać w naszych oczach do rangi wiekopomnych odkryć, które po weryfikacji w chwilach orzeźwienia, okazują się jakże błahe. Niektórzy potrafią w sposób wręcz ekshibicjonistyczny obwieszczać jak bardzo są przepracowani i ile też pracy zmuszeni są wykonywać w domu. Nie dziwi mnie, że nie mogą podołać obowiązkom w czasie na to przeznaczonym, gdy połowę dniówki zajmują im pogaduszki, wspólne śniadanka i kawki, błądzenie w Internecie, ale to jest już ich problem.

Czy zastanawialiśmy się, co, pracując ponad miarę, tracimy? Tracimy własne życie i zdrowie przede wszystkim. Zachwianiu ulegają nasze relacje z rodziną, dziećmi, czego owoce zbieramy wiele lat później. Być może zarywając kolejną noc, napiszemy jeszcze jeden program więcej, zmontujemy kilka komputerów, ale nie uratujemy tego, co najcenniejsze. Pamiętać należy, że tyle naszego, co przeżyjemy i w związku z tym przede wszystkim powinniśmy pielęgnować i celebrować życie. Moim zdaniem - w końcu dosyć doświadczonego człowieka - pracować należy dobrze i wydajnie, ale tylko w czasie na to przeznaczonym, i podobnie należy odpoczywać.

Zbliżają się wakacje, więc temat wypoczynku naturalnie zbiega się z tym okresem. Zanim poweźmiemy niezbyt mądrą decyzję o odwlekaniu urlopu albo o zabraniu pracy ze sobą czy nawet o targaniu tego makabrycznego komputera przenośnego na wakacje, zastanówmy się, czy warto. Bo ja myślę, że w XXI wieku, w środku Europy, człowiek pracujący uczciwie i wydajnie w ustawowym czasie powinien zarobić tyle, aby prowadzić godziwe życie, a jego pracodawcy powinni być na tyle godziwi, aby nie nękać go pracą poza pracą.


TOP 200