Obniżacze wersyjni

Posiadacze komputerów dzielą się na wiele antagonistycznych grup. Pecetowcy kontra makowcy, linuxowcy przeciwko światu, klawiaturowcy versus myszownicy, mswordowcy nienawidzący z wzajemnością wordperfectowców. Ba, trafiają się nawet pagemakerowcy, którzy z quarkowcami nie chcą rozmawiaćk, i clipperownicy, mający w głębokim poważaniu accessowców. W tej współczesnej wieży Babel można jednak znaleźć dwie rozłączne grupy, obejmujące wszystkich.

Posiadacze komputerów dzielą się na wiele antagonistycznych grup. Pecetowcy kontra makowcy, linuxowcy przeciwko światu, klawiaturowcy versus myszownicy, mswordowcy nienawidzący z wzajemnością wordperfectowców. Ba, trafiają się nawet pagemakerowcy, którzy z quarkowcami nie chcą rozmawiaćk, i clipperownicy, mający w głębokim poważaniu accessowców. W tej współczesnej wieży Babel można jednak znaleźć dwie rozłączne grupy, obejmujące wszystkich.

Mogą Państwo przeprowadzić test, do której z grup należycie. Wystarczy znać numer wersji ulubionego systemu operacyjnego lub programu. Nie wiecie?! A więc jesteście wśród milczącej większości, która ma w nosie wysiłki marketingowe firm produkujących oprogramowanie. To, co Wam założono przy zakupie komputera i co doinstalował zaprzyjaźniony pirat, pozostaje na dysku, jako symbol czasów, znak przemijania, nostalgiczne wspomnienie z przeszłości.

Jeśli zaś odpowiecie, że właśnie wczoraj zainstalowaliście program XYZ w wersji 3.07b6 oraz że Wasz system jest całkowicie aktualny poza sterownikiem drukarki, która nie chce działać z biblioteką prtxyz.dll w wersji 2.1.5, to niechybny znak, że połknęliście bakcyla.

Obie postawy same w sobie nie mają znamion inności w sensie politycznej poprawności. Ostatecznie komputer jest tylko narzędziem, więc jeśli działa, to nie ma żadnego znaczenia, jakiej wersji czegokolwiek się używa. Kolekcjonowanie wersji programów jest bardzo przyjemnym hobby. Myślę, że mniej absorbującym niż rybki albo papużki, a już na pewno prostszym w czasie wakacji niż posiadanie psa. Zawsze można przeskoczyć kilka wersji jesienią, pies zaś niestety musi jeść, a potem spacerować.

Jednakże ostatnio pojawiła się nowa grupa. Makowcy, którzy zamiast wersji 8.1 w dalszym ciągu trzymają się 7.6.1 ze wszystkimi dodatkami jak najbardziej aktualnymi, tyle tylko, że dla wcześniejszego wydania. Znam też szklarzy, którzy już dziś zapowiadają, że nigdy przenigdy nie założą Windows 98, bo im 95 wystarczą, oraz takich, którzy w dalszym ciągu polegają na 3.11 i za nic nie chcą ich zamienić na prawdziwe okienka.

Ta nowa grupa utworzyła się z nieszczęśników, którzy zawierzyli jakiemuś producentowi, zainwestowali kapitał w oprogramowanie lub karty specjalizowane, czas w szkolenia i teraz nie mogą nic zrobić, bo ich ulubione narzędzie zostało zamrożone. Nie mogą nawet wymienić komputera na nowy, bo system, w którym ugrzęźli, nie chce w żaden sposób działać na nowoczesnych maszynach. Uaktualniają więc co się da, ale zwykle da się już bardzo niewiele. Ot, jakiś sterownik drukarki lub rozszerzenie poprawiające obsługę klawiatury.

Z pewnością zauważyli Państwo, że duże banki i instytucje publiczne wpadają w podobną pułapkę, choć z nieco innych powodów. W takiej olbrzymiej organizacji wymiana systemu operacyjnego właściwie nie wchodzi w zakres możliwych działań. Nie da się bowiem w rozsądnym czasie i za rozsądne pieniądze przeinstalować kilku tysięcy komputerów, nawet jeśli są one ujednolicone, co zdarza się rzadko. Tak więc - mimo nadludzkich wysiłków reklamowych - wiele firm pozostanie przy Windows 95.

Do czasu, gdy NC-ety opanują rynek. Wtedy problemem będzie wymiana oprogramowania serwera i przeszkolenie użytkowników. Cała zabawa powtórzy się, choć w nieco innej skali. Aż ktoś wreszcie wymyśli i zrobi komputer, taki jak lodówka, pralka, samochód.