Od Studenckiego Miasteczka Internetowego, po społeczeństwo informacyjne

Infrastruktura techniczna jest warunkiem niezbędnym, acz niewystarczającym do jakościowej zmiany sposobów komunikacji społecznej i przekształcenia zbiorowości w społeczność informacyjną.

Infrastruktura techniczna jest warunkiem niezbędnym, acz niewystarczającym do jakościowej zmiany sposobów komunikacji społecznej i przekształcenia zbiorowości w społeczność informacyjną.

Efektywność wykorzystania technik informa-cyjnych zależy od równoczesnego dokonania przemian we wszystkich płaszczyznach społecznej aktywności. To wniosek, jaki płynie z badań przeprowadzonych w minionym roku akademickim wśród studentów Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Objęto nimi studiujących na pierwszym i trzecim roku mieszkańców osiedla domów studenckich. To specyficzne osiedle. Wszystkie akademiki są okablowane, w każdym pokoju jest dostęp do Internetu. Z tej racji jest nazywane Studenckim Miasteczkiem Internetowym.

Badania miały charakter ankietowy. Przeprowadził je interdyscyplinarny zespół złożony z socjologów, psychologów, filozofów, politologów i pedagogów. "Problematyka społeczeństwa informacyjnego znana jest u nas przede wszystkim z rozważań teoretycznych i publicystycznych" - mówi koordynator badań prof. Lesław Haber. Stanowią one podstawę podejmowania decyzji i prognozowania skutków rozwoju elektronicznych form komunikacji. Brakuje natomiast przykładów empirycznej weryfikacji licznych rozważań teoretycznych. Problemów w tych badaniach przysparza metodologia - brakuje jednolitych, powszechnie akceptowanych wskaźników i mierników.

Typowy internauta

Czy badania środowiska studenckiego wniosły coś nowego do wiedzy o użytkownikach Internetu? Dane statystyczne pozyskane z ankiet potwierdzają głównie to, co już wiadomo z obiegowych opinii i sondaży prowadzonych przez różnego rodzaju ośrodki badania rynku i opinii publicznej. Dowiadujemy się, że w większości użytkownikami komputerów i Internetu są mężczyźni. Częstotliwość posługiwania się rozwiązaniami informatycznymi wzrasta proporcjonalnie do doświadczenia w ich wykorzystywaniu (większy odsetek korzystających na trzecim roku studiów niż na pierwszym), a zagorzali użytkownicy komputerów są zagrożeni uzależnieniem i utratą kontaktów z najbliższym otoczeniem.

Typowe dla populacji użytkowni- ków sieci są także sposoby korzystania z Internetu przez studentów AGH. Dominuje wysyłanie i odbieranie poczty elektronicznej, następnie zdobywanie informacji oraz bezrefleksyjne przeglądanie stron WWW. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dane te dotyczą studentów jednej z największych i najlepiej zinformatyzowanych uczelni w kraju. Czy wobec tego najbardziej typowym, pierwszoplanowym sposobem wykorzystania narzędzi elektronicznych nie powinna być edukacja? Trudno za taki uznać zdobywanie informacji, gdy są to w większości informacje dotyczące bieżących spraw życia codziennego: repertuary kin i teatrów, prognoza pogody, rozkład jazdy pociągów, wiadomości giełdowe. Internet jedynie coraz bardziej zastępuje w tym względzie inne media: prasę, radio, telewizję.

Indywidualny tok e-kształcenia

Jedna trzecia badanych studentów AGH w ogóle nie zagląda do sieci w związku z nauką. Ci, którzy to robią, twierdzą, że największą przeszkodą jest brak czasu. Zdaniem dr. Janusza Feinera, jedną z głównych przyczyn może być zbytnie obciążenie tradycyjnymi formami przygotowywania się do zajęć. Studentom też zapewne brakuje umiejętności docierania do właściwych, wartościowych informacji. Samodzielna penetracja zasobów sieciowych może być dla nich zbyt trudna i uciążliwa. Potrzebna byłaby pomoc ze strony prowadzących zajęcia, np. w formie wskazania docelowych adresów źródłowych. A nie jest o nią łatwo.

Niektórzy wykładowcy odnoszą się z niechęcią do korzystania przez studentów z elektronicznych źródeł wiedzy.

Możliwości edukacyjne technologii informacyjnych nie znalazły odzwierciedlenia w nowym, generalnym modelu kształcenia i prowadzenia studiów. Nie stały się integralnym elementem opracowanego na nowo procesu nauczania, dostosowanego do wprowadzonych warunków technicznych. Brakuje rozwiązań systemowych, które motywowałyby studiujących do pozyskiwania wiedzy przez Internet czy wręcz obligowały do korzystania z sieci w określonych sytuacjach.

Studentów nie zachęca też stan sieciowych zasobów informacyjnych. Jedna trzecia badanych studentów AGH ocenia zasoby edukacyjne, dotyczące studiowanej dziedziny, jako średnie. W kwestiach związanych ze studiowaniem najwięcej studentów (ponad połowa) korzysta z Internetu w celu zapoznania się z informacjami bieżącymi, np. dotyczącymi organizacji i toku studiów. W następnej kolejności sięgają po teksty źródłowe i instrukcje do ćwiczeń. Być może sytuacja zmieniłaby się, gdyby wykładowcy mieli obowiązek umieszczania w sieci konspektów wykładów i planów ćwiczeń (np. na wzór Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, gdzie działa serwis tworzący automatycznie każdemu nowo przyjętemu studentowi strony WWW z odnośnikami do wszystkich wybranych przez niego kursów).

Zadowoleni ze zmian

Wyniki krakowskich badań uzmysła-wiają, że oprócz przeceniania roli czynników technicznych, inicjatorzy pro- gramów związanych ze społecznym wykorzystaniem technik informacyjnych nadmierne oczekiwania pokładają również w aspektach psychologicznych. Źródeł powodzenia swoich projektów często upatrują przede wszystkim w indywidualnym nastawieniu potencjalnych użytkowników. Gdyby rzeczywiście były to czynniki decydujące, AGH mogłaby uchodzić za wzór demokracji elektronicznej. Połowa studentów zadeklarowała bowiem chęć załatwiania przez Internet wszystkich spraw związanych ze studiowaniem. Są oni gotowi zrezygnować z bezpośredniego odwiedzania dziekanatu i korzystać z jego usług na odległość. Również połowa studentów popiera pomysł wprowadzenia sieciowych konsultacji.

Pozytywne postawy emocjonalne mogą sprzyjać akceptacji nowych rozwiązań. Nie wystarczą jednak do ich pełnego, rzeczywistego zaistnienia w skali społecznej. Elektroniczna demokracja na AGH ma dzisiaj tylko wymiar werbalnych deklaracji poparcia. Nie istnieją natomiast możliwości jej faktycznej realizacji. Ta bowiem wiązałaby się z koniecznością zmiany zasad funkcjonowania szkoły. Nie wystarczą gotowość czy chęć uczestniczenia społeczności akademickiej w takiej formie aktywności społecznej. Nie wystarczy też odpowiednio przygotowane zaplecze techniczne uczelni. Wprowadzenie procedur elektronicznej demokracji byłoby równoznaczne z wprowadzeniem nowego modelu dydaktyczno-organizacyjnego szkoły. Przekształcenia te są zależne głównie od władz uczelni. Mają także znaczne szerszy wymiar. Jak pogodzić autentyczny współudział w kształtowaniu życia na uczelni poprzez sieciowe konsultacje z koniecznością zachowania samodzielności władz uczelni w podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji?

Które pokolenie?

W powszechnym przekonaniu korzystanie z osiągnięć najnowszej techniki komputerowej jest przede wszystkim domeną ludzi młodych. To oni mają wprowadzić nas w nowy etap rozwoju cywilizacyjnego. Z analizy wyników krakowskich badań widać jednak wyraźnie, że stopień i zakres korzystania z technologii informacyjnych zależą w dużym stopniu od oferty wypracowanej przez całe społeczeństwo.

Badani internauci nie traktują siebie jako osobnej grupy społecznej, nie podkreślają cech, które w zdecydowany sposób odróżniałyby ich od innych. Jest to również ważna przesłanka do integralnego ujmowania procesów związanych z wdrażaniem technik informacyjnych w szerokim kontekście funkcjonowania i rozwoju całego społeczeństwa. Pokonanie technicznej bariery dostępu to za mało, by można było mówić o nowej jakości życia społecznego. Muszą istnieć zasoby, z których warto będzie korzystać, oraz struktury, w przypadku których uczestnictwo będzie warunkiem społecznej aktywności i integracji.

Sprawozdanie z badań niedawno ukazało się w zbiorowej publikacji pt. "Mikrospołeczność internetowa. Na przykładzie Miasteczka Internetowego Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie" pod redakcją Lesława H. Habera, Kraków 2001, Uczelniane Wydawnictwa Naukowo-Dydaktyczne AGH.


TOP 200