Oblicza słuszności

W dzisiejszych czasach informatyk ma już niewiele do gadania. Musi przede wszystkim wykonywać polecenia przełożonych i to niezależnie od tego, czy pracuje w firmie informatycznej, czy w jakiejkolwiek innej. Krótkie czasy dyktatu technokracji informatycznej, jakie mieliśmy z początkiem ostatniej dekady ubiegłego wieku, minęły bezpowrotnie. Tym samym zakończył się najbardziej romantyczny i burzliwy dla nas okres wkraczania technologii na każde biurko.

W dzisiejszych czasach informatyk ma już niewiele do gadania. Musi przede wszystkim wykonywać polecenia przełożonych i to niezależnie od tego, czy pracuje w firmie informatycznej, czy w jakiejkolwiek innej. Krótkie czasy dyktatu technokracji informatycznej, jakie mieliśmy z początkiem ostatniej dekady ubiegłego wieku, minęły bezpowrotnie. Tym samym zakończył się najbardziej romantyczny i burzliwy dla nas okres wkraczania technologii na każde biurko.

Śmiem twierdzić, że drugiego takiego zdarzenia już nie będzie. Technologię podsunięto każdemu pod nos i bliżej się nie da. Jeśli cokolwiek się zmieni, to tylko szczegóły techniczne. Następny rzut rewolucyjny to etap, w którym znajdziemy się wewnątrz technologii, czyli staniemy się już nie obserwatorami i użytkownikami zewnętrznymi, ale aktorami wewnątrz spektaklu wirtualnej rzeczywistości. Niemniej, czy i kiedy to nastąpi, trudno wyrokować.

Po pierwszych wzniosłych chwilach rozwoju komputeryzacji informatycy zaczęli szwendać się po firmach różnych branż i autoramentu, wspierając tamże eksploatację systemów. Jedni trafili lepiej, inni gorzej - jak to w życiu bywa. Ktoś zarabiał krocie, to popłakał się ktoś i jakoś się wszystko toczyło. Z upływem czasu zrodził się prestiżowy coroczny konkurs "Lider Informatyki", wyławiający perełki wśród powszechności zastosowań. Bardzo dobrze, bo w jakiś sposób należy wyróżniać zasłużonych, dając pozytywny przykład pozostałym. W końcu prestiż jest ciągle jeszcze pojęciem nie zdewaluowanym.

Dłużej już nie mogę ukrywać, że jestem nałogowym palaczem (papierosów), od kilku miesięcy w stanie zawieszenia. Nie po raz pierwszy rozstałem się z moim ulubionym zajęciem rekreacyjnym, przez co dla mnie osobiście życie wcale nie stało się piękniejsze, a ludzie lepsi. Jednym słowem bardzo lubię palić i żałuję, że zaprzestałem. Niby oddycha się lżej, ale głowa jak była pusta, taka jest nadal. Ogólna nagonka na palaczy, wypominanie na każdym kroku szkodliwości palenia biernego i czynnego jakoś nie idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem. Jeśli coś jest szkodliwe, nie powinno być oferowane w zalegalizowanej sieci handlowej, a w związku z tym nie powinno być produkowane. Podobnie sprawa ma się z alkoholem, chociaż zupełnie nie mogę pojąć dlaczego doraźnie zagrażający bezpieczeństwu w miejscu publicznym pijak jest lepiej tolerowany aniżeli palacz puszczający dymka. Niemniej alkohol także nie powinien być produkowany - tak na zdrowy rozsądek i konsekwentnie.

Ale produkcja obydwu używek idzie pełną parą. Zakłady te zatrudniają także informatyków. Wszyscy ci pracownicy do kupy biorą udział w wytwarzaniu śmiercionośnych (wg publikowanych wyników badań) substancji. W związku z tym mam szereg wątpliwości. Czy informatycy świadczący pracę na rzecz producentów szkodzących zdrowiu społeczeństwa nie mają moralnego kaca? W końcu mogliby uprawiać komputeryzację w szlachetnej służbie zdrowia albo na parafii. Czy nagradzając trucicieli tytułem Lidera Informatyki (2000 - wytwórnia wódeczki, 2005 - zakłady tytoniowe) jury konkursu nie ma w związku z tym wyrzutów sumienia? Wiem, że brany jest pod uwagę jedynie model komputeryzacji, ale skoro jest dobry, to i procesy biznesowe przebiegają sprawnie, co powoduje skuteczniejszą produkcję. Nie można separować metod od ich przeznaczenia. Czy dobry żołnierz walczący w niesłusznej sprawie, nie jest potem sądzony za swe czyny? A i owszem jest, jeśli akurat jego armia przegra, bo słuszność jest zawsze po stronie wygranych. Stąd chyba też słuszność leży po stronie wymienionych tu laureatów Lidera, jak i po stronie jury. To przecież nie ich wina, że dopuszczona jest tego rodzaju produkcja. I chyba używki te nie są aż tak szkodliwe, o czym z nadzieją napomyka niżej podpisany.


TOP 200