Normy dla normalnych

Doświadczony projektant baz danych nie zastanawia się, jaka jest definicja i etapy normalizacji baz - po prostu projektuje zgodnie ze zdrowym rozsądkiem

Doświadczony projektant baz danych nie zastanawia się, jaka jest definicja i etapy normalizacji baz - po prostu projektuje zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.

Doświadczenie jest tu o tyle pomocne, że nie trzeba zbyt długo zastanawiać się nad implementacją konkretnego przypadku - wystarczy poszukać w pamięci analogii. Projektant niedoświadczony może zmitrężyć sporo czasu, napotykając wiele przeszkód na drodze do osiągnięcia optimum. Niemniej i jemu zdrowy rozsądek powinien podpowiedzieć prawidłowe rozwiązanie. Ktoś nie posiadający drygu do myślenia algorytmicznego i tak nie wywiąże się z zadania, a jego bazy będą stanowić obraz nędzy i rozpaczy, chociażby przeczytał wiele mądrych książek dotyczących normalizacji, relacji i czego tam jeszcze. Tym właśnie różnią się ludzie - jedni mają, a inni nie, tak zwany dryg.

Przejrzałem ostatnio kilka książek traktujących o bazach danych, stąd moje powyższe przemyślenia. Zdecydowana większość pozycji tłumaczy rzeczy podstawowe w sposób tak zawikłany i górnolotny, że zapędzony w kozi róg czytelnik najchętniej ukryłby się w najciemniejszym kącie ze swoją niewiedzą, a jeśli nawet nie, to z pewnością zacząłby wątpić, czy to, co wykonywał praktycznie przez kilka lat, to były czy klocki lego. Napotkałem kilka książek, w których autorzy, tłumacząc zasady integralności danych, sami integralność z rzeczywistością tracą, podając przykłady zawierające błędy, i to nie tylko drukarskie. Jeden z autorów, objaśniając procesy normalizacyjne, tak bardzo się rozpędził, że znormalizował bazę ponad normę, pozbywając się pól wiążących tabele. Jednym słowem - Pstrowski nowych technologii.

Formalizm wokół nas jakby się pogłębiał. Nie dotyczy on tylko informatyki, ale wielu dziedzin życia, czyniąc nasze poczynania szczególnie uciążliwymi. Regulacja trybu postępowania w pewnych sytuacjach bywa rozbudowana do przesady, powodując zagubienie gdzieś po drodze sedna sprawy, kładąc bardziej nacisk na dostosowanie się do wymaganych procedur niż na wypełnianie misji. Stąd też na przykład możemy mieć wrażenie, że celem działalności placówek służby zdrowia nie jest leczenie pacjentów, ale ich kolekcjonowanie z tytułu pozyskiwanych tą drogą funduszy.

Z moich obserwacji wynika, że informatycy, bez względu na swoją specjalność, nie przepadają za zbyt rygorystycznym formalizowaniem ich poczynań. Taka ich wolna natura i fantazja, tym też różnią się od wielu innych profesji. Człowiek obarczony ograniczeniami zewnętrznymi traci inwencję i chęć samodzielnego, kreatywnego działania. Nader często, zamiast propozycji rozwiązania problemu, usłyszymy od niego słowa: "nie wolno" lub "zabrania się". Po co się wysilać, skoro można nie zezwalać i, z drugiej strony patrząc, nie najgorsza to metoda kreowania pozorów posiadania władzy, a kto wie, może i przyczynek do rychłego awansu.


TOP 200