Nowe czasy, stara bieda

Z nowym rokiem wiążemy zazwyczaj nowe nadzieje, które z reguły i tak się nie spełniają w stu procentach. Ale jeśli chociaż cokolwiek z marzeń przeistoczy się w materialną projekcję, jesteśmy z tego powodu uradowani. Nie wymagajmy zbyt wiele i nie liczmy na zbyt wiele, bo moglibyśmy się rozczarować tym rozdźwiękiem pomiędzy życzeniami a brutalną dosyć rzeczywistością.

Z nowym rokiem wiążemy zazwyczaj nowe nadzieje, które z reguły i tak się nie spełniają w stu procentach. Ale jeśli chociaż cokolwiek z marzeń przeistoczy się w materialną projekcję, jesteśmy z tego powodu uradowani. Nie wymagajmy zbyt wiele i nie liczmy na zbyt wiele, bo moglibyśmy się rozczarować tym rozdźwiękiem pomiędzy życzeniami a brutalną dosyć rzeczywistością

. W technologiach informatycznych trudno mówić o cudach mogących się ziścić, a raczej spodziewać się tu należy rokowań wynikających z logicznych przesłanek, o tendencjach ukształtowanych w niedawnej przeszłości. O ile technologia rozwija się żmudną drogą, prąc do przodu według ustalonych dużo wcześniej wytycznych, o tyle niezbadane są zachowania jej użytkowników. Wypadałoby zadać pytanie, czy coś nowego w tym względzie wydarzy się w bieżącym roku, czy też pokutować będą przyjęte wcześniej wzorce zachowań, objawiające się nadal, może tylko z odmienną intensywnością. Zastanawiam się, czy dystrybucja spamu będzie się rozwijać kwitnąco w dalszym ciągu, czy może nieco zelżeje natężenie gnębienia przez nią niczemu niewinnych odbiorców elektronicznej makulatury. Można tu liczyć co najwyżej na powolne wygaszanie tych tendencji, ponieważ ciągle oferuje się dosyć zawodne metody selekcji spamu i na razie nie zapowiadają się w tym względzie rewolucyjne zmiany. Większe nadzieje wiązałbym raczej z dyskryminacją wirusów, a to z racji istniejących i stale poprawiających swą jakość mechanizmów ich lokalizacji i unieszkodliwiania, co tyczy w podobnej mierze także ich twórców.

Z bardziej skrytych - jak mi się wydaje - fantazji niektórych laików mających decyzyjny wpływ na strategię informatyczną zarządzanych przez nich firm i organizacji wyciągnąłbym na światło dzienne marzenie o technologii "stoliczku, nakryj się", jako epokowego zamiennika dla plug & play, tyle że oferowanego w stosunku do wyrobów programistycznych, co z grubsza polegać by miało na cudownym wytwarzaniu oprogramowania przy zupełnie niezdefiniowanych założeniach, braku przepisów wykonawczych i środków finansowych - i w tak samo krótkim czasie jak nakrywanie stoliczka. Aby technologia ta zasługiwała na swą bajkową nazwę, powinna - podobnie jak rzeczony stoliczek serwował wybór potraw przerastający najśmielsze oczekiwania - oferować rozwiązania, których nie przewidywano, a najlepiej gdyby po prostu oferowała co tylko możliwe. Skończyłyby się wówczas problemy nieudanych projektów, utarczki użytkowników z dostawcami, niezborność w klarowaniu wymagań - jednym słowem, ten, kto nie wiedziałby czego chce, dostałby wszystko. Oczywiście, marzenie takie jest całkowicie bzdurne, pomijając już nawet jego nierealność techniczną, bo jeśli się nie wie, do czego się dąży, trudno wyciągnąć korzyści, wchodząc w posiadanie nawet wszelkich dóbr na ziemi. Ale nie przejmujmy się, bo żadne takie fantazje się nie ziszczą, o czym lojalnie uprzedzałem już na wstępie felietonu. Aby jednak nie rozpoczynać roku w podłym nastroju, przypomnę tylko, że w przeszłości wielu niedowiarków krytykowało istotność doniosłych wynalazków, w czym zupełnie, jak historia pokazała, nie mieli racji. Tak więc nie zakładajmy z góry, że nigdy cudowna technologia się nie pojawi.

Byle tylko ludzie wiedzieli, co z nią począć.


TOP 200