Od poniedziałku do piątku

W tym roku nawet nie zauważyłem, kiedy wysokie drzewo za oknem straciło liście, odsłaniając w pełni widoczną w dali Górę. Wyrastającą z otaczającej ją równiny Górę, która jest bardzo odległym w czasie wspomnieniem i bardziej jeszcze - wypomnieniem. I jest nim każdego, jako tako pogodnego ranka, już od lat sześciu. O tym, że ona tam, za oknem w oddali jest, nie da się nie myśleć i w niepogodę, kiedy jej zwyczajnie nie widać i od wiosny do jesieni, kiedy wspomniane drzewo próbuje ją litościwie przesłaniać swoim listowiem.

W tym roku nawet nie zauważyłem, kiedy wysokie drzewo za oknem straciło liście, odsłaniając w pełni widoczną w dali Górę. Wyrastającą z otaczającej ją równiny Górę, która jest bardzo odległym w czasie wspomnieniem i bardziej jeszcze - wypomnieniem. I jest nim każdego, jako tako pogodnego ranka, już od lat sześciu. O tym, że ona tam, za oknem w oddali jest, nie da się nie myśleć i w niepogodę, kiedy jej zwyczajnie nie widać i od wiosny do jesieni, kiedy wspomniane drzewo próbuje ją litościwie przesłaniać swoim listowiem.

Od lat sześciu dlatego zaś, bo w pierwszych dniach grudnia mija tyle akurat od mojego wprowadzenia się do wrocławskiej kwatery. Kwatery o idealnym dla mnie położeniu, bo pociąg do domu, sklep i pracę mam w zasięgu nie więcej niż trzech minut drogi pieszo i właściwie nie muszę poruszać się poza tym obszarem.

W kwaterze tej trafiają do komputera i przechodzą ostateczny szlif wszystkie niemal felietony, które, jak i ten, pisane są najpierw ręcznie, przeważnie w takim czy innym pociągu.

Przebywając tam zupełnie nie mam wrażenia znajdowania się w jakimś konkretnym miejscu, szczególnie, gdy zmrok pochłonie Górę, a okna przesłonią żaluzje. Wtedy może to być gdziekolwiek na Ziemi, bez zakotwiczenia w jakimś jej konkretnym punkcie. Szczególności temu niewielkiemu kawałkowi przestrzeni dodaje też to, że jestem tu w ogóle pierwszym lokatorem, bo wprowadzałem się do nowiutkiego, jak też i to, że od momentu dopełnienia formalności wynajmu przez całe te sześć lat nikt poza mną nie przekroczył progu tego lokum. A skoro tak - droga czytelniczko i drogi czytelniku, bądźcie pierwszymi moimi gośćmi...

Na górę więc, na moje przedostatnie tam piętro, wjeżdża się windą, przez oszklony szyb której widać najpierw ulicę, a pod koniec jazdy - pokazuje się widok na miasto. Do kwatery wchodzi się wprost z korytarza, bez przedpokoju i od razu po lewej ma się drzwi do łazienki, a po prawej kącik kuchenny, którego symboliczną granicę wyznacza niewielki stół. Dalej jest już część mieszkalna, w której patrząc od prawej do lewej, są kolejno: rozkładana kanapa, niski stół, szafka z telewizorem i biurko. Przy kanapie jest lampa i niski regał na książki. Drugi regał, ale wysoki, a także szafa na odzież stoją w kącie za łazienką.

Na wprost od wejścia są okna i drzwi balkonowe, a w ich pobliżu, w solidnej, wielkiej donicy rośnie sobie juka, którą dostałem "z wyposażeniem" jako niewielką roślinkę w doniczce na parapecie. Teraz sięga mi niemal do brody (ale to też dlatego, że gdy ona przez te sześć lat rosła w górę, ja się pochylałem).

To chyba oczywiste, że książki, gazety i inne papierzyska nie mieszczą się w żaden sposób na półkach i regałach, więc leżą jeszcze w kilku stosach i na podłodze, co bywa, że daje ciekawe efekty, gdy nagle mocniej dmuchnie od otwartych drzwi balkonowych. Drzwi, przez które lubię patrzeć na przejeżdżające pociągi, nadające całemu temu miejscu wrażenie bycia w ciągłej podróży.

O ile o wnętrzu swojej kwatery wiem więcej niż wszystko, to niewiele mogę powiedzieć o jej otoczeniu. Niezmiernie rzadko spotykam kogoś w windzie, czy na korytarzach - gdyby nie widoczne z zewnątrz światła w oknach, można by pomyśleć, że w ogóle nikt tam nie mieszka.

Każde miejsce ma podobno swój charakter, którego wyrazem są ludzie, budynki, ulice i panujący tam nastrój. Mimo minionych sześciu lat, niewiele potrafię o tym powiedzieć: nie wiem, jakie jest to miejsce w dzień, bo jestem wtedy w pracy. Nie wiem też, jak tam jest w sobotę i w niedzielę, bo nie spędziłem tam jeszcze ani jednego weekendu.


TOP 200