O jeden krok od...

Ayutthaya, jedna z dawnych stolic Tajlandii, leży ok. 90 km na północ od centrum Bangkoku. Zabytki są porozrzucane po całym mieście. Wypożyczenie roweru to jeden z lepszych sposobów na zwiedzanie. Z dawnej świetności pozostały już tylko ruiny. Gdzieniegdzie sterczą kamienne wieże świątyń, otoczone resztkami murów. Zarysy budowli można próbować odtworzyć po pozostałościach fundamentów. Potężny, kamienny, leżący Budda jakby powoli zatracał swoją sylwetkę. Po ogromnym pałacu królewskim nie ma prawie śladu. Trzeba mocno wysilać wyobraźnię, by zobaczyć dawną wspaniałość i kunszt budowli.

Ayutthaya, jedna z dawnych stolic Tajlandii, leży ok. 90 km na północ od centrum Bangkoku. Zabytki są porozrzucane po całym mieście. Wypożyczenie roweru to jeden z lepszych sposobów na zwiedzanie. Z dawnej świetności pozostały już tylko ruiny. Gdzieniegdzie sterczą kamienne wieże świątyń, otoczone resztkami murów. Zarysy budowli można próbować odtworzyć po pozostałościach fundamentów. Potężny, kamienny, leżący Budda jakby powoli zatracał swoją sylwetkę. Po ogromnym pałacu królewskim nie ma prawie śladu. Trzeba mocno wysilać wyobraźnię, by zobaczyć dawną wspaniałość i kunszt budowli.

Ancient City leży ok. 30 km na południowy wschód od centrum Bangkoku. Kilka tysięcy metrów kwadratowych ziemi w kształcie zbliżonym do konturów mapy Tajlandii. Efekt kaprysu bogatego przemysłowca z początku tego wieku. Spacer po parku zabytków to dobry pomysł na spędzenie wolnego popołudnia. Replika nie istniejącego już pałacu z Ayutthaya, choć kilkakrotnie mniejsza od oryginału, sporo wystaje ponad wierzchołki drzew. Miniatury khmerskich świątyń zarośnięte krzakami tak, jakby to była najprawdziwsza dżungla. Pięknie zdobione łodzie, zakotwiczone na stałe pośrodku stawu, aż się proszą, by do nich wsiąść i odpłynąć. Repliki budynków i świątyń z całego kraju zgrabnie wkomponowane we wzniesienia terenu, otoczone soczystą zielenią i błękitem wody bez trudu przenoszą w przeszłość.

Tokyu Center znajduje się przy ulicy Phaya Thai w centrum Bangkoku. Kina, salony gier komputerowych i restauracje zajmują jedno z pięter

tego kompleksu handlowego. Wśród nich Bite Time Restaurant. Półokrągłe stoliki otaczają ekrany monitorów. Pod szklanymi blatami schowane klawiatury. Cicha, przytulna atmosfera, choć może trochę zbyt futurystyczna. Menu zawiera zarówno tradycyjne potrawy kuchni tajskiej, jak i typowe junk food. Konsumując w miłym towarzystwie małe co nieco, możemy rozpocząć wirtualną wędrówkę po zabytkach Tajlandii. Zaczynamy od listy UNESCO światowego dziedzictwa kultury. Bez trudu odnajdujemy znajdujący się na niej kompleks zabytków w Ayutthaya (http://www.unesco.org/whc/sites/576.htm), skąd wędrujemy na stronę poświęconą ich wirtualnemu obrazowi (http://www.sli.unimelb.edu.au/~cliff/virtual.htm).

Nie istniejące budowle gotowe do oglądania na każde kliknięcie myszką. Niemalże nieskończone pole do popisu dla naszej wyobraźni.

W Ancient City byliśmy jednymi z nielicznych, którzy pieszo przemierzali kilkusetmetrowe odległości między replikami zabytków. Prawie wszyscy zwiedzali park, siedząc wygodnie w klimatyzowanych samochodach. Przejeżdżając wolno, trzymając w ręku nieodłączną puszkę coca-coli, oglądali zza przyciemnianych szyb aut miniatury budynków.

Skojarzenia nasuwają się same.

Krótka wędrówka po zasobach sieci w poszukiwaniu kombinacji haseł virtual reality world heritage dała mi pobieżne rozeznanie w temacie (polecam stronę: www.virtualheritage.net). Naukowcy, badacze i pasjonaci zafascynowani nowym zastosowaniem technologii ruszyli na podbój nie zbadanych dotąd światów, nie sprawdzonych teorii i ryzykownych hipotez.

Wirtualna rzeczywistość jest dla nich doskonałym, może nawet dziś już tylko jedynym, narzędziem.

A tym z samochodów pozostaje tylko jeszcze trochę poczekać, by siedzenia podmienić na fotele w restauracji, szyby zastąpić ekranami komputerów, a kręcenie kierownicą zamienić na sterowanie myszką. I tylko coca-cola zapewne pozostanie bez zmiany.

Tajlandia, Bangkok, 23 grudnia 2000 r.


TOP 200