Norma dla wyboru normy

Oczekiwane przez niektórych obowiązkowe normy dla systemów IT w administracji przez innych są widziane prawie jak próba ubrania wszystkich urzędników w jednolite umundurowanie.

Oczekiwane przez niektórych obowiązkowe normy dla systemów IT w administracji przez innych są widziane prawie jak próba ubrania wszystkich urzędników w jednolite umundurowanie.

Powszechne zastosowanie informatyki w administracji obudziło potrzebę wprowadzenia wymagań technicznych, które pozwoliłyby uniknąć nazbyt częstych przypadków, kiedy urządzenia lub aplikacje zakupione w różnym czasie, w różnym celu lub u różnych producentów nie współpracują ze sobą. Istotnie, trudno jest akceptować absurdalną, ale w praktyce spotykaną w polskich urzędach sytuację, że interfejsem pomiędzy systemami IT jest urzędnik, który ręcznie przepisuje dane z jednego ekranu komputera na inny, ponieważ nie można ich technicznie połączyć, aplikacje się nie rozumieją lub nie pozwala na to instrukcja bezpieczeństwa któregoś z systemów.

Depesza z Paryża do Moskwy

Zwolennicy koncepcji obowiązkowych norm dla systemów IT stosowanych w administracji powinni zastanowić się nad doświadczeniami starszej siostry informatyki - telekomunikacji, która wyzwoliła się od zmonopolizowanej przez państwo obowiązkowej standaryzacji po ponad 100 latach ćwiczeń. Samuel Morse dokonał pierwszej transmisji wiadomości telegraficznej pomiędzy Waszyngtonem a Baltimore 24 maja 1844 r. Wiek pary i elektryczności nie zmieniał świata być może tak zaskakująco szybko jak technologie cyfrowe, ale równie spektakularnie. Już kilkanaście lat po doświadczeniach Morse'a w Ameryce i Europie działały setki linii telegraficznych. Linie telegraficzne powstawały spontanicznie i niezależnie w oparciu o pomysłowość i inwencję różnych lokalnych producentów, co z reguły uniemożliwiało łączenie różnych urządzeń. Przesłanie depeszy z Paryża do Moskwy przypominało trochę zabawę w głuchy telefon, bo była ona przepisywana przynajmniej kilka razy przez telegrafistów linii tranzytujących połączenie. 17 maja 1876 r., po ponad dwumiesięcznych negocjacjach, przedstawiciele 20 państw podpisali w Paryżu porozumienie nazwane Międzynarodową Konwencją Telegraficzną. Ponieważ nic nie wskazywało, aby sprawa uzgodnień dotyczących szybko zmieniającej się techniki telegraficznej miała być zamknięta jedną umową, utworzono sekretariat dla dalszych kontaktów, nazwany Międzynarodową Unią Telegraficzną, przekształcony później w Międzynarodową Unię Telekomunikacyjną. Ta jedna z najstarszych organizacji międzynarodowych jest nadal forum normalizacyjnym dla sektora telekomunikacji.

Do końca lat 80. XX w. sieci telekomunikacyjne w niemal wszystkich państwach działały w warunkach monopolu, często tak jak w Europie były to państwowe przedsiębiorstwa, a niekiedy, jak w Polsce, wydzielony urząd administracji państwowej. Stany Zjednoczone podobnie jak Europa przeszły w XIX w. fazę spontanicznego rozwoju spółek telegraficznych i telefonicznych. Usługi telekomunikacyjne w Europie były świadczone przez państwo, a producenci urządzeń, którzy chcieli się starać o prawo dostaw do tych sieci, musieli sprostać restrykcyjnym testom, aby uzyskać urzędowe świadectwo homologacji. W niektórych państwach (np. w Niemczech) nawet aparat telefoniczny pozostawał własnością operatora i nielegalne było "manipulowanie śrubokrętem" w domowej instalacji.

Standardy przemysłowe

Tworzenie wspólnej europejskiej przestrzeni gospodarczej oznaczało również rewizję polityki dopuszczania na rynek wyrobów przemysłowych. Państwa członkowskie miały wprawdzie rozbudowane teorie uzasadniające homologowanie wszystkiego, co się tylko da, ale nie obroniły się przed zarzutem, że najczęściej chodziło o protekcjonizm rodzimych firm, nie mówiąc już o nieuzasadnionej uznaniowości i ryzyku korupcji w procesie przygotowania decyzji homologacyjnych. Komisja Europejska przyjęła w 1987 r. pakiet 25 dyrektyw tzw. nowego podejścia wobec różnych grup wyrobów przemysłowych, oparty na założeniu, zgodnie z którym system urzędowej homologacji zostaje zastąpiony przez dobrowolną deklarację producenta, że wyrób spełnia wskazane normy w zakresie bezpieczeństwa użytkownika.

Rezygnacja z obowiązkowych badań była rewolucją. W Polsce w pewnej fazie homologacji podlegały wszystkie urządzenia, nie tylko sieciowe. Zniesienie administracyjnie nadzorowanych badań homologacyjnych i obowiązujących norm nie tylko nie popsuło jakości nowych sieci, ale zaowocowało szybkim spadkiem cen, tym bardziej że na dotąd zamkniętych rynkach pojawiła się ostra konkurencja i bardzo szybki postęp. Dzisiaj o homologacji urządzeń telekomunikacyjnych poza radiowymi mało kto pamięta. Firmy inwestują w badania i nowe technologie w nadziei, że to ich rozwiązania zdobędą rynek i staną się standardem.

Przemysł telekomunikacyjny przywykł i chce stosowania standardów, ale już nie czeka na działania normalizacyjne administracji. Każdy producent wie też, że chociaż oryginalny autorski patent może być wart fortunę, to konkurowanie w opracowaniu oraz wdrożeniu nowych technologii jest kosztowne i najlepszą strategią bywa podział ryzyka pomiędzy wielu graczy. Oznacza to też poszerzenie grupy interesów, która może sprawić, że to, a nie inne rozwiązanie kupi rynek. W ten sposób dopracowano poglądy na temat większości technologii, które zdobywają rynek w warunkach konkurencji, takich jak: GSM, CDMA, UMTS, czy WiMAX. Dokumenty normalizacyjne mają znaczenie referencyjne.

Urzędnik antycypuje

Niektóre strategiczne rozwiązania technologiczne wymagają współdziałania administracji i firm z sektora telekomunikacji i teleinformatyki. Ta współpraca czasem musi mieć charakter ponadregionalny i dochodzi do niej na długo zanim zacznie się kompletować dokumenty normalizacyjne. Tak jest np. z przyszłymi systemami radiokomunikacji ruchomej, cyfrową radiofonią i telewizją, telewizją mobilną, systemami nawigacji satelitarnej, przebudową systemu numeracji. Niewiele wiadomo, jak w przyszłości zareaguje rynek, czy koncepcje alternatywne nie zwyciężą.

Jeżeli wyczekiwana przez rynek technologia rozwija się zbyt powoli, poważne zamówienie publiczne może wypromować standard. Dla niektórych specjalizowanych rządowych zastosowań, np. w dziedzinie bezpieczeństwa, obronności, zarządzania kryzysowego, technik kosmicznych, może być trudno o inne wyjście. Z całym jednak szacunkiem dla roli, jaką sprawuje administracja w każdym państwie i znaczenia sieci teleinformatycznych, z których korzysta administracja, świat poza nią jest znacznie większy i ważniejszy i to na tym komercyjnym rynku sprawdza się, co jest najlepsze i co się będzie rozwijać, w co będzie chciał inwestować rynek. Osoby decydujące w administracji o projektach ITC powinny zatem uważnie przyglądać się tendencjom rynkowym i w oparciu o tę wiedzę planować wybór technologii, która miałaby odegrać w administracji rolę normy w dziedzinie interfejsów, oprogramowania, formatu dokumentów itp.

Jeżeli nie ma opartego na obiektywnych przesłankach przekonania o tym, co jest optymalne, lepiej w projektach dla administracji dopuścić rozwiązania opcjonalne, niż inwestować w coś, co rynek może zweryfikować negatywnie i co w przyszłości stanie się rozwiązaniem niszowym.


TOP 200