O to lot(t)o

Jak zwykłem czynić od kilku lat w pobliżu końca sezonu zbiorów owoców pracy, czyli rozliczania podatków od osób fizycznych, tak i tym razem musiałem podzielić się z państwem moim nadmiarem finansowym, a przy okazji zechciałbym podzielić się z Państwem nowymi spostrzeżeniami.

Jak zwykłem czynić od kilku lat w pobliżu końca sezonu zbiorów owoców pracy, czyli rozliczania podatków od osób fizycznych, tak i tym razem musiałem podzielić się z państwem moim nadmiarem finansowym, a przy okazji zechciałbym podzielić się z Państwem nowymi spostrzeżeniami.

W zasadzie, jakim cudem mogą być nowe, skoro od dawna wszyscy płacimy na podobnych zasadach i z roku na rok spotyka nas ta sama radość zaszczycając tych, którym zostanie zwrócone, lub smutek, będący udziałem tych, którzy muszą dopłacać. Okazuje się, że co sezon to jednak jest inaczej, a tak bardzo liczyłem na to, że przygotowany w ubiegłym roku komputerowy szablon rozliczeń podatkowych będzie jak ulał pasował do wymagań bieżących. Nic z tego - zgodność wersji w połowie opracowywania dokumentu końcowego, czyli zeznania PIT, rozsypała się w proch, a moje mrzonki o stworzeniu formularza zachowującego przynajmniej przez dwa kolejne sezony atrybut reusable, pozwalający jedynie na wpisanie stosownych danych, rzeczywiście okazały się mrzonkami. Tak wielce stabilne mamy przepisy podatkowe.

Może jestem pechowcem, ale dopadły mnie przy okazji nietypowe sytuacje związane z interpretacją pewnych zapisów, na które to problemy znajomi udzielali mi równie prostych, co mylnych porad, aż sfrustrowany do ostateczności zadzwoniłem na drugi koniec naszego przepięknego kraju, do Gdańska, do speców. Ostatnio widziałem się z nimi na zabawie sylwestrowej tamże, był więc pretekst, była okazja, aby złapać za słuchawkę telefonu. Przy okazji wyjaśniam, że nie mam na myśli trzech speców z Gdańska, którzy byli na tej samej imprezie, a na co dzień zasiadają razem w ławie poselskiej. Moi znajomi mają bardzo dobre biuro, ale rachunkowe.

Optymizmem powiało, gdy usłyszałem, że Totolotek odprowadził do budżetu 700 mln zł w roku ubiegłym. Proponowałbym, aby utworzyć więcej takich instytucji i z nich ściągać podatki, a zwykłym ludziom dać spokój. Czyż nie pięknie by było?

Robienie prywatnego bilansu rocznego jest o tyle sensowne, że człowiek dostrzega, z czego żyje. Statystyki podają, że rok 1999 odznaczał się stagnacją wynagrodzeń informatyków, co w moim przypadku sprawdziło się z nawiązką. Do tej pory zachodzę w głowę, jakim cudem mi się pogorszyło.

Pchnięty impulsem nawiązałem współpracę z Niemcami. Co prawda z języka niemieckiego, oprócz zwrotów grzecznościowych, znam jedynie jawohl oraz nein, ale jakoś mi to nie przeszkadza i tamtej stronie także.

Na coś w końcu trzeba się zdecydować - czy wiedzieć, czy zarabiać. Przecież tak wiele ludzi zrobiło niezłe pieniądze na informatyce, zupełnie nie znając się na niej.


TOP 200