Nowa era

Podobno nieuchronnie zbliżamy się do ery algorytmów, co w ogólnym sensie oznacza, że w wielu aspektach naszego życia decyzyjne staną się zaprogramowane automaty.

O ile w tej chwili zjawisko objawia się na razie w postaci samosterowalnych samochodów i różnego typu wirtualnych asystentów obsługujących klientów, o tyle w przyszłości zapewne nabierze niezwykłego rozpędu i wachlarz dziedzin znacznie się rozszerzy. Mówi się nawet, że kiedyś wirtualne roboty będą same tworzyły inne roboty. Pytanie, jakie się w tym momencie nasuwa, brzmi: czy ktoś żywy będzie dysponował przyciskiem wyłączającym to wszystko? Ot tak, na wszelki wypadek, gdyby sprawy zaczęły się za bardzo wymykać spod kontroli.

Wiadomo, że algorytmowi człowiek nie będzie w stanie niczego wytłumaczyć. Już nawet teraz trudno jest w niektórych przypadkach dogadać się w punkcie obsługi, gdy procedury lub komputer nie zezwalają na to czy tamto. Dawniej było bardziej miękko, teraz robi się niesamowicie zasadniczo. Fakt, że zdecydowanie pomaga to utrzymać porządek. Ale jakże wiele spraw umyka kontroli algorytmiczno-proceduralnej, wymagając jedynie zwykłego wzajemnego zrozumienia, czy chociażby pudełka czekoladek dla pomyślniejszego załatwienia sprawy. Wirtualny agent nie ma, niestety, żadnych pokus i to czyni jego przewagę nad człowiekiem. Na razie możemy spać spokojnie, bo algorytmy nie panują jeszcze nad naszym życiem i zdrowiem, ale tylko do czasu. Najgorszy scenariusz może się objawić, gdy ktoś posłuży się tożsamością innej osoby i narobi oryginałowi bigosu. Oczywiście, algorytmy nie uznają żadnego tłumaczenia, że to nie my, tylko ktoś inny w naszym imieniu. Już nawet w dzisiejszych czasach, nie tak przecież jeszcze bardzo obarczonych sztuczną inteligencją, widać, że niektóre sprawy są trudne do odkręcenia, np. przywrócenie do grona żywych osoby pochopnie uśmierconej czy wykreślenie z jakiejś ewidencji, gdzie obywatel znalazł się przez pomyłkę.

Zobacz również:

A czy algorytmu nie da się oszukać? Da się tak samo jak żywego człowieka. Oglądałem kiedyś program popularno-naukowy, w którym fizyczny robot wraz z żywym człowiekiem obserwowali poczynania iluzjonisty w czymś w rodzaju gry w trzy karty. Efekt był taki, że obaj obserwatorzy zostali wprowadzeni w błąd i typowali rozwiązanie niepoprawne. Gdyby sztuczka nie była swojego rodzaju iluzją, czyli oszustwem, większe szanse na odgadnięcie poprawnego wyniku przejawiałby robot, gdyż z natury rzeczy jest bystrzejszy i nic innego w tym czasie nie zaprzątnie jego uwagi. Wynika z tego jeden optymistyczny wniosek, że gdy algorytmy zaczną się zbyt szarogęsić, przy braku innych środków będzie można zażyć je sposobem. I tu widzę duże szanse dla naszego narodu, historycznie uformowanego do takich działań.